replica watches for sale: fake hublot watches and replica cartier.
Klub Dyskusyjny Myśli Politycznej W Ursusie - Artykuł 6
O nas


Czym jest klub

-Regulamin

-Skład zarządu

-Założyciele Klubu

-Historia Klubu

-Kontakt
   
Działalność

-Cele Klubu

-Artykuły

-Archiwum - spotkania

-Archiwum inne rzeczy
Artykuł 6

dr Piotr Łysakowskii
Augustów 4
„Przerwane życiorysy – Obława Augustowska” Alicja Maciejewska Tekst książki Pani Alicja Maciejewskiej przekazany mi do ceny „Przerwane życiorysy – Obława życiorysy” liczy sobie 279 stron z czego 278 zapisanych. Praca składa się ze „wstępu” zatytułowanego „Dlaczego musiałam napisać tę książkę ?” (s.1-3), opisu i powstania działalności „Obywatelskiego Komitetu Poszukiwań Mieszkańców Suwalszczyzny zaginionych w lipcu 1945 r.” (s.3-18) – to ważny fragment oddający cześć tym , którzy zajęli się, mimo niebezpieczeństwa z tym związanego, całą sprawą, alfabetycznej listy „Zaginionych na Suwalszczyźnie w czasie obławy lipcowej w 1945” (s.18-31), i zgodnej z nią prezentacji biogramów ludzi „zaginionych” .
Praca nie odpowiada ostatecznie na pytanie, gdzie zabito i pogrzebano uprowadzonych, i ilu ich naprawdę było.
W odniesieniu do miejsc sugeruje jednak pewne kierunki możliwych poszukiwań: „ […] 25 lipca powiedział żonie, że dzisiaj wywożą go na białe niedźwiedzie. I rzeczywiście wkrótce podjechał samochód i wyruszył załadowany ludźmi w stronę lasu. Przed odjazdem wrzucono szpadle. Po 40 minutach ciężarówka wróciła pusta. […]” . Czas opisany w biogramie wskazywałby na fakt zamordowania i pogrzebania gdzieś w okolicy bliskiej przetrzymywania nieszczęśników. To informacja ważna dla badaczy sprawy.
W odniesieniu do powyższego, jak już zauważyłem wypada stwierdzić, że Autorka zastanawia się nad liczbą „zaginionych” definiując ją na 491 osób.
Zakłada jednak, że może być ich dużo więcej niż 600 (s.2). Przeprowadzona kwerenda odnosząca się od osób „zaginionych” w miarę precyzyjnie określa ostatecznie „to” co można było zdefiniować czyli liczbę i nazwiska ofiar. Pytanie, czy liczba ta była duża (w aspekcie ogólnego wymiaru polskich strat wojennych) byłoby tu niewłaściwe. Jedna rzecz jest jednak pewna – jak rzadko która akcja pacyfikacyjna przeprowadzana przez Sowietów, ta była upiornie skuteczna: „ […] z tej powojennej, lipcowej pacyfikacji, zwanej >obławą<, nie powrócił nikt i nikt nigdy nie dał znaku życia” (s.3). Pytanie, na które nie ma w pracy, jasnej, odpowiedzi, bo do dziś dnia nie mamy jej w ogóle - brzmi - jaki był klucz „doboru” porywanych przez Sowietów: „ […] wciąż nie znamy motywów potraktowania tych ludzi jak oficerów w Katyniu [...]” (s.2).
Stworzone biogramy są pełne sugestii i informacji dotyczących tej kwestii. Sama Autorka, mimo wyartykułowanych wyżej wątpliwości, we wstępie do pracy przytacza parę możliwych przyczyn: „ […] W każdej okolicy mieszkańcy mieli własną teorię […] tego co się stało – napady na stada pędzonego do ZSRR kradzionego bydła, tu i ówdzie porwanie i zastrzelenie sowieckiego oficera, likwidowane przez partyzantów posterunki milicji, jacyś donosiciele z piekła rodem, dostarczający spisy ofiar. Niewątpliwie istniały pewne prawidłowości . Systematycznie szukano i zbierano uczestników wojny polsko – bolszewickiej z 1920 roku. Z całą pewnością też przyświecała Sowietom jedna główna zasada – oczyścić tereny przygraniczne (wtedy sprawa granic nie była ostatecznie uregulowana) z >wrogów i bandytów< [...]” (s.2).
Tu od razu starłbym się wykluczyć (nie rozstrzygając jednak ostatecznie) dwa z elementów podawanych przez Autorkę jako przyczyna sowieckich represji.
Jeden z nich - to możliwa represja za odbicie ukradzionego przez Sowietów bydła, druga zemsta za zabicie lub porwanie któregoś z oficerów „krasnoj armii”. Otóż nie sądzę (choć, jak wyżej zauważyłem nie rozstrzygam), by wspomniane zdarzenia mogły być przyczyna tak potwornych represji. Niewątpliwie w okresie powojennym na terenie dzisiejszej Polski i terenach należących do dawnej II Rzeczpospolitej zginęło, w efekcie zamachów, potyczek z podziemiem i nawet oddziałami MO i LWP, wielu sowieckich żołnierzy i oficerów. W żadnym przypadku jednak represje nie przybrały tak masowego i zorganizowanego charakteru jak na terenie „augustowszczyzny”. Podobnie rzecz ma się z kradzionym bydłem i nie tylko – znamy liczne relacje o zbrojnych starciach między milicją, która występowała w obronie rabowanego mienia, a Sowietami. Nierzadkie były też akcje obronne podziemia działającego w interesie grabionej przez Sowietów ludności miejscowej. W obu przypadkach musiały być i były, o czym wspomniałem już wyżej, ofiary sowieckie. Nigdzie jednak, oprócz interesującego nas terenu nie zarządzano akcji represyjnych o tak drastycznym i zarazem ostatecznie nieodwracalnym charakterze. Spontaniczność sowieckich działań wydaje się też wątpliwa (tu myślę o reakcjach na „odbicie” kradzionego bydła) w świetle informacji jakie znajdujemy w niektórych biogramach, gdzie wspomina się, że już w czerwcu 1945 roku: „ […] słych po ludziach był [...]”, że będzie obława . Na brak wspomnianej sowieckiej „spontaniczności” wskazywałyby też niektóre fragmenty zawarte w relacjach zebranych przez Autorkę. Otóż pojawiają się tam twierdzenia, że sowieccy śledczy dość szybko definiowali kogo wypuszczą, a kogo nie: „ […] Opowiadał świadek Kasjanowicz, że pewnego dnia oficer NKWD oznajmił, że nazajutrz część osób pójdzie do domu a resztą on rozstrzela […] „ .
Potwierdzenie tej informacji znajdujemy także w biogramie Bolesława Matuszewskiego na stronie 159 omawianej pracy.
Abstrahując tu od techniki operacyjnej stosowanej przez NKWD po to, by rozbroić psychicznie aresztowanych – było pewno w tej chełpliwej zapowiedzi wiele prawdy i otwarcie wypowiadana groźba wynikając z powziętych wcześniej zamiarów.
Racjonalne wydają się przyczyny, takie jak: zdefiniowanie i wyłapanie „byłych” wrogów z 1920 roku, którzy potencjalnie byli także wrogami „wtedy”, lokalizacja ówczesnych partyzantów, którzy przeszkadzali wprowadzać „Nową Polskę” i stanowili zagrożenie dla bezpieczeństwa tejże.
Uzasadnione jest pytanie o udział „Polaków” w całej akcji Sowietów. Z grubsza (jak sądzę) można podzielić go na dwie grupy. Jedna – ta łatwiejsza do zdefiniowania, to udział miejscowej bezpieki i donosicieli: „ […] z rozmów wynikało, że niemal każda wieś miała swojego domniemanego lub autentycznego donosiciela [...]” (s.17).. Autorka wspomina to i wymienia niektóre, znane nazwiska „polskich” zbrodniarzy . Tu nie ma większych problemów. Myślę, że przy dostępie do archiwów IPN i szczegółowych badaniach będzie można określić tych, którzy donosili na swoich sąsiadów. Druga kwestia, i tu mamy sporą trudność – to rola polskich czynników ze szczebla centralnego w organizowaniu „obławy” i inspirowaniu Sowietów do przeprowadzenia jej: „ […] Synowi udało się kiedyś zwabić do domu i upić sowieckiego pułkownika […] listy przeznaczonych do wywiezienia dostali od władz polskich [...]” .
Czy w ogóle „polska” inspiracja miała miejsce, czy może cała działalność „Polaków” ograniczała się tu tylko (jako znających teren, ludzi i miejscowe zwyczaje) do roli czysto pomocniczej, tej określanej wyżej jako pospolite donosicielstwo . Na te pytania, praca ta nie „odpowie” pozwala je jednak , w miarę, precyzyjnie określać, a tym samym definiować pewne kierunki myślenia i możliwych badań. To niezmiernie ważne na przyszłość.
Czy mimo perfekcyjności działań Sowietów można było się uratować tego też do końca nie wiemy ale pojawiają się sugestie, że były jakieś szanse: „ […] Chcieli go wypuścić za butelkę wódki, ale nie miała wódki ani pieniędzy, żeby kupić [...]” (s.16). W zasadzie, jednak, nie było metody, by ochronić się od spadającej w sposób nieoczekiwany akcji represyjnej. Nie chroniły przed nią także i niedawne okrutne działania Niemców wobec miejscowej ludności .
Pisanie „recenzji” oddanej mi do zaopiniowania książki zacząłem już wyżej - teraz chciałbym skomentować (być może nieszczęśliwie) załączonego do niej listu z „Oddziałowego Biura Edukacji publicznej w Białymstoku”. Będzie ów komentarz dotyczył sugestii zawartej we wspomnianym wyżej liście: „ […] Na stronach 14-15” znajdują się fragmenty, ukazujące prokuratorów Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni […] w niekorzystnym świetle. […] Zdając sobie sprawę, że stawia to w niekorzystnym świetle naszą Instytucję, jesteśmy w trakcie działań zmierzających do usunięcia lub zmiany w/w fragmentów”. Abstrahując tu od stylu i składni tego zdania, Autor pisma sugeruje działania cenzuralne jakie mają być stosowane wobec omawianej publikacji. Z mojego punktu widzenia jest to działanie skandaliczne i absurdalne - mające mało wspólnego z tym czemu ma służyć nasza Instytucja, czyli z prawdą. Dziwna to postawa, szczególnie w kontekście ostatnich ataków na Naszą Instytucję związanych z publikowaną w wydawanych przez nas książkach prawdą.
Autorka bowiem wytknęła biurokratyczne absurdy w działaniu pionu prokuratorskiego IPN i proste lenistwo ludzi w nim pracujących . Jeśli tak rzeczywiście było to, niby, z jakiego powodu mamy o tym nie pisać, a co będzie jeśli Autorka nakłaniana (bo tak rozumiem fragment nad którym się pastwię) do usunięcia wspomnianych fragmentów książki poinformuje o tych działaniach (czyich !?) opinię publiczną – jak wpłynie to na obraz „naszej Instytucji” czy nad tym nie należałoby się zastanowić?
Abstrahuję tu od będącego postawą naszego warsztatu zawodowego imperatywu pisania i mówienia prawdy – do tego jesteśmy powołani ! To oczywistość i szkoda, że muszę tu o tym przypominać !
Przy okazji można tu zwrócić także uwagę na pozytywne opinie Autorki o prokuratorach IPN/u . Świadczy to, jednoznacznie, o jej intencjach.
Do rzeczy jednak – po uważnym przeczytaniu oddanej mi książki – uważam że jej publikacja w kontekście ograniczonej wiedzy na temat opisywanych w pracy zdarzeń (niezależnie od kilku kolejnych uwag, które wyartykułuję niżej) jest rzeczą konieczną. Konieczność ta wynika z wielu przyczyn. Jedną z nich jest nadzieja tych, którzy zostali i czekali, nadzieja powtarzana jak mantra w wielu wspomnieniach i wielu biogramach ofiar „obławy”, nadzieja, która była także udziałem tych, którzy zginęli w innym czasie ale z tych samych rąk: „ […] Do końca miała nadzieję, że on jednak żyje. Choć już w 1943 roku po odkryciu mogił katyńskich Niemcy wydrukowali jego nazwisko w gazetach, ona nie mogła w to uwierzyć. A nuż w ostatniej chwili on jeden uciekł, a nuż siedzi gdzieś w łagrze na Syberii i któregoś dnia wróci, po prostu pojawi się w progu. […]” . W to samo i tak samo wierzyły rodziny porwanych w czasie „obławy” .
Po odkryciu w drugiej połowie lat osiemdziesiątych zbiorowych grobów w Gibach i w pierwszych latach „nowej Polski” padały liczne obietnice wyjaśnienia sprawy (Andrzej Wajda, zmarły niedawno tragicznie Bronisław Geremek i inni) – jak dotąd nie zdarzyło się nic co byłoby przełomem w sprawie, a obietnice dawnych opozycjonistów pozostały tylko obietnicami.
Nie potraktowano zobowiązania wobec rodzin „zaginionych” poważnie. Ma to swoje odbicie w efektach prac badawczych.
Mam nadzieję, że publikacja omawianej pracy spowoduje istotną zmianę sytuacji. Pierwszą i najistotniejszą, techniczną, moim zdaniem uwagą, przed publikacja omawianej pozycji powinno być ujednolicenie jej formy.
Autorka „w sposób dziennikarski” hula sobie w trakcie swej narracji „od Sasa do lasa”. Pojawiają się niezręczności stylistyczne takie jak na przykład: „ […] a ja pochylam się nad garstką blisko 500 osób […] „ (s.1), „ […] Aby jedno indywidualne życie [...]” (s.1). Błędy w pisowni niemieckich nazw i złe ich podanie tak jak: Mauthauzen i Guzen” - powinno być „Mauthausen-Gusen – P.Ł.”
. Na stronie 196 znajduje się błędna transkrypcja rosyjskiego przysłowia: „U nas taki zakon kak Bierut tak nie skażut” - prawdopodobnie komuś pomylił się tu Bolesław Bierut z rosyjskim braniem .
Pojawia się też w tekście pewna niezręczność odnosząca się do kwestii osobistych opisywanych przez Autorkę i wynikających z jej z dziennikarskiego temperamentu .
Jeśli ta książka ma być to „tylko” reportażem to, od biedy można by to było zostawić w takiej formie w jakiej została przedstawiona.
Jeśli zaś ma być to publikacja z „ambicjami naukowymi” trzeba nieco nad nią popracować. Musimy się, na przykład, zdecydować czy stosujemy aparat naukowy czy nie – w niektórych miejscach tekstu stosuje się przypisy (s.3,31,41,92,234,239,251,265,268) w innych zaś nie – na przykład na stronie 75 w biogramie Jana Feliksiaka pojawia się tytuł książki bez wyraźnego odniesienia w konkretnym przypisie, z podobną sytuacją mamy do czynienia w biogramie Wacława Sobolewskiego (s.210) – potrzebne, są więc, tu w sposób wyraźny ujednolicenie zasad redakcji tekstu. Przydałby się także i krótki (niezależnie od liczby publikacji dotyczących tematu) opis bibliograficzny, którego brak.
Przedstawione biogramy, o których niżej też są niejednorodne zawierające różne gatunki pisarskie – mnie to zdecydowanie utrudnia odbiór i czytanie, ale to moja opinia. Przykładem na to niech będą biogramy Mariana Ambroziewicza (s.31) i Jana Bakuniewicza (szczególnie dramatyczna historia wśród tych innych także dramatycznych (s.32), Mariana Andraka (s.32), Stanisława Bondziula (s.43) i innych.
W biogramie Jana Chełmińskiego (s.51) mamy problem ze zorientowaniem się czy teksty w nim zamieszczone są pióra Autorki czy są tworem kogoś innego, kogoś kto zbierał do niego materiał. Takiego zbioru biogramów, zda się, nie czytaliśmy nigdy. Dramat następuje po dramacie, śmierć „goni” śmierć. Jak dramatyczne to zdarzenia pokazuje między innymi biogram ze strony 55, „Chłopcy z gitarą” Mieczysław Jatkowski, Władysław Jedliński, Tadeusz Stelmasiak. To przecież Grzegorz Przemyk i jego dramat z lat osiemdziesiątych pomnożony przez trzy. Chłopcy zatrzymani w Augustowie - czy byli na listach proskrypcyjnych przygotowanych dla Sowietów ? Czy, może, stali się ofiarami bo nie pasowali do szablonu zachowań serwowanego NKWD/dzistom w propagandowych broszurach i instrukcjach operacyjnych ?! Na te pytania nie znajdziemy dziś odpowiedzi – trzeba je jednak, mimo to, stawiać
Na marginesie powyższych rozważań refleksja – czytając życiorysy zamordowanych możemy określić nie tylko to co generowali Sowieci i ich polscy „poputcztcy” - przebija z nich też w wielu przypadkach coś co dziś określamy , niepoprawnie polityczne mianem dumy z polskości: „ […] Mój ojciec psem nie był i ja nie będę. Byłem Polakiem i będę Polakiem [...]” miał odpowiedzieć według swojego syna Mieczysław Cichor na propozycję wstąpienia do UB złożoną mu, przez wielokrotnie wspominanego na stronach książki Jana Szostaka .To stało się też przyczyną jego śmierci. Podobnie zachował się siedemnastolatek z Gib Bronisław Szarejko, gdy wywożony, prawdopodobnie na śmierć, krzyknął: „Jeszcze Polska nie zginęła” .
Autorka wspomina w swej pracy o „dobrych sowietach” . Tak trzeba – sprawiedliwych należy wspominać . Niestety znacznie więcej jest wzmianek o niezwykłej, niebywałej wręcz brutalności, zupełnie zbędnej wobec dramatycznej przewagi oprawców wobec aresztowanych. Agresja ta niejednokrotnie skierowana była wobec rodzin, kobiet, dzieci: „ […] dzieci próbowały go bronić, gdy Sowieci wyprowadzali tatę z domu. Trzynastoletni syn rzucił się w ich stronę i o mało nie nadział [...się...-PŁ] na bagnet, a ośmioletnia Ania zaczęła tak na nich krzyczeć i wyzywać, że żołnierz zaczął mierzyć do dziecka z pistoletu, dopiero drugi zmitygował go i skłonił do schowania broni […]” . rzec by się chciało, sarkastycznie, ten drugi to był niewątpliwie „ten dobry Sowiet” !?. Nie byli bezpieczni także i starcy, niejako „przy okazji” uprawiano w tych przypadkach złodziejstwo połączone ze zwykłym zezwierzęceniem jakim było na przykład wyrywanie zamordowanym złotych zębów (z biogramu Wacława Sobolewskiego na stronach 218/219) . Częste bywała próby gwałtów i gwałty na pozbawionych mężów i synów kobietach kobietach .
Równie dramatycznie było później, gdy porwani znajdowali się w miejscach odosobnienia. Bicie, tortury w celu wymuszenia zeznań były na porządku dziennym: „ […] Przesłuchania były połączone z torturami. Pytano o kontakty z >bandytami<. Sadzano przesłuchiwanych na krześle z gwoździami. Omdlewających z bólu, polewano wodą i kontynuowano śledztwo […] „ .
W narracji Autorki, i trzeba o tym wspomnieć, pojawiają się też „dobrzy Niemcy”: „ […] w trakcie obławy przyszło do p. Mejera dwóch ukrywających się w lesie, wygłodniałych Niemców. Dał im chleb. Zaraz zostali schwytani w lesie przez Rosjan. Przyprowadzono ich na wieś, zwołano mieszkańców i Sowieci kazali wskazać od kogo dostali chleb. Niemcy nie wskazali nikogo. Byli potem przetrzymywani z Polakami w Gibach. I na pewno razem zginęli […]” .
Był to przejaw wyjątkowej dzielności, warto na to zwrócić uwagę. Ciekawe ale pojawiają się w omawianej pracy parę razy wątki dotyczące porównania okupacji niemieckiej i tej nowej sowieckiej: „ […] Porównania z Niemcami same się nasuwają – jak ktoś zginął w obozie, to przynajmniej zawiadamiali o śmierci >a tu jak kamień do wody< i jeszcze przyznać się nie chcą” .
Wydaje się też, że oprócz sfery opisującej sam dramat ważne jest w omawianej pozycji uwzględnienie, częściowo jak sądzę niezamierzone, opisu warunków życia ludzi na tym terenie i w tym czasie. Otrzymujemy, dzięki temu, prawie pełny obraz warunków życia w Polsce północno – wschodniej zaraz po wojnie.
Warunków trudnych, gdzie śmierć w ogóle, a śmieć małych dzieci w szczególności była codziennością, a głód i ciężka praca przy odbudowie swoich domostw po dramacie obu okupacji i wojny uzupełniały ten ponury obraz.
To szalenie ważne i wielce prawdopodobne świadectwa tamtych czasów. Prawie, a w zasadzie w każdym biogramie, znajdujemy odniesienia do powyższego.
Reasumując powtórzę to raz jeszcze, książka ta z wielu wymienionych wyżej przyczyn powinna być wydana, i to wydana jak najszybciej.
Braki we wiedzy Polaków odnoszącej się do „obławy” opisywane przez Autorkę: „Wyjątkowo przykre jest to, że pamięć o tych wydarzeniach trwa właściwie tylko w określonym regionie Polski. Tak naprawdę niewiele osób w Polsce wie, że po zakończonej wojnie obca armia, w dodatku „zaprzyjaźniona” na terenie wolnego kraju przeprowadziła pacyfikację pewnego obszaru, mordując kilkuset jego obywateli bez powodu, bez wyroku i nie pozostawiając żadnych namacalnych śladów tej zbrodni” (s.18) i rozmiar lipcowego dramatu są po temu najważniejszą rekomendacją.
Piotr Łysakowski
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony

Zaloguj się , żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?
Licznik odwiedzin
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło