replica watches for sale: fake hublot watches and replica cartier.
Klub Dyskusyjny Myśli Politycznej W Ursusie - Artykuł 36
O nas


Czym jest klub

-Regulamin

-Skład zarządu

-Założyciele Klubu

-Historia Klubu

-Kontakt
   
Działalność

-Cele Klubu

-Artykuły

-Archiwum - spotkania

-Archiwum inne rzeczy
Artykuł 36
"Artykuł pochodzi z portalu mysl24.pl. Autor jest członkiem KDMP"

Wybory, wybory, wybory…

Szczegóły

Utworzono: 31 październik 2012

Na przestrzeni ostatnich tygodni mogliśmy śledzić przebieg i wyniki wyborów w kilkunastu krajach, w tym u wszystkich bez wyjątku naszych wschodnich sąsiadów. Czy wynika z nich cokolwiek istotnego dla Polski i dla relacji międzynarodowych w naszym regionie? Chyba tylko jedno.

Najpierw obywatele Białorusi głosowali na kandydatów do tamtejszej Izby Reprezentantów (sic!), czyli niższej izby Zgromadzenia Narodowego. Większość opozycji elekcję tę zbojkotowała z uwagi na spodziewane przez nią fałszerstwa. Wygrał natomiast w cuglach prołukaszenkowski komitet Biała Ruś. Wydarzeniu temu trudno jednak przypisać większą wagę, choćby z powodu znikomej roli parlamentu w systemie sprawowania władzy na Białorusi. W każdym razie, w tym kraju po raz kolejny wygrała wizja małej stabilizacji i świętego spokoju. Nawet jeśli rzeczywiście jakieś nieprawidłowości miały miejsce. Przecież faktu popierania Łukaszenki przez większość Białorusinów nie negują nawet jego oponenci. Pytanie tylko, czy ta większość to odsetek rzędu 80%, jak wynikałoby z oficjalnych wyników z 2010 r., czy na przykład 60?

Następnie do urn wybrali się Rosjanie, którym po raz pierwszy od prawie dekady – w rezultacie swoistej „zmiany powrotnej” w rosyjskim prawie – znowu dano możliwość bezpośredniego głosowania na kandydatów na gubernatorów wszystkich ośmiu okręgów federalnych. Naturalnie, wyniki tych wyborów nie mają znaczenia dla relacji międzynarodowych, a więc i dla niniejszej analizy. Niemniej i o nich należało wspomnieć dla porządku.

Tego samego dnia, co Rosjanie (14 października), komisje wyborcze odwiedzili też mieszkańcy Republiki Litewskiej, wybierając połowę członków – nomen omen – Sejmasu na kolejną kadencję. Połowę, bo ordynacja na Litwie ma charakter mieszany i dwa tygodnie po etapie proporcjonalnym głosowano jeszcze w okręgach jednomandatowych. Oprócz niewątpliwego sukcesu Akcji Wyborczej Polaków na Litwie, która po raz pierwszy przekroczyła próg 5% w skali całego kraju, warto odnotować sukces, jaki 14 października stał się udziałem Partii Pracy, kierowanej przez charyzmatycznego milionera rosyjskiego pochodzenia, obecnie posła do Parlamentu Europejskiego Wiktora Uspaskicha. Jego ugrupowanie pierwszą część wyborów bowiem wygrało. Druga (jednomandatowa) nieco ten wynik skorygowała, ale i tak Uspaskich, za którym jeszcze 6 lat temu Litwini wysłali europejski nakaz aresztowania i domagali się jego ekstradycji z Rosji, ma prawo do dużej satysfakcji.

Wreszcie, w minioną niedzielę, odbyły się, najszerzej w Polsce komentowane, wybory do ukraińskiej Wierchownej Rady, które – zgodnie z oczekiwaniami – wygrała rządząca dotychczas Partia Regionów Wiktora Janukowycza. Zadowoleni ze swoich wyników, które przerosły sondażowe prognozy, mogą też być komuniści oraz banderowcy. Do składania deklaracji współpracy z tymi drugimi ruszył zresztą natychmiast cały dawny obóz „pomarańczowych”, nie wyłączając Witalija Kliczki i jego Ukraińskiego Demokratycznego Aliansu na rzecz Reform (w skrócie UDAR, czyli „cios”).

Choć to już nieco dalej od naszych granic, wspomnieć wypada również o gruzińskich wyborach parlamentarnych z 1 października, kiedy po niezwykle zaciętej, nawet jak na zakaukaskie warunki, kampanii władzę w ręce dotychczasowej opozycji musiała oddać proprezydencka partia o wdzięcznej nazwie: Zjednoczony Ruch Narodowy.

Puenta? Konkluzja? Jest nią wspólny mianownik ostatnich politycznych decyzji Litwinów, Ukraińców, Gruzinów, a i Białorusinów nawet. Wszyscy oni postawili bowiem na polityków, którzy, nie rezygnując z suwerenności swoich państw i z prozachodniego (z wyjątkiem Białorusi) kursu, dążą do ułożenia poprawnych relacji z Rosją. Z czysto praktycznych, głównie merkantylnych względów. Bo nie z porywu serca… Gruzini nie zapałali przecież nagle sympatią do wielkiego sąsiada zza gór, z którym jeszcze cztery lata temu toczyli wojnę. A Gruzińskie Marzenie Bidziny Iwaniszwilego nie jest ani partią mniejszości rosyjskiej, ani nawet taką, którą można by określić mianem prorosyjskiej. Zwyciężyły po prostu zdrowy rozsądek i chłodna kalkulacja. Inna sprawa, że ogarnięty kryzysem Zachód staje się powoli coraz mniej atrakcyjny dla zagubionych gdzieś pośrodku Eurazji narodów. Tym bardziej, że na Ukrainie ma on ciągle twarz nieudolnego Juszczenki, a w Gruzji zamordysty Saakaszwilego.

dr Marian Szołucha- ekonomista, wykładowca akademicki, z-ca redaktora naczelnego kwartalnika "Myśl.pl"

 

Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony

Zaloguj się , żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?
Licznik odwiedzin
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło