replica watches for sale: fake hublot watches and replica cartier.
Klub Dyskusyjny Myśli Politycznej W Ursusie - Artykuł 32
O nas


Czym jest klub

-Regulamin

-Skład zarządu

-Założyciele Klubu

-Historia Klubu

-Kontakt
   
Działalność

-Cele Klubu

-Artykuły

-Archiwum - spotkania

-Archiwum inne rzeczy
Artykuł 32

Jerzy Żyżyński

Grzęźnięcie w prywatyzacji

 Ministerstwo Skarbu Państwa opublikowało plan prywatyzacji na lata 2012-2013. Minister skarbu zapowiada całkowite wyjście państwa z 85% nadzorowanych jeszcze przez ministerstwo spółek, w tej reszcie, jaka zostanie (są to głównie spółki z sektora energetycznego, finansowego i obronnego), utrzymane zostaną pakiety większościowe lub pozwalające zachować – jak to się szumnie nazywa - władztwo korporacyjne państwa  - w interesie, ma się rozumieć, nas wszystkich.

Gdy się jednak przyjrzeć temu dokumentowi, to widać, że jest to typowy produkt tej urzędniczej działalności, z jaką mamy do czynienia od lat, w wyniku której w tym tak ważnym obszarze panuje chaos i płytkie, schematyczne urzędnicze myślenie niekierujące się głębszym poczuciem odpowiedzialności  za gospodarkę i  państwo.

Jeśli na przykład dokument ministerstwa skarbu stwierdza, że część przychodów z prywatyzacji będzie wspierać strategiczne cele rozwojowe państwa, finansując Fundusz Rezerwy Demograficznej, Fundusz Restrukturyzacji Przedsiębiorców, Fundusz Reprywatyzacji, Fundusz Skarbu Państwa, Fundusz Nauki i Technologii Polskiej, a ponadto zasili się specjalne fundusze Ministra Pracy i Polityki Społecznej na rzecz przeciwdziałania bezrobociu, Ministra Obrony Narodowej i Ministra Gospodarki na restrukturyzację przemysłowego potencjału obronnego i modernizację techniczną Sił Zbrojnych, oraz Ministra Finansów na rezerwy poręczeniową i gwarancyjną Skarbu Państwa, to nasuwa się oczywiste pytanie: - Co będzie z tymi funduszami, gdy skończy się prywatyzacja?

Po to, by zrealizować te zadania, które były finansowane środkami z prywatyzacji będzie musiał nastąpić albo wzrost podatków, albo wzrost deficytu, a w konsekwencji długu, co w tym systemie bardzo silnych unijnych restrykcji na zadłużanie jest niemożliwe. Zatem możemy się pożegnać z dofinansowaniem funduszu rezerwy demograficznej, restrukturyzacją przedsiębiorców czy dofinansowaniem nauki itd.

Finansowanie wydatków środkami z wyprzedaży majątku jest najbardziej demoralizującą i szkodliwą formą finansowania - działa jak narkotyk, przyzwyczaja do pewnego standardu bez pozyskiwania trwałych dochodów na jego sfinansowanie. Gdy majątek zostanie wyprzedany – zaczynają się problemy z utrzymaniem standardu i z pozyskaniem niezbędnych do jego sfinansowania środków - coś jak bóle (gospodarcze) narkomana pozbawionego narkotyku.

Przedstawiony dokument świadczy o tym, że jego autorzy kierują się utrwalonymi schematami zbiurokratyzowanego myślenia, w gruncie rzeczy nie rozumiejąc tematyki, o której piszą. Oto czytamy: „Działania prywatyzacyjne rozwijają rynek kapitałowy i wzmacniają rolę Warszawy jako regionalnego centrum finansowego Europy Środkowo-Wschodniej.” Rynku kapitałowego nie rozwinie wrzucanie na ten rynek kolejnych prywatyzowanych firm. Rozwój rynku kapitałowego zależy od tego, czy znajdą się chętni do inwestowania swych oszczędności na giełdzie, a do tego trzeba po pierwsze mieć wyższe oszczędności, a po drugie, musi być koniunktura na tej giełdzie.

Oszczędności Polaków są niskie, bo są po prostu biedni, ponad połowa nie ma żadnych oszczędności. Jest to skutek błędnej polityki oszczędzania na wydatkach. Wbrew obiegowym opiniom w kryzysie państwo nie powinno oszczędzać, bo jego wydatki stają się dochodami ludzi i podtrzymują słabnący w kryzysie popyt. Jednocześnie forsuje się formy zatrudnienia za jak najniższą płacę - kosztem pracowników. W wyniku tej polityki niskie są oszczędności – a przy tym jednocześnie miliardy dochodów odpływają za granicę (w minionym roku było to, przypominam, 60 mld zł.). Kierowane na rynek finansowy oszczędności stanowią popyt na akcje, gdy jest on w stagnacji, to wrzucanie na rynek finansowy kolejnych firm tylko pogorszy stan rynku kapitałowego, bynajmniej nie będzie sprzyjać rozwoju rynku kapitałowego.

Czytamy dalej: „Prywatyzacja giełdowa ułatwia dostęp do globalnego kapitału spółkom zainteresowanym pozyskaniem finansowania, a także zwiększa kapitalizację giełdy i obroty na rynku regulowanym. (…) Realizowane przez Ministra Skarbu Państwa transakcje potwierdzają rosnące zainteresowanie inwestorów zagranicznych kolejnymi ofertami i świadczą o stabilnej pozycji Polski na mapie bezpiecznych i długofalowych kierunków inwestycji kapitałowych.” Znowu propagandowy bełkot. Co to znaczy „dostęp do globalnego kapitału”? Kapitał to nie jest coś, co się bierze, bo ma się do tego dostęp - to jest oferowanie akcji firmy zagranicznemu nabywcy. A sprzedaż akcji oznacza przekazanie części uprawnień właścicielskich, łącznie z dysponowaniem jej zyskami. Jak dotychczas doświadczenia Polski nie są jednoznacznie pozytywne, bo za wiele było wrogich przejęć prowadzących do likwidacji firm i przejęcia ich rynków, majątków i myśli technicznej, a jednym z dolegliwych dla gospodarki skutków ekonomicznych jest ten wielomiliardowy transfer zysków poza granice Polski. 

Nie bez znaczenia jest też to, że w firmach włączonych do międzynarodowych korporacji ma miejsce szkodliwy środowiskowo transfer asortymentów i technologii: do krajów peryferyjnych – a takim krajem stała się Polska w wyniku niekompetentnej polityki – przenosi się produkcję kłopotliwą ze względu na zanieczyszczenie środowiska i  związane z tym koszty.

Planem prywatyzacyjnym objęto 300 spółek, w tym: 279 nadzorowanych przez Ministra Skarbu Państwa, 15 nadzorowanych przez Ministra Obrony Narodowej, 4 nadzorowanych przez Ministra Gospodarki, 2 nadzorowanych przez Ministra Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej.

Wśród spółek, za które odpowiada Ministerstwo Skarbu są spółki budowlane, zwłaszcza budownictwa drogowego, przedsiębiorstwa energetyczne (wiele, i jak widać na darmo, napisano, że energetyka to szczególny obszar strategicznej odpowiedzialności państwa); są przedsiębiorstwa górnictwa, kolejne huty; są kluczowe przedsiębiorstwa przemysłu chemicznego (w tym Stomil, Siarkopol i puławskie Azoty), resztki przemysłu elektronicznego.

Jest spora liczba ważnych przedsiębiorstw przemysłu metalowego i maszynowego, a w tym sławne zakłady Cegielskiego, a raczej to, co z nich pozostało po bezmyślnym rozbiciu ich na spółki częściowo już wyprzedane - aż nasuwa się pytanie, czy będzie z tą resztką Cegielskiego to, co z Fabryką Obrabiarek, którą przejął Volkswagen i utworzył tam odlewnię aluminium – niezbyt chlubny epilog znakomitego polskiego przemysłu obrabiarkowego.

Są na liście Zakłady Mechaniczne Urządzeń Wiertniczych – jest oczywiste, że to będzie wspaniały biznes przy rozwijającej się koniunkturze na wiercenia w poszukiwaniu gazu.

Poważne wątpliwości budzi prywatyzacja Przedsiębiorstwa Badań Geofizycznych, które dysponuje przecież strategiczną wiedzą o zasobach surowcowych, jest to ten typ instytucji, które z reguły są agencjami rządowymi. Podobnym nonsensem jest prywatyzacja Polskiego Centrum Certyfikacji – to też powinna być agenda rządowa.

Włączenie do prywatyzacji przedsiębiorstw transportowych użyteczności publicznej, w tym PKS-ów, świadczy o niezrozumieniu funkcjonowania tej kategorii szczególnych usług mających kluczowe znaczenie dla ośrodków prowincjonalnych. Transport użyteczności publicznej, czyli dla zwykłych ludzi, którzy dojeżdżają do pracy, szkół, po zakupy – powinien być elementem spójnej sieci (podobnie zresztą jak transport kolejowy), w której utrzymywane są zarówno linie o dużym popycie, jak i linie o małym ruchu, dla prywatnych przewoźników nieopłacalne, ale których zachowanie, jest ważne dla małych wsi i miasteczek, nie powinien podlegać prywatyzacji, lecz pozostać w gestii państwa. Skutki chaosu w tej dziedzinie już teraz widać, gdy małe ośrodki tracą połączenia ze światem – w imię nowego bożka rentowności.

Wiele napisano o uzdrowiskach – pamiętamy, że już za rządów SLD funkcjonowała absurdalna koncepcja sprzedaży ich - nawet arabskim nafciarzom. Wyprzedaż uzdrowisk oznaczać może, z dużym prawdopodobieństwem, praktyczne odcięcie zwykłego polskiego schorowanego pracownika i emeryta od możliwości rehabilitacji lub leczenia w tych ośrodkach. Nie dziwią więc opinie, że sprywatyzowanie uzdrowisk powinno być zakwalifikowane jako działalność przestępcza do rozliczenia przez następne rządy po zakończeniu „ery Tuska”.

Włączenie do listy prywatyzacyjnej instytutów badawczych, takich jak Centrum Badawczo-Konstrukcyjne Obrabiarek, Ośrodek Badawczo-Rozwojowy Przemysłu Rafineryjnego, Ośrodek Badawczo-Rozwojowy Centrum Techniki Morskiej, Ośrodek Badawczo-Rozwojowy Przemysłu Oponiarskiego, ośrodek badawczy przemysłu drzewnego, Instytut Automatyki Systemów Energetycznych, Wojskowe Biuro Studiów Projektów Budowlanych i Lotniskowych, dla wielu może to oznaczać koniec istnienia, bo zerwane zostały nici ich powiązań z przemysłem, który w wyniku przejęć przez kapitał zagraniczny stracił motywację współpracy z polskim zapleczem naukowym.

Niepokojące jest umieszczenie na liście prywatyzacyjnej Polskiej Agencji Prasowej, co rodzi niebezpieczeństwo przejęcia polityki informacyjnej przez trudne do przewidzenia gry interesów. Oczywiste jest pytanie jak z wierszyka Tuwima o lokomotywie: po co to, po co to, po co…?

I wreszcie sfera finansów - do listy dołączono te instytucje finansowe, o których od dawna mówi się, że powinny stanowić rdzeń autonomicznego, czysto krajowego sektora finansowego: Bank Gospodarki Żywnościowej, Powszechna Kasa Oszczędności Bank Polski i Powszechny Zakład Ubezpieczeń – tak jakby wyparowały gdzieś wspomnienia wszystkich problemów, jakie wynikały z prób przejęcia największego polskiego ubezpieczyciela przez Eureko.

Prywatyzację Giełdy Papierów Wartościowych, podobnie jak i Krajowego Depozytu Papierów Wartościowych, które też są na tej liście, uważam za kolejny nonsens, wynikający z niezrozumienia, czym są dla gospodarki te ważne instytucje rynku kapitałowego. Dla rynku papierów wartościowych są tylko dwa sensowne rozwiązania własnościowe: albo powinna to agencja państwowa, albo spółka handlujących na niej.

Plany prywatyzacyjne obejmują też spółki niepodlegające resortowi Skarbu. Poważne wątpliwości budzi oferta MON, obejmująca Wojskowe Zakłady Elektroniczne, Wojskowe Centralne Biuro Konstrukcyjno-Technologiczne, Wojskowe Zakłady Inżynieryjne, Wojskowe Zakłady Lotnicze, Wojskowe Zakłady Łączności, Wojskowe Zakłady Mechaniczne, Wojskowe Zakłady Motoryzacyjne, Wojskowe Zakłady Uzbrojenia, Wojskowe Zakłady Kartograficzne, Wojskowe Biuro Projektów Budowlanych – tego typu instytucje z reguły są agencjami rządowymi, nie dziwi zatem opinia, jaką sformułował jeden z wyborców, że „robi to wrażenie szeroko zakrojonego programu likwidacji polskiej armii, zapoczątkowanego przez ministra Klicha”. Ta dramatyczna opinia zdaje się znajdować potwierdzenie w planie likwidacji dla Stoczni Marynarki Wojennej – doprowadzonej do upadłości przez sabotowanie, przez urzędników odpowiedzialnych za finansowanie, procesu budowy korwety Gawron, co dramatycznie zwiększyło jej koszty. Informacja ta jest o tyle znamienna, że niedawno dowiedzieliśmy się, że o budowę okrętów dla polskiej armii (między innymi łodzi podwodnych) starają się stocznie francuskie i niemieckie.

Jedyne, co optymistyczne, to to, że nie znalazły się w tym programie Polskie Koleje Linowe – widać ostry protest zakopiańskich górali, wsparty przez Prawo i Sprawiedliwość, odniósł skutek - a był to też jeden z pomysłów prywatyzacyjnych uważanych przez ludzi za przestępstwo.

Autorzy programu prywatyzacji nie potrafią wyciągać wniosków nawet z całkiem świeżych doświadczeń. Ostatnie problemy z budową autostrad pokazały, że zawiodły wszystkie praktycznie prywatne firmy wyłonione w przetargach na budowę dróg. Warto by zatem zastanowić się, czy w tym ważnym obszarze odpowiedzialności państwa, nie powinno się pozostawić firm będących własnością państwa lub władz lokalnych, które by realizowały funkcje głównych wykonawców robót drogowych w zakresie projektowania i organizacji, zlecając prace bezpośrednim wykonawcom – wtedy zarówno wykorzystanie grosza publicznego jak i cały proces realizacji byłby bardziej przejrzyste i efektywne niż w tym ułomnym procesie, z jakim mamy do czynienia obecnie?

Generalnie poraża nie tylko chaos, niedowład koncepcji, niezdolność wypracowania wizji rozwoju i brak świadomości specyfiki różnych dziedzin, ich funkcji publicznych (czyli dobra wspólnego) – jest tylko chęć wyszarpania grosza na doraźne łatanie dziury budżetowej. Niepokoi też całkowite pominięcie kwestii kryzysu finansowego – jak wiadomo sprzedaż czegokolwiek w kryzysie rodzi ryzyko dużych strat.

 

 

Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony

Zaloguj się , żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?
Licznik odwiedzin
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło