replica watches for sale: fake hublot watches and replica cartier.
Klub Dyskusyjny Myśli Politycznej W Ursusie - Artykykuł 23
O nas


Czym jest klub

-Regulamin

-Skład zarządu

-Założyciele Klubu

-Historia Klubu

-Kontakt
   
Działalność

-Cele Klubu

-Artykuły

-Archiwum - spotkania

-Archiwum inne rzeczy
Artykykuł 23

Jerzy Żyżyński

Grecja – poznacie ich o owocach

W czasie obrad G8 w Camp David przywódcy najbogatszych krajów stwierdzili, że Grecja powinna zostać w strefie euro oraz potwierdzili słuszność tego kierunku działań, jaki wyznaczył pakt fiskalny, czyli równoważenia budżetów państw. Jednocześnie słyszymy o tragediach, nie tylko w Grecji, ale też w innych krajach południa Europy, gdzie zrozpaczeni ludzie, nagle pozbawieni dochodów, popełniali samobójstwa; we Włoszech tzw. biały marsz wdów po przedsiębiorcach, których system ten doprowadził do bankructwa i znalazłszy się w sytuacji bez wyjścia odebrali sobie życie, jest swego rodzaju tragicznym symbolem obecnego kryzysu.

Ale te tragedie to jeden z symptomów wskazujących, że ta polityka jest błędna. Po pierwsze bowiem, jeśli ma miejsce kryzys finansów publicznych, a uznajemy, że polega on na tym, że jest zadłużenie państwa, jakie zwykle powstaje wtedy, gdy przez dłuższy czas ma ono wydatki wyższe od dochodów, to nie można patrzeć na gospodarkę tylko pod kątem tego jednego budżetu. Gospodarka to miliony powiązanych z sobą budżetów, wydatki jednych finansują dochody innych, polityka gospodarcza musi mieć je wszystkie na uwadze i nie można równoważyć jednego budżetu doprowadzając tym do kryzysów tysięcy czy milionów innych budżetów. Jest to sprawa niezmiernie trudna, wymaga dogłębnej analizy struktury powiązań gospodarczy – i tego niestety zabrakło, nieprofesjonalny pakiet fiskalny, opracowany przez miernych ekonomistów i kiepskich polityków okazał się być działaniem o tragicznych skutkach.

Po drugie, ci politycy nie chcą przyjąć do wiadomości tego, co od dawna mówią ekonomiści, że kryzys jest skutkiem wprowadzenia wspólnej waluty dla krajów o całkowicie odmiennych strukturach gospodarczych. To prawda, że Grecja permanentnie się zadłużała w ostatnich latach. Ale zadłużali się też Niemcy i Francja, Holandia. Tylko że kraje te miały jednocześnie wysokie nadwyżki handlowe, czyli eksport wyższy od importu. To pozwalało im sfinansować deficyty budżetowe, a jednocześnie uzyskiwać dużą nadwyżkę oszczędności, co było źródłem kapitału pożyczkowego – te nadwyżki były pożyczane właśnie Grecji, Hiszpanii, Włochom.

Kraje południa Europy nie miały nadwyżek handlu zagranicznego, więcej importowały niż eksportowały. Niskie były, po części jako efekt deficytu handlowego, zasoby własne kapitału i państwa zmuszone były sięgać po finansowanie zewnętrzne, czyli w bankach Francji, Holandii, Niemiec. No to, powie ktoś, trzeba było się nie zadłużać. Łatwo powiedzieć, ale co by te kraje północy Europy zrobiły ze swoimi gigantycznymi, wciąż rosnącymi górami pieniędzy? Oszczędzanie ma tak naprawdę sens tylko wtedy, gdy są tacy, którzy wezmą kredyt, a nie wszyscy rozumieją, że w dzisiejszych gospodarkach sfera czysto gospodarcza sama nie jest w stanie wchłonąć rosnących zasobów kapitału finansowego, zatem w gruncie rzeczy deficyty państw są potrzebne jako swego rodzaju gąbka, która ściąga nadwyżki środków finansowych. Jeśli nie robią tego państwa, to są one pochłanianie przez graczy na rynkach finansowych, którzy cóż robią? – po prostu nadymają bańki spekulacyjne, a w efekcie tworzą się piramidy finansowe, w których wygrywają tylko ci, którym udało się w porę uciec z zyskami przed załamaniem piramidy.

Wspólna waluta okazała się karygodnym błędem, bo kraje południa zostały pozbawione ważnego narzędzia dostosowawczego, czyli możliwości zmiany kursu walutowego. Narastający deficyt handlowy powinno się skorygować dewaluacją waluty, w rezultacie wzrosłyby wpływy z eksportu i gospodarki zostałyby zasilone zastrzykiem pieniądza jak zastrzykiem na wzmocnienie osłabionego organizmu. Wzrosłyby wpływy budżetowe i nie byłoby wielu tragedii.

Pozostanie Grecji i innych krajów południa przy euro wymagałoby dostosowania gospodarek, ale nie poprzez cięcia wydatków jak siekierą, bo to oznacza załamywanie się tej skomplikowanej struktury budżetów i tylko by pogłębiło kryzys. Kraje południa potrzebują nowej, europejskiej polityki przemysłowej, która spowodowałaby wzmocnienie u nich proeksportowych dziedzin przemysłu, a kraje północy muszą zrezygnować z części swej przemysłowej dominacji, która doprowadziła do uzależnienia pozostałych krajów od importu z północy.

Ale tego nie da się zrobić szybko. Nasuwa się zatem wniosek, że jednak może dojść do rozpadu strefy euro, ale całkowicie się zgadzam, że musi to być proces kontrolowany, tak, aby nie doprowadzić do załamania systemu finansowego i jego destabilizacji. Jak mówi stare powiedzenie, wierzyciel zależy od dłużnika i w jego żywotnym interesie jest, aby ten dłużnik nie zbankrutował, a co więcej, by żyło mu się jak najlepiej, bo dłużnik będący w nędzy to też żadna przyszłość dla obu stron tego kontraktu.

Taki kontrolowany rozpad strefy byłby w moim przekonaniu dla Polski pozostającej przy swojej walucie jak najbardziej korzystny. Byłby korzystny dlatego, że polska gospodarka została bardzo uzależniona od gospodarki niemieckiej. Rozpad strefy euro tak jak to niektórzy ekonomiści sugerują na euro południowe i północne, spowodowałoby umocnienie euro północnego, czyli tej części obejmującej Niemcy, a w rezultacie nasz eksport do tego kraju wyraźnie by zyskał (bo relatywnie w stosunku do tej części Europy złoty by się osłabił, co by oznaczało wyższe dochody eksporterów i bardziej konkurencyjną ich pozycję). Niemcy oczywiście mając mocniejszą część euro relatywnie by stracili, ale zapewne na krótko, bo dla tej silnej gospodarki takie zawirowania są jak lekki zefirek.

Wszystko to dowodzi też, że pozostanie przy własnej walucie było najlepszym, co nam się przytrafiło za rządów ekipy D. Tuska. To było głównym, choć nie jedynym, powodem utrzymania się względnie dobrej sytuacji gospodarczej – choć niestety nie zbudowano podstaw trwałego wzrostu gospodarczego.

Dlatego o ile bezpośredni wpływ wszystkich tych zawirowań w strefie euro na złotówkę był relatywnie korzystny, to niestety dalsze perspektywy nie są tak optymistyczne. Gospodarka potrzebuje trwałych źródeł wzrostu, a takimi źródłami są silne technologicznie branże, w których produkuje się dobra końcowe eksportowane do krajów świata – ważna jest zwłaszcza Europa, to w niej powinniśmy budować swą pozycję eksportera, bo wtedy wejście do strefy euro kiedyś w odległej przyszłości, mogłoby przynieść nam korzyści. Wyniszczenie polskiej gospodarki przez źle realizowaną politykę prywatyzacji, zwłaszcza przez ministrów Lewandowskiego, Kaczmarka i Grada, spowodowały, że polska gospodarka utraciła znaczną część bazy przemysłowej, na której można by zbudować taką nowoczesną, nastawioną na eksport gospodarkę. No, ale mleko się już rozlało.

Ostatnie podwyżki stóp procentowych są skutkiem obijania się rady polityki pieniężnej między ścianami, jakie wyznacza presja inflacyjna, celowość podbicia kursu złotego dla obniżenia wartości zagranicznej części długu i kosztów jej obsługi, jak i chęć pozyskania kapitału poprzez atrakcyjną stopę procentową. Jakie będą tego skutki?…Ano, i tych poznamy po owocach. Obawiam się jednak, że nie będą to słodkie owoce. Podwyższanie stóp procentowych nie służy bowiem gospodarce z dwóch powodów. Po pierwsze, dlatego że za drogi jest wtedy kredyt, co osłabia inwestycje – a od nich zależy wzrost gospodarczy. I po drugie dlatego, że rośnie rentowność obligacji skarbowych, których oprocentowanie musi być wyższe od stóp procentowych wyznaczonych przez RPP – wtedy drogo kosztuje pozyskiwanie środków na finansowanie deficytu i kosztowna jest obsługa długu publicznego.

 

Warto zauważyć, że Rada Polityki Pieniężnej podwyższając stopy procentowe kieruje się tym, że realna stopa procentowa, czyli ta, jaka wychodzi po odjęciu inflacji, jest bardzo niska. Jednakże podmioty gospodarcze często bardziej kierują się nominalnym poziomem stopy procentowej, inflacja, czyli wzrost cen nie każdemu daje „korzyść” w postaci wzrostu ceny wytwarzanego przez niego produktu czy usługi, częściej inflacja dotyka go z powodu wzrostu kosztów – jeśli dodatkowo rosną koszty kredytu, to odbija się to na ogólnych kosztach i motywacji do inwestowania.

Wysoka stopa procentowa powoduje też, że wysokie jest oprocentowanie polskich obligacji skarbowych, a to z kolei oznacza, że sporo kosztuje nas pozyskanie środków na finansowanie deficytu budżetowego i droga jest obsługa długu publicznego.

Poważnym mankamentem jest też brak polityki przemysłowej, polityki wzrostu nakładów na naukę – zamiast niej realizuje się cięcia w imię ciasnej polityki równoważenia budżetu – i jakiejś twórczej koncepcji zbudowania w Polsce przemysłu nastawionego na eksport dóbr końcowych budujących siłę polskiej gospodarki. Czy zatem przyszłość polskiej gospodarki rysuje się w różowych barwach? Trzeba by założyć specjalne okulary, bo bez nich kolory przyszłości są raczej szare jak na starym filmie.

Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony

Zaloguj się , żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?
Licznik odwiedzin
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło