replica watches for sale: fake hublot watches and replica cartier.
Klub Dyskusyjny Myśli Politycznej W Ursusie - Artykuł 26
O nas


Czym jest klub

-Regulamin

-Skład zarządu

-Założyciele Klubu

-Historia Klubu

-Kontakt
   
Działalność

-Cele Klubu

-Artykuły

-Archiwum - spotkania

-Archiwum inne rzeczy
Artykuł 26

Dr Marian Szołucha

 

Europułapka

 

Strefa euro przez kilka pierwszych lat swojego istnienia trwała we względnym spokoju dzięki niezłej ogólnoświatowej koniunkturze gospodarczej. Gdy jednak nadeszły „chude lata”, co prędzej czy później nastąpić musiało, wspólna waluta stała się nie ekonomicznym bezpiecznikiem, a dodatkowym katalizatorem negatywnych zjawisk.

 

Powód tej sytuacji jest jeden – kraje, które przyjęły euro nie stanowią tzw. optymalnego obszaru walutowego, a więc obszaru, na którym efektywność gospodarowania jest zmaksymalizowana, gdy wprowadzi się na nim jedną, wspólną walutę. Ich gospodarki są zbyt zróżnicowane, mają inne tempa rozwoju, inną strukturę, priorytety itd.

 

Dlaczego więc strefa euro wciąż trwa? Właściwie wyłącznie dzięki temu, że jej upadku boją się Niemcy. Gdyby bowiem musieli oni powrócić teraz do swojej marki, to jej wartość natychmiast i w sposób niekontrolowany poszybowałaby na takie poziomy, że niemiecki eksport, filar gospodarki tego kraju – jako coraz mniej konkurencyjny – załamałby się, przez co Niemcy straciliby nieporównanie więcej, niż wydają obecnie na ratowanie Grecji. „Ratowanie” to jest zresztą również z innych powodów niebezinteresowne. Skąd bowiem wzięły się – oczywiście między innymi – greckie problemy? Ano stąd, że niemieckie, francuskie i inne banki przez lata pożyczały Grekom wielkie sumy, by stać ich było na kupowanie towarów importowanych… właśnie z Niemiec czy Francji. Teraz więc kraje te przekazują pomoc de facto swoim bankom, w którym to procederze Grecja jedynie pośredniczy. Dodatkowo domagają się od Grecji wyprzedaży za bezcen jej majątku narodowego, licząc w ten sposób na okazję do tanich zakupów.

 

A gdyby Grecy wyszli ze strefy euro? Uważam, że po niedługim czasie, głównie dzięki dewaluacji drachmy, zaczęliby stawać na nogi, a inne kraje poszłyby za ich przykładem. I tego właśnie niebezpiecznego precedensu obawiają się Niemcy. Ale innej drogi przed Grecją nie ma. Cięcia wydatków publicznych i podnoszenie obciążeń podatkowych tylko pogłębiają recesję. Grecka gospodarka kurczy się piąty rok z rzędu. W tym roku, wg Eurostatu, grecki PKB spadnie o kolejne 4,7%. W tej sytuacji wyjście z pułapki zadłużenia jest niemożliwe.

 

Sami Grecy nie są oczywiście w tym wszystkim bez winy. Ich kreatywną księgowość i rozpasanie finansów publicznych należy jednoznacznie piętnować. Ważniejsze jest dziś jednak zastanowienie się, w jaki sposób ograniczyć ryzyko pojawienia się takich sytuacji w przyszłości. Proponuje się nam wpisywanie kolejnych reguł fiskalnych do aktów prawa wspólnotowego oraz – generalnie – skupienie jeszcze większej władzy w ręku centralnych instytucji Unii Europejskiej, z możliwością bezpośredniego ingerowania w krajowe budżety włącznie. Z tym, że po pierwsze – jak dowodzą przykłady z ostatnich lat – prawo unijne jest z reguły w takich sprawach nieskuteczne, a po drugie – abstrahując już od samego sensu dalszej federalizacji – zgodnie z Traktatem Lizbońskim (art. 3 – 6) polityka budżetowa jest wyłączną kompetencją państw członkowskich. Przeciwdziałać nadmiernemu zadłużeniu publicznemu należy więc przez wprowadzanie właściwych zapisów do prawodawstw krajowych, i to na jak najwyższym poziomie, najlepiej konstytucji.

 

Co ma zrobić w tej sytuacji Polska? Paradoksalnie, w krótkim, co najwyżej średnim terminie, powinno nam zależeć na utrzymaniu euro przy życiu. Kondycja naszej gospodarki jest bowiem w znacznej mierze zależna od kondycji gospodarki niemieckiej. Bo to Niemcy są naszym największym partnerem handlowym. Jednak nie łudźmy się. Euro nie przetrwa długo. Dlatego w międzyczasie musimy intensywnie rozwijać powiązania z państwami spoza Unii Europejskiej. Musimy zwrócić się przede wszystkim na wschód i próbować nawiązać ściślejsze kontakty gospodarcze z grupą wybijających się na arenie międzynarodowej krajów BRICS (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny, RPA).

 

Gospodarka UE jako całości odnotuje w tym roku prawdopodobnie zerowe tempo wzrostu PKB, a sama strefa euro nawet minimalnie ujemne. Są to dane dramatycznie słabe. A przecież mówi się o nich tak rzadko w porównaniu do szerokiej i gwałtownej dyskusji na temat deficytu i długu publicznego. Zapomina się jakby, że wskaźniki: deficyt/PKB i dług/PKB to ułamki, które oprócz licznika, mają też mianownik i to na tym mianowniku powinniśmy skupić więcej uwagi.

 

Żadne próby wyjścia z kryzysu, o których dyskutuje się na kolejnych szczytach Rady Europejskiej (unia bankowa, unia fiskalna, euroobligacje itp.), nie pomogą. Potrzeba jak najszybszego wprowadzenia głębokich reform strukturalnych w gospodarkach europejskich, polegających przede wszystkim na deregulacji sfery realnej i jej odbiurokratyzowaniu oraz oparciu się na nowych, innowacyjnych technologiach, czyli tych najbardziej wydajnych, które mogą dać nam przewagę konkurencyjną w rywalizacji z innymi regionami świata. Słowem – musimy powrócić do koncepcji integracji europejskiej z II poł. XX w. i zdrowych zasad EWG, opartych nie na ideologii, ale na rachunku ekonomicznym i współpracy suwerennych państw.

Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony

Zaloguj się , żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?
Licznik odwiedzin
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło