replica watches for sale: fake hublot watches and replica cartier.
Klub Dyskusyjny Myśli Politycznej W Ursusie - Artykuł 9
O nas


Czym jest klub

-Regulamin

-Skład zarządu

-Założyciele Klubu

-Historia Klubu

-Kontakt
   
Działalność

-Cele Klubu

-Artykuły

-Archiwum - spotkania

-Archiwum inne rzeczy
Artykuł 9

dr Piotr Łysakowski
Karolina Lancorońska - artykuł zamieszczony w Naszym Dzienniku

Karolina Lanckorońska świadek w sprawie zamordowania Profesorów we Lwowie Karolina Lanckorońska Pochodziła była córką hrabiego Karola Lanckorońskiego i jego kolejnej (trzeciej) małżonki Małgorzaty von Lichnowsky. Swe szkolne wykształcenie zdobywała w Austrii we Wiedniu studiowała też historię sztuki. W roku 1926 na uniwersytecie w stolicy byłej monarchii Austro - Węgierskie obroniła swą dysertację. Habilitacja Pani Lanckorońskiej miała miejsce w roku 1935 we Lwowie na Uniwersytecie Jana Kazimierza – po jej przeprowadzeniu została zatrudniona na tej uczelni na stanowisku kierownika katedry historii sztuki na Wydziale Humanistycznym. Pełniła przy tym funkcję sekretarza Towarzystwa Polskich Badań Historycznych we Lwowie. Kataklizm wojenny zastał ją w mieście „wiecznie wiernym”. Zajęcie miasta przez Sowietów nie przerwało jej pracy uniwersyteckiej. Szybko odnalazła się też w działalności podziemnej. Zagrożona dekonspiracją i aresztowaniem przez Rosjan 3 maja 1940 przeszła na stronę niemieckiej okupacji. Była żołnierzem Związku Walki Zbrojnej, potem Armii Krajowej w stopniu porucznika. Z rozkazu swoich przełożonych brała udział w pracach Rady Głównej Opiekuńczej, utrzymując m.in. kontakt z wieloletnim przyjacielem rodziny, arcybiskupem krakowskim Adamem Sapiehą i co oczywiste z szefem RGO Adamem Ronikierem. W styczniu 1942 roku Pani Lanckorońska ponownie znalazła się we Lwowie i przystąpiła do realizacji organizowania filii Rady Głównej Opiekuńczej (czyli de facto Komitetu Polskiego) w Województwie Stanisławowskim. Tam natychmiast nawiązała kontakty konspiracyjne, Jej bezpośrednim przełożonym był Tadeusz Komorowski-Bór. W strukturach RGO zorganizowała i przygotowała legalną kontrolę opieki więziennej i rozpoczęła objazdy miejsc odosobnienia na terenie Generalnej Guberni. Znajomość języka niemieckiego, arystokratyczne pochodzenie wywierały na Niemcach spore wrażenie umożliwiając w miarę łatwe działanie. Nie bała się interweniować i domagać i oczekiwać lepszych warunków dla mordowanych i więzionych współrodaków. W związku ze swoją aktywnością bardzo szybko (bo w maju 1942 roku) została w Stanisławowie gdzie: „[…] jak referował prezesowi Ronikierowi delegat, w ogóle nic robić nie można, bo tam rządzi szef gestapo Krueger […]” aresztowana przez Gestapo. „[…]Po chwili strażnik wrócił i kazał mi iść ze sobą. Szliśmy znowu przez podwórze do głównego budynku na ul. Bilińskiego, schodami do góry, do Kruegera. Kazano czekać w dobrze mi znanym przedpokoju. Siadłam na jednym z malinowych krzeseł. Sekretarka weszła do Kruegera, po chwili wyszła. Jest pani aresztowana […] i oświadczyła mi, że Hauptsturmfuehrer (kapitan) zabrania mi siedzieć na krześle, mam wstać. Wstałam więc i dopiero teraz - tyle mi potrzeba było czasu i dowodów - dopiero teraz zrozumiałam, że mnie Krueger zamknął![…]”. Przesłuchiwał ją właśnie znany ze swej brutalności i bezwzględności wobec miejscowych Polaków i Żydów i wspominany już wyżej szef Gestapo w Stanisławowie, Hauptsturmfuehrer Hans Krueger. „[…]Gdy weszłam, Krueger znów oczu nie podniósł, tylko powiedział: "A więc widzimy się znowu, a zwyciężyłem ja. Pani pojedzie do obozu koncentracyjnego Ravensbrueck, bei Fuerstenberg, Mecklenburg". - "Kiedy?" -zapytałam. Uderzył pięścią w stół i znów zaczął z miejsca krzyczeć: "Co? Jeszcze! Jeszcze pani ma odwagę!" Roześmiałam się. "A cóż mi innego pozostaje?" - zapytałam.[…]”. Będąc głęboko przekonanym, że Lanckorońska dostanie za swa konspiracyjną działalność wyrok śmierci gestapowiec chełpił się przed swoją ofiarą decydującą rolą jaką miał odegrać w mordzie na profesorach lwowskich w nocy z 3 na 4 lipca 1941: „ […] Przecież my, kiedy wkraczamy, zawsze mamy już gotowe spisy tych osób, które mają być aresztowane. To zawsze tak jest. Wie pani gdzie również tak było ? – tu roześmiał się dziko / We Lwowie ! Czy Pani wie o czym mówię w tej chwili ? We Lwowie ! znowu wydał dziki śmiech. Tak, tak Profesorowie Uniwersytetu! Ha , ha to moje dzieło, moje ! Dziś, gdy już pani nie wyjdzie, mogę jej to powiedzieć! Tak, tak w…(tu wymienił jakiś dzień tygodnia, wydaje mi się, że czwartek) – kwadrans po trzeciej rano […]. Tak byłem wtedy we Lwowie krótko, z oddziałem gestapo przydzielonym do Wehrmachtu […]. Teraz patrzał mi w oczy. Mam wrażenie, że widział, że tym razem mu się udało, że strzał był celny, bo się wyraźnie cieszył. Mnie się tymczasem zdawało, że mi ktoś wbija młotkiem w mózg takie słowa:>>A więc oni nie żyją, a mordercą jest TEN! I szybko, jak we śnie, mignęły mi postacie Renckiego, Dobrzanieckiego, Ostrowskiego i tylu innych. Widziałam zgasłą twarz pani Lonchamps [...] pomyślałam o Wólce, o tym, jak tam prowadzono o świcie grupę osób, w tym jedną kobietę kulawą [...] Pani Ostrowska miała chorą nogę […]<<”. Po kilku tygodniach pobytu w Stanisławowie Panią Lanckorońską przewieziono do Lwowa i osadzono w zakładzie karnym na ulicy Łąckiego. Tam była przesłuchiwana przez kolejnego funkcjonariusza Gestapo Waltera Kutschmanna, który między innymi poinformował ją o tym, że ze Stanisławowa „wydostała się” dzięki interwencjom swojej włoskiej części rodziny i za sprawą brata. Jej aresztowanie wywołało też interwencję dworu sabaudzkiego i która zabiegała u samego Himmlera o jej zwolnienie. Kutschmann stwierdził przy okazji, że to dla Lanckorońskiej powinien być nie lada zaszczyt, że sam Reichsfuehrer SS „wstawił” się za nią. Miał temu intensywnie przeciwdziałać Krueger, który w ostateczny rozrachunku (później) został ukarany za wyjawienie Lanckorońskiej tajemnicy mordu na polskich naukowcach we Lwowie degradacją. W trakcie tych „dyskusji” Lanckorońska opowiedziała Kutschmannowi o zwyrodniałym postępowaniu Krugera wobec Polaków w Stanisławowie. Przy okazji, nie omieszkała wspomnieć o mordzie na profesorach lwowskich i mocnym wyznaniu Krugera w tej sprawie. Z kolei Kutschmann spontanicznie i następująco zareagował na tę opowieść: „[…] ja byłem przy tym. Służyłem pod nim. Kazał mi owej nocy przyprowadzić drugą grupę profesorów według spisu, który mieliśmy od Ukraińców studiujących w Krakowie. Powiedziałem Kruegerowi, że nikogo nie zastałem w domu, dlatego ci ludzie nie zostali zamordowani.[…] ”. Ostatecznie Karolina Lanckorońska została przeniesiona ze Lwowa do obozu koncentracyjnego Ravensbrueck (tam otrzymała nr obozowy 16076), gdzie przywitano ją w sposób następujący (jedna z funkcyjnych): „ […] Na, Sie sind eine Polin... Pani jest Polką... Ja jestem Niemką, siedzę już cztery lata (...) was to my znamy dobrze. Bo jedne tylko Polki wchodzą tu z głową do góry i z miną po prostu wesołą! […]". Uwolnienia z obozu doczekała w efekcie interwencji Carla J. Burckhardta, prezesa Międzynarodowego Czerwonego Krzyża. Po uwolnieniu rozpoczęła współpracę z 2 Korpusem Polskim generała Władysława Andersa jako oficer prasowy. Zajęła się m.in. organizacją oświaty / studiów dla zdemobilizowanych żołnierzy na emigracji. Po wojnie zeznania Lanckorońskiej oraz przekazany b. rektorowi Uniwersytetu Lwowskiego Stanisławowi Kulczyńskiemu tzw. Raport Karli Lanckorońskiej (ukazał się drukiem w 1977 roku) stały się istotnymi dowodami przy próbach wyjaśnienia zbrodni lwowskiej i znalazły się też w aktach postępowania prokuratorskiego w tej sprawie. W latach sześćdziesiątych (1967 rok) Karolina Lanckorońska zupełnie przypadkiem dowiedziała się, że w Muenster w kraju związkowym Westfalia stanął przed sądem właśnie wspominany wyżej Hans Krueger, szef gestapo ze Stanisławowa, oskarżony przede wszystkim o masowe mordy na Żydach. Zwróciła się wtedy z prośbą o radę do swojego adwokata, doktora Chmielewskiego. Podyktował jej list do niemieckich władz sądowych, w którym proponowała, że będzie występować przed niemieckim sądem jako świadek. Korespondencja pozostawała przez jakiś czas bez echa. Dopiero uaktywnienie prasy szwajcarskiej spowodowało błyskawiczną i pozytywną reakcję niemieckiego wymiaru sprawiedliwości. W towarzystwie mecenasa Chmielewskiego Pani Karolina Lanckorońska znalazła się w Muenster. Na Sali sądowej rozpoznała Krugera i niektórych z jego podwładnych. Posadzono ją na środku sali, blisko podium. Po poinformowaniu Pani Lanckorońskiej o odpowiedzialności jaką nakłada na nią zeznawanie pod przysięgą i wyrażenie przez nią zgody na nagrywanie jej zeznań rozpoczęto przesłuchanie. Na wstępie opisała aresztowanie, pobyt w więzieniu i przesłuchanie przez Kruegera w tym konkretnie momencie, gdy wspominał o mordzie na profesorach lwowskich. Prowadzący rozprawę sędzia pouczył jednak przesłuchiwaną o tym, że ta rozprawa dotyczy Stanisławowa, i do tego ma ograniczyć się jej zeznanie do tego, co wie i chciałaby powiedzieć o tym co działo się w Stanisławowie. Jednakże w efekcie interwencji przysięgłych sąd zezwolił jednak na omówienie kwestii „Lwowa i profesorów”. Kruger jak i jego obrońca milczeli zarówno w trakcie zeznań jak i po nich. Paradoksalnie ale Panią Lanckorońską zaatakował po złożeniu przez nią zeznań prokurator za to, że polskie podziemie miało ściśle współpracować z sowieckimi skoczkami spadochronowymi udzielając im schronienia oraz wsparcia logistycznego. Spotkało się to z ripostą Karoliny Lanckorońskiej: "Panie prokuratorze, bolszewicy są i byli największymi wrogami Polski i Polacy nie mieli z Rosją komunistyczną nic wspólnego". Prokurator stwierdził jednak, że Krueger zeznawał, w tej kwestii, zupełnie co innego. W sposób niespodziewany dla nikogo słowa prokuratora zakwestionował sam oskarżony z wściekłością wykrzykując w stronę oskarżyciela, że to nie Polacy (którzy nienawidzili Sowietów) ale Ukraińcy udzielali im wsparcia. Po tym nieoczekiwanym wybuchu siedzący na ławie oskarżonych gestapowiec dalej milczał. Lanckorońska skonstatowała przy tym, że prokuratorzy:”[…] mają czasami zlecenie, aby przedstawić świadka oskarżenia w negatywnym świetle […]. Później miałam się dowiedzieć, że w tego rodzaju procesach niemieckich prokuratorzy nieraz próbowali ratować zbrodniarzy hitlerowskich! […]”. Po złożeniu zeznań odebrano od niej przysięgę na krucyfiks, że to co mówiła jest absolutnie zgodne z prawdą. Cały czas podczas rozprawy i po jej zakończeniu świadek znajdowała się w towarzystwie co najmniej 2 osób. Jak się później sama zorientowała chodziło o jej osobiste bezpieczeństwo. Po pewnym czasie odbyła briefing z dziennikarzami: „[…] Żydzi i nie-Żydzi. Zadawali liczne, raczej banalne pytania. Sprawa profesorów lwowskich, o którą mnie tak bardzo chodziło, mniej ich interesowała, […]. O kilku szczegółach dowiedzieli się ode mnie. Jeden z nich mi powiedział, że moje świadectwo stawia Kruegera w trudnej sytuacji, szczególnie dlatego, że o mnie już na początku procesu była mowa. Krueger wówczas oświadczył, że byłby natychmiast oczyszczony z zarzutów, gdyby jeszcze żyła Graefin Karolina Lanckorońska, która dobrze wiedziała, ile on pomagał i Polakom, i Żydom, ale - niestety - ta pani zginęła w Ravensbrueck […]”. Niedługo potem Lanckorońska pojechała do Wiednia, by spotkać Szymona Wiesenthala w „jego centrum”. Twierdził on, że winnym mordu na profesorach lwowskich nie jest Krueger, ale wspominany już wyżej Kutschmann ukrywający się wtedy akurat w Argentynie. Hans Kruger ostatecznie skazany został na dożywocie za mordy na Żydach w Stanisławowie - odpowiedzialności za mord na profesorach unikając. Stwierdzono też, że świadectwo Karoliny Lanckorońskiej mogło być tylko „echem” artykułowanych wobec niej (po co miał je wypowiadać !? – P.Ł.) przechwałek oskarżonego. Przy okazji należy też zwrócić uwagę na błędne informacje pomieszczane w prasie niemieckiej z tego okresu, która sugerowała, że mord na Profesorach był fragmentem „Holocaustu” – podczas, gdy jak wiemy wśród zabitych na Wzgórzach Wuleckich naukowców nie było nikogo kogo Niemcy identyfikowaliby w danym momencie jako Żyda. Kończąc ten tekst ze smutkiem należy zwrócić uwagę na to, że zaprzeczeniem wspaniałego europejskiego i humanistycznego dziedzictwa Karoliny Lanckorońskiej była postawa niektórych ukraińskich gospodarzy jaka miała miejsce podczas niedawnego odsłonięcia pomnika ku czci pomordowanych we Lwowie w roku 1941 polskich profesorów. Piotr Łysakowski
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony

Zaloguj się , żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?
Licznik odwiedzin
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło