replica watches for sale: fake hublot watches and replica cartier.
Klub Dyskusyjny Myśli Politycznej W Ursusie - W mediach 30
O nas


Czym jest klub

-Regulamin

-Skład zarządu

-Założyciele Klubu

-Historia Klubu

-Kontakt
   
Działalność

-Cele Klubu

-Artykuły

-Archiwum - spotkania

-Archiwum inne rzeczy
W mediach 30

ACTA DIURNA (902) Zapraszam na serwis aktualnych informacji i komentarzy ze świata; Bliski Wschód, Zatoka Perska, Turcja, Syria, Ukraina, Rosja, USA…

Arabia i Iran na krawędzi wojny

Minister spraw zagranicznych Arabii Saudyjskiej Adil ibn Ahmad ad-Dżubeir ogłosił w niedzielę wieczorem, że jego państwo zrywa stosunki dyplomatyczne z Iranem. Irańscy dyplomaci muszą opuścić kraj w ciągu 48 godzin. Minister podkreślił, że Arabia Saudyjska nie pozwoli Iranowi na „osłabianie bezpieczeństwa” państwa. Wiadomość ta spowoduje zapewne wzrost cen ropy i gazu oraz skutki następcze.

 Arabia Saudyjska: ścięto 47 szyitów

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Arabii Saudyjskiej poinformowało o wykonaniu egzekucji na 47 osobach skazanych za działalność terrorystyczną. Wśród skazańców byli m.in. jeden z liderów komórki Al-Kaidy w Arabii Saudyjskiej Faris al-Zahrani oraz popularny szyicki duchowny szejk Nimr al-Nimr. Skazano ich na karę śmierci w 2014 roku. Nimr al-Nimr został aresztowany przez saudyjskie władze w 2012 roku podczas protestów na wschodzie kraju. W 2014 roku wymierzono mu karę śmierci m.in. za nieposłuszeństwo wobec króla, podważanie jedności narodowej oraz zbrojny atak na saudyjskie służby bezpieczeństwa. Jak poinformowała telewizja Press TV, ministerstwo Spraw Zagranicznych Iranu zdecydowanie potępiło wykonanie egzekucji na szyickim duchowym. Natomiast agencja Reutera podała, że po ścięciu duchownego rozpoczęły się protesty w Bahrajnie. Demonstranci wzywali do wystąpień w całym kraju. Policja użyła gazu łzawiącego. Do starć z policją doszło niedaleko szyickiej miejscowości Abu-Saiba na zachód od stolicy kraju. W lutym 2014 roku w Arabii Saudyjskiej znacznie zaostrzono kary za działalność terrorystyczną i ekstremistyczną. Opublikowano również listę organizacji uznanych przez saudyjskie władze za terrorystyczne.

 Demonstracje w Teheranie

Protestujący w sobotę wieczorem w Teheranie przeciw przeprowadzonej w Arabii Saudyjskiej egzekucji duchownego szyickiego Nimra al-Nimra wdarli się do saudyjskiej ambasady. Policji udało się wyprzeć demonstrantów z budynku. Protestujący obrzucali placówkę dyplomatyczna Arabii Saudyjskiej koktajlami Mołotowa i wdarli się do środka. Policja usunęła napastników.  Protestujący podpalili również saudyjski konsulat w Maszhad w północno-wschodnim Iranie. W sobotę w Arabii Saudyjskiej stracono 47 osób skazanych za terroryzm, w tym popularnego szyickiego duchownego szejka Nimra al-Nimra. Iran potępił wykonanie kary śmierci na szyickim duchownym oraz oskarżył saudyjskie władze o łamanie praw człowieka. W odpowiedzi MSZ Arabii Saudyjskiej wezwało ambasadora Iranu w Rijadzie, by wręczyć mu notę protestacyjną.​Nimr al-Nimr został skazany na karę śmierci za nieposłuszeństwo wobec króla, podważanie jedności narodowej oraz zbrojny atak na saudyjskie służby bezpieczeństwa.

 Syria: Miskin zdobyte

Po trzech dniach ciężkich walk z terrorystami kilku formacji syryjska armia rządowa zajęła w sobotę strategicznie położone miasto Sheikh Miskin na południe od Damaszku. Miasto znajduje się na skrzyżowaniu dróg prowadzących do południowych prowincji Dara’a, Al-Kunajtira i As-Suwajda. — Islamiści wycofali się w kierunku miasta Nawa, centrum administracyjnego regionu Hauran – poinformował uczestniczący w operacji oficer. Podczas walk zabito co najmniej 50 terrorystów.

 Irak: teraz Mosul

Mamy nadzieję, tak jak wszyscy Irakijczycy, że wkrótce zostanie też wyzwolony Mosul i Równina Niniwy. Pozwoli to licznym chrześcijanom, muzułmanom i grupom mniejszościowym powrócić do swych domów – powiedział chaldejski biskup pomocniczy Bagdadu po odbiciu przez siły irackie miasta Ramadi. Ten strategiczny punkt zajmowali od maja br. dżihadyści z tzw. Państwa Islamskiego. Bp Shlemon Warduni podkreśla, że „Irak potrzebuje pokoju, sprawiedliwości i poszanowania praw”. Uważa jednak, że wiadomość o odzyskaniu Ramadi zmusza do refleksji, „dlaczego było możliwe, że tak ważne miasto Państwo Islamskie zdobyło bardzo szybko, podczas gdy trzeba było wielu miesięcy, aby je wyzwolić”. Jego zdaniem, „liczni są judasze, gotowi sprzedać się ze względu na interesy polityczne czy materialne albo fanatyzm religijny”. – Jak jest możliwe, by działo się to w tak bogatym i silnym kraju jak Irak? – pyta katolicki hierarcha z Bagdadu. – Skąd pochodzi cały ten kąkol? Tylko w zjednoczeniu nasz kraj będzie mógł zwyciężyć wrogów i zdrajców. Musimy szukać jedności i lojalności, jak nas do tego wzywa nasz patriarcha Louis Sako. Zachód i świat arabski, w którym zrodził się ten szokujący fanatyzm, winny zatroszczyć się o dobro człowieka i zaangażować się w działania idące w tym kierunku – powiedział chaldejski biskup pomocniczy stolicy Iraku.

 Bahrejn: starcia z policją

Protesty, które organizowali w Bahrajnie szyici, przekształciły się w starcia z policją. Funkcjonariusze otworzyli ogień do demonstrantów – informuje AFP.Do zamieszek doszło na przedmieściach Manamy, stolicy kraju. Policja użyła gazu łzawiącego. Protestujący obrzucali stróży prawa koktajlami Mołotowa. W sobotę w Bahrajnie rozpoczęły się protesty w związku z straceniem w Arabii Saudyjskiej popularnego szyickiego duchownego szejka Nimra al-Nimra. Tymczasem przed ambasadą Arabii Saudyjskiej w Teheranie zebrało się setki osób. Wczoraj w nocy protestujący podpalili saudyjską placówkę dyplomatyczną. Irańskie władze apelują do demonstrantów, by gromadzili się na jednym z placów w centrum miasta. Jednak około 400 osób zignorowało apele. Przed ambasadą słychać okrzyki „Śmierć Saudom!”.

 Chamenei zapowiada zemstę

Przywódca duchowny Iranu Ali Chamenei oświadczył, że władze Arabii Saudyjskiej nie ominie „święta zemsta” w związku z wykonaniem kary śmierci na 47 osobach, wśród których był popularny szyicki duchowny szejk Nimr al-Nimr. W sobotę w Arabii Saudyjskiej stracono 47 osób skazanych za terroryzm, w tym popularnego szyickiego duchownego szejka Nimra al-Nimra. W niedzielę duchowny przywódca Iranu ajatollah Ali Chamenei oświadczył, że saudyjskie władze nie ominie „święta zemsta”. Bez wątpienia to, że krew tego niewinnego męczennika została przelana bezprawnie, będzie mieć konsekwencje. Święta zemsta nie ominie saudyjskich władz – powiedział Chamenei. Saudyjskie władze oskarżały duchownego o nieposłuszeństwo wobec króla, podważanie jedności narodowej oraz podżeganie do przemocy przeciw policji.

 Koniec rozejmu w Jemenie

Sunnicka koalicja arabska pod wodzą Arabii Saudyjskiej ogłosiła koniec rozejmu w Jemenie - podała oficjalna agencja prasowa tego kraju SPA. Rozejm w Jemenie ogłoszono 15 grudnia. Wszelkie próby wprowadzenia trwałego zawieszenia broni nie powiodły się, dochodziło do poważnych naruszeń po obu stronach. Walki toczą się między szyickim ruchem Houthi, z którym współdziałają oddziały wojskowe lojalne wobec poprzedniego prezydenta Jemenu Alego Abdallaha Salaha, a wojskami obecnego prezydenta Hadiego. Koalicja arabska bombarduje od marca pozycje Houthich. W odpowiedzi szyiccy bojownicy ostrzeliwują sąsiadujące z Jemenem terytorium Arabii Saudyjskiej. W skład koalicji oprócz Arabii Saudyjskiej wchodzą Bahrajn, Maroko, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Kuwejt, Katar, Egipt i Sudan.

 Merkel odchodzi, Assad zostaje

„Financial Times” przedstawia prognozę dotyczącą najbardziej aktualnych wydarzeń gospodarczych i politycznych w 2016 roku. Jak pisze brytyjski dziennik, syryjski prezydent Baszar al-Assad pozostanie w tym roku u władzy, ale jego pełnomocnictwa jako przywódcy bliskowschodniego państwa będą mieć nominalny charakter. Uzgodniony przez Moskwę i Waszyngton plan uregulowania politycznego wprowadza 18-miesięczny okres przekazania władzy w Syrii. Gazeta sugeruje, że nie obędzie się bez przeszkód i  że al-Assad będzie walczył o władzę do końca. W Niemczech, które w ubiegłym roku przyjęły około milion uchodźców z Bliskiego Wschodu, ukształtowała się natomiast bardzo trudna sytuacja polityczna. Doradcy Angeli Merkel z rządzącej Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej (CDU) oklaskiwali wystąpienie kanclerz na zjeździe partii, ale to za mało, by zachować władzę. Merkel obiecała ograniczyć napływ uchodźców do kraju, ale raczej nie uda się jej spełnić tej obietnicy. Decydującym czynnikiem może stać się bunt regionalnych władz, które ogłosiły, że nie są w stanie samodzielnie poradzić sobie z falą uchodźców i że nie udźwigną tego ich lokalne budżety. Zagrożenie z wewnątrz (z CDU) w wyniku będzie świadczyć o upadku Merkel  - pisze brytyjski dziennik.2015 rok zakpił również z tych, którzy wierzyli w to, że rynek ropy naftowej szybko osiągnie wcześniejszy poziom. Rok 2016 również zapowiada się nie najlepiej. Na nasycony rynek może wejść Iran, z którego zdjęto sankcje. Tym nie mniej, globalni producenci węglowodorów nadal będą cierpieć z powodu niestabilności finansowej, która zmusi ich do ograniczenia wydobycia czarnego złota i rezygnacji z projektów, co na pewno wpłynie na rynek. Cena poniżej 50 dolarów za baryłkę ropy marki Brent jest zbyt niska, by przyciągnąć inwestorów potrzebnych do wzmocnienia rosnącego popytu na świecie. Jeśli globalna gospodarka nie znajdzie się w recesji, to ceny ropy mogą wrócić do bardziej akceptowalnego poziomu – pisze „Financial Times”.

 Trump: Daesz to dziecko Obamy i Clinton

Kandydat na prezydenta USA uważa, że ugrupowanie terrorystyczne powstało z winy obecnego prezydenta Baracka Obamy i byłej sekretarz stanu Hillary Clinton. Republikański kandydat na prezydenta Stanów Zjednoczonych Donald Trump oświadczył, że Hillary Clinton i Barack Obama stworzyli Państwo Islamskie. Associated Press opublikowała na YouTube wideo, na którym Trump przemawia do wyborców w stanie Missisipi. Polityk mówił o ataku na ambasadę Arabii Saudyjskiej w Teheranie po  wykonaniu kary śmierci na 47 osobach, wśród których był duchowny szyicki Nimr al-Nimr. Hillary Clinton stworzyła Państwo Islamskie razem z Obamą – powiedział miliarder. Clinton była sekretarzem stanu USA, a obecnie kandyduje w wyborach prezydenckich z ramienia Partii Demokratycznej. Kandydaci stale atakują się nawzajem. M.in. po wypowiedzi Trumpa, że  zabroniłby muzułmanom wstępu na teren USA, Clinton stwierdziła, że „staje się on najlepszym rekrutującym Państwa Islamskiego". Oskarżenia były reakcją na wykorzystanie fragmentu wystąpienia Trumpa przez ugrupowanie terrorystyczne powiązane z Al-Kaidą w propagandowym nagraniu.

 USA: separatyści w Oregonie

W miejscowości Malheur w stanie Oregon od kilkunastu do ponad stu uzbrojonych członków "milicji ochotniczej" okupuje od soboty budynek dyrekcji rezerwatu przyrody. "Powstańcy" domagają się zaprzestania przez władze federalne interwencji w wewnętrzne sprawy stanu Oregon. Zapowiedzieli, że pozostaną w budynku "aż do skutku" i wezwali patriotów z całych USA do dołączenia do nich i powstania przeciwko władzom federalnym. "Wyzwolimy te ziemie i pozwolimy farmerom zajmować się rolnictwem, drwalom rąbać las, górnikom pracować w kopalniach. Będą to mogli czynić, znajdując się pod ochroną obywateli. Nie będą obawiać się tyranii, której teraz doświadczają" - ogłosił dowódca powstańców Ammon Bundy, syn ranczera Clivena Bundy'ego, znanego z wcześniejszych akcji protestu przeciwko władzom federalnym, zawsze dokonywanych przez uzbrojonych członków milicji ochotniczych. Bezpośrednią przyczyną protestu było aresztowanie przez urzędników federalnych 73-letniego farmera Dwighta Hammonda i jego 46-letniego syna Stevena, podejrzanych o wypalanie traw na terenach należących do rządu federalnego. Przedstawiciele FBI oświadczyli, że są poinformowani o sytuacji w Malheur, ale odmówili komentarzy przedstawicielom mediów.

 Europa stacza się w otchłań

Dotychczas wspólnota europejska, od czasu powstania w latach 50. XX wieku, nie spotkała się z taką ilością wyzwań. Kryzys gospodarczy i fala uchodźców pogrążają Unię Europejską w otchłań – pisze Jean Quatremer z Liberation. Czy Unia Europejska przetrwa 2016 rok? Nigdy, od czasu powstania w latach 50. XX wieku, wspólnota nie spotkała się z taką ilością wstrząsów – ocenia Quatremer. Autor cytuje komisarza ds. gospodarki cyfrowej i społeczeństwa Günthera Oettingera, który powiedział, że po raz pierwszy widzi poważne zagrożenie rozpadu UE. Przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker oświadczył, że nie ma złudzeń co do 2016 roku. Juncker dodał, że jest zbyt wcześnie, by mówić, że 2015 był najtrudniejszym rokiem w historii wspólnoty. Zdaniem dziennikarza, od 2008 roku Europa znajduje się między młotem a kowadłem. Zaczęło się od amerykańskiego kryzysu finansowego w 2007 roku, który wywołał kryzys ekonomiczny w 2008 roku — najgorszy od 1929 roku. Awanturniczy charakter polityki zagranicznej Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Francji destabilizował Maszrek i Maghreb, co doprowadziło do fali uchodźców w UE i nowego wybuchu terroryzmu w Europie. Kryzys migracyjny ujawnił różnice między Wschodem i Zachodem, pokazując, że rozszerzenie wspólnoty przeprowadzano  „na łapu-capu”. Podczas gdy dla części zachodnioeuropejskich krajów, głównie Niemiec, nadanie wielu praw ludziom jest wartością odziedziczoną z historii, kraje dawnej „demokracji ludowej” żyją jak ofiary tej samej historii, które mają prawa i pewne obowiązki. Nie chciały pomóc w rozwiązaniu kryzysu migracyjnego, zwłaszcza odmówiły przyjmowania muzułmanów. Ta sytuacja była na rękę populistom, będącym przeciwnikami Unii Europejskiej. Po kryzysie w 1929 roku wiele krajów uważało, że faszyzm jest najlepszą odpowiedzią na wyzwania epoki. Po 80 latach ludzi też kuszą skrajne rozwiązania. Dziś prawicowe autorytarne siły znajdują się u władzy w Polsce, na Węgrzech, uczestniczą w rządach w Belgii, Danii i Finlandii, rosną w siłę w Szwecji, Francji, Holandii i we Włoszech. Jedynie Niemcy oraz kraje, które niedawno doświadczyły dyktatury (Hiszpania, Portugalia, Grecja) są odporne na te trendy. Terroryzm jedynie wzmacnia te siły. Jak długo wspólnota, projekt, zrodzony na ruinach powojennego świata,  zdoła sprzeciwiać się fali ksenofobicznej i paranoidalnej, która znowu opanowuje nasze stare wyczerpane społeczeństwa? – pyta Quatremer. Europejskie władze, zarówno lewicowe, jak i prawicowe, nie znalazły lepszego rozwiązania, niż biegać za partiami ekstremistycznymi, które można zobaczyć we Francji. Wydaje się, że nic nie przeszkodzi w powrocie państw z nacjonalistycznymi celami, co prowadzi Europę w przepaść.

 Irak: atak na bazę armii

Pięciu napastników napadło na bazę Camp Speicher na północ od Bagdadu. Podczas samobójczego ataku na bazę sił zbrojnych Iraku na północ od Bagdadu zginęło co najmniej 15 irackich żołnierzy, a 22 zostało rannych – poinformowała agencja  Reutera, która powołuje się na siły bezpieczeństwa. Atak przeprowadziło 5 zamachowców-samobójców. Dwóch z nich wysadziło w powietrze samochód przy wjeździe do bazy Camp Speicher, w której wcześniej stacjonowali amerykańscy żołnierze. Pozostali napastnicy wysadzili się już na terytorium bazy. Ponadto w nocy z soboty na niedzielę amerykańskie siły specjalne przeprowadziły operację w pobliżu Mosulu na północy Iraku, w której zginęło 15 bojowników z Państwa Islamskiego, a 11 wzięto do niewoli. Jak poinformowała telewizja Alsumaria, operacja trwała półtorej godziny i zakończyła się bez strat po stronie sił specjalnych.

 Atak w Afganistanie

Nieznani sprawcy napadli na konsulat Indii w Afganistanie – poinformowała agencja Reutera, które powołuje się na lokalne władze. Do zdarzenia doszło w Mazar-i Szarif, czwartym co do wielkości mieście w Afganistanie. Uzbrojeni napastnicy próbowali przedostać się na teren placówki dyplomatycznej. Atak został odparty. Nie ma informacji o ofiarach ani żadnych szczegółów dotyczących tożsamości i motywów napastników.

 NATO: Europa traci cierpliwość

Nadzieja na obiecane przez amerykańskiego prezydenta zmiany nie spełniła się, co rozczarowało Europejczyków. Polityka zagraniczna Stanów Zjednoczonych i działania NATO doprowadziły do licznych globalnych kryzysów, w które pogrążyła się Europa. Unia Europejska traci cierpliwość wobec NATO. Ostatnio kraje wspólnoty mają wiele kłopotów z powodu polityki sojuszu – uważa amerykański analityk Robert Bridge. Podczas gdy Europa zmaga się z falą uchodźców, prawicowe partie podbijają serca zwykłych Europejczyków, którzy zaczynają coraz ostrożniej podchodzić do wielokulturowości, polityki oszczędzania a nawet do NATO – pisze analityk. Jako przykład Bridge podaje incydent w Warszawie. W grudniu wysoko postawieni urzędnicy struktur siłowych w nocy zajęli budynek Centrum Eksperckiego Kontrwywiadu NATO. Były minister obrony Polski Tomasz Siemoniak i natowscy urzędnicy wyrazili swoje oburzenie w związku z incydentem. Inspekcja obiektu NATO była spowodowana określonymi nastrojami w Warszawie. Jednak taką politykę obserwujemy nie tylko w Polsce, ale i w całej Unii Europejskiej. Większość „wiatrów zmian” na europejskich ulicach powstaje w wyniku nieudanej polityki zagranicznej Stanów Zjednoczonych i konsekwencji wynikających z porażki, co znajduje odzwierciedlenie w europejskim status quo – pisze Bridge. Analityk dodaje, że nadzieje na obiecane przez amerykańskiego prezydenta zmiany nie spełniła się, co rozczarowało nie tylko Amerykanów, ale i Europejczyków. Dziś można ocenić „płody” amerykańskiej polityki. — Guantanamo nadal działa, Libia znajduje się w katastroficznym stanie, tymczasem amerykańscy wojskowi zajmują się syryjskim konfliktem, nie osiągając żadnych wyników w walce z Państwem Islamskim. Świat jest nadal głęboko pogrążony w kryzysy, w tym na nowych obszarach (Libia, Syria, Pakistan). Ale nie ograniczają się one do kwestii militarnych. Od 2008 roku jesteśmy świadkami kryzysu finansowego, najgorszego od czasów Wielkiej Depresji. W Europie wyhamował wzrost gospodarczy, utrzymuje się wysoki poziom bezrobocia, rośnie milionowa fala uchodźców, którzy niszczą perspektywy finansowe Europy, nie mówiąc już o demografii – wylicza Bridge. Jego zdaniem jedynym sposobem, by poradzić sobie z niewypłacalnością takich europejskich państw, jak Hiszpania, Portugalia, Włochy i Grecja, jest zdanie się na kredyty globalnych banków, które w gruncie rzeczy zniszczyły gospodarki tych krajów. Od 11 września Waszyngton (a także NATO) wciąga Europę w serię globalnych konfliktów zbrojnych. Stary Świat, który i tak cierpi z powodu dyktatury Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego, powinien poradzić sobie z nimi. Teraz należy do tego dodać kilka milionów zrozpaczonych uchodźców, i budzą się prawicowe partie – od Frontu Narodowego we Francji do Złotego Światu w Grecji – pisze analityk.– Osobiście nie mogę sobie wyobrazić, że w sytuacji, gdy niemal każda inicjatywa w polityce zagranicznej Stanów Zjednoczonych w ciągu 15 lat kończyła się chaosem i katastrofą, Europejczycy nie mogą uświadomić sobie, że NATO, mające bronić ich interesów, zawiodło w najbardziej dramatycznym momencie – ocenia Bridge.

 Atlantico: UE podeptała własne zasady demokracji

Rządy krajów Unii Europejskiej, zderzywszy się z kryzysem migracyjnym, problemami z Turcją i sprzecznościami wewnętrznymi, podeptały własne zasady demokracji, wolności i subsydiarności, które ujęto w podstawowych dokumentach unijnych. W 2015 roku Unia Europejska zrezygnowała z własnych wartości zapisanych w fundamentalnych dokumentach wspólnoty – z demokracji, wolności i subsydiarności. Na ten temat pisze francuska gazeta Atlantico. Pomimo traktatu (lizbońskiego) w 2015 roku Unia Europejska podejmowała całkowicie niejasne decyzje i zachowywała milczenie, jeśli jedno z państw członkowskich jawnie naruszało umowy międzynarodowe – czytamy w artykule.Ponadto – jak pisze gazeta – „Francja, bez zadania sobie trudu, by poznać opinię obywateli i władz lokalnych, przeprowadziła przez parlament ustawę o likwidacji dziewięciu regionów, co stanowi pogwałcenie podpisanej karty”.„Atlantico” krytykuje również decyzje kierownictwa UE w sprawie uregulowania kryzysu migracyjnego, bo europejskie rządu wolą „siłą narzucać kraj zamieszkania” przymusowym przesiedleńcom, co w rzeczywistości zamienia ich w „towar pozbawiony duszy”. Ponadto unijne władze nadal pomagają finansowo Turcji, która „narusza zasady państwa prawa, pozwalając przemytnikom na czerpanie korzyści z krzywdy uciekających przed wojną ludzi”.  Francuska gazeta wskazuje również na pogwałcenie zasady subsydiarności (zasada, zgodnie z którą kraj przejmuje odpowiedzialność za koszty przystąpienia do wspólnoty, strefy euro lub strefy Schengen – przyp. red.). Znalazła ona odzwierciedlenie w artykule 5 Traktatu o Unii Europejskiej: „Granice kompetencji Unii wyznacza zasada przyznania. Wykonywanie tych kompetencji podlega zasadom pomocniczości i proporcjonalności”. Pod koniec 2015 roku widzieliśmy projekt, który nie tylko naruszał zasadę pomocniczości, ale i wychodził poza ramy federalnej logiki. Ale systematyczne decyzje o rozszerzeniu Unii Europejskiej, strefy euro i strefy Schengen podejmowano bez uwzględnienia tego, czy kraje przystępujące do wspólnoty są w rzeczywistości w stanie do końca wypełnić nałożone na nie zobowiązania. W tym tkwi jedna z przyczyn kryzysu euro – pisze „Atlantico”.

 Rosja: plan wojskowy 2016-2020

Dokument wskazuje na potencjalne ryzyko i zagrożenia dla bezpieczeństwa państwowego, określa kierunek rozwoju sił zbrojnych, realizacji programów zbrojeniowych oraz ustala kwestie związane z mobilizacją i obroną terytorialną. Dekret o wejściu w życie od 1 stycznia 2016 roku planu obrony Federacji Rosyjskiej na lata 2016-2020 został podpisany przez prezydenta Władimira Putina w połowie listopada ubiegłego roku. Szczegóły nowej doktryny obronnej nie zostały ujawnione. Plan jest kompleksem wzajemnie powiązanych dokumentów dotyczących planowania wojskowego. Zastąpi on analogiczny dokument obowiązujący w latach 2013-2015. Powstał on na wniosek rosyjskiego prezydenta Władimira Putina, który polecił dostosowanie dokumentacji wojskowej do szybko zmieniającej się sytuacji na świecie. Szef sztabu generalnego gen. Walerij Gierasimow zaznaczył, że priorytetem w nowym planie jest m.in. modernizacja strategicznych sił jądrowych.

 Hitler wzorem dla Erdogana

Prezydent Turcji, który wielokrotnie mówił o zmianie w kraju formy rządów z systemu parlamentarnego na prezydencki, nazwał hitlerowskie Niemcy przykładem do naśladowania. Na pytanie dziennikarzy, czy można w Turcji wprowadzić system prezydencki przy zachowaniu państwa unitarnego, Erdogan odpowiedział twierdząco. Jak pisze austriacka gazeta Der Standard, powołując się na tureckie media, jako przykład podał on nazistowskie Niemcy. Na świecie już są przykłady. Można przyjrzeć się takim krajom, jak hitlerowskie Niemcy – powiedział turecki prezydent po wizycie w Arabii Saudyjskiej. Wcześniej Erdogan powiedział, że władze mogą przeprowadzić referendum w sprawie nowej konstytucji i wprowadzenia w kraju systemu prezydenckiego. Partie opozycyjne oskarżają Erdogana o autorytaryzm.

 Dlaczego Erdogan lubi Hitlera?

Prezydent Turcji Tayyip Recep Erdogan chce rozszerzyć zakres swojej władzy, co prawdopodobnie doprowadzi do zmian w sposobie rządzenia krajem na jeszcze bardziej niedemokratyczny – uważa profesor LaGrange College John A. Tures. Jak pisze Tures na łamach Huffington Post, zachwyt nad przywódcą nazistowskich Niemiec Adolfem Hitlerem ujawnił prawdziwe zamiary tureckiego prezydenta. Na pytanie, czy można w Turcji wprowadzić system prezydencki przy zachowaniu państwa unitarnego, Erdogan odpowiedział twierdząco, podając jako przykład nazistowskie Niemcy. Przykłady (takiego systemu – przyp. red.) można znaleźć obecnie na świecie, a także w historii polityki. Weźmy chociażby Niemcy Hitlera — powiedział prezydent Turcji.  Erdogan zasugerował niedawno przeprowadzenie referendum w sprawie reformy konstytucji i przejścia na system prezydencki. Partie opozycyjne oskarżają prezydenta o autorytaryzm. Jeśli takie oświadczenie padłoby z ust demokraty, to oceniono by je jako niewłaściwą uwagę lub zły żart. Ale w przypadku autorytarnego Erdogana te słowa są rzadkim przykładem uczciwości, pokazującym, co myśli on w rzeczywistości – sugeruje Tures.Komentując oświadczenie tureckich władz, że słowa prezydenta zostały niewłaściwie zrozumiane,  politolog pisze, że „w hitlerowskim państwie Erdogana” byłoby zbrodnią przypuszczenie, że prezydent Turcji podziwia Adolfa Hitlera.  Jak na ironię można byłoby trafić do więzienia  za wypowiedzi, że Erdogan jest autorytarną postacią – dodaje Tures. Pomimo wygrania wyborów parlamentarnych w listopadzie Partia Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP), z której wywodzi się Erdogan, nie ma wystarczającej liczby głosów, by dać prezydentowi upragnione uprawnienia. Dlatego dąży on do przeprowadzenia referendum. Politolog podkreśla, że posiadając taką władzę Erdogan prawdopodobnie będzie rządził krajem w jeszcze bardziej niedemokratyczny sposób. Czy Stany Zjednoczone powinny zerwać stosunki dyplomatyczne z reżimem Erdogana lub pomóc tureckiemu społeczeństwu obywatelskiemu, a może ponownie rozważyć możliwość zmniejszenia pomocy wojskowej tureckiemu rządowi lub rozpatrzyć sankcje wobec Erdogana i jego rodziny? Przyznanie się przez Erdogana do podziwiania Hitlera pokazał, że bezczynność pomoże rozwiązać problem nie bardziej niż w latach 30. XX wieku – podsumował Tures.

 Turcja: bilans wojny z PKK

Pod koniec grudnia międzynarodowa organizacja International Crisis Group opublikowała zestawienie danych dotyczących obecnej wojny turecko-kurdyjskiej, toczonej przez rząd Turcji z Robotniczą Partią Kurdystanu. Według informacji zebranych przez ICG do 15 grudnia ubiegłego roku w konflikcie zginęły 194 osoby po stronie rządowej, co najmniej 221 kurdyjskich powstańców i 151 cywili. Straty obu stron są więc zbliżone. Podważa to wiarygodność komunikatów tureckiego rządu, w których już jesienią utrzymywano, że armia i siły bezpieczeństwa zadały PKK kilkakrotnie większe straty. Od końca lipca do 15 grudnia w kurdyjskich miastach objętych tzw. "operacją antyterrorystyczną" wprowadzano godzinę policyjną 62 razy. Standardowe działania strony rządowej polegają na blokadzie miasta lub dzielnicy, po której następuje pacyfikacja, prowadzona wspólnie przez policję, żandarmerię i wojsku z użyciem broni ciężkiej. W efekcie nastąpiła masowa ucieczka ludności cywilnej z tureckiego Kurdystanu do środkowej i zachodniej Turcji. Liczbę uchodźców wewnętrznych szacuje się nawet na dwieście tysięcy osób. Skutki siłowych działań strony rządowej są jednak odwrotne do zamierzonych. Na obszarze objętym walkami (zwłaszcza w Cizre, Silopi, Nusaybin oraz w prowincji Şırnak) dochodzi do wypowiadania posłuszeństwa rządowi i tworzenia alternatywnych struktur władzy: inspirowane przez PKK „zgromadzenia ludowe” i merowie miast z nominacji powstańców ogłosili lokalne autonomie. Ponadto 26-27 grudnia doszło do nadzwyczajnego spotkania Kongresu Społeczeństwa Demokratycznego – organizacji jednoczącej radykalnych działaczy kurdyjskich powiązanych z PKK i zasiadającej w parlamencie prokurdyjskiej Demokratycznej Partii Ludów (HDP). Znamienna jest obecność lidera HDP, Selahattina Demirtaşa, podczas obrad Kongresu. Nieformalnie za Kongresem stoi Konfederacja Związków Kurdystanu (KCK), którą uważa się za "nadziemne" zaplecze PKK. Kongres wprost kwestionuje unitarność państwa tureckiego i żąda ustanowienia szerokiej autonomii obszarów zamieszkanych przez Kurdów. Na obecnym etapie obie strony radykalizują stanowiska; polityczne postulaty HDP zbliżają się do żądań PKK.  Deklaracje Demirtaşa związane z postulowaną autonomią, a w dalekiej perspektywie niepodległością Kurdystanu, będące świadectwem poważnej radykalizacji parlamentarnej reprezentacji Kurdów, wywołały nerwową reakcję prezydenta Recepa Tayyipa Erdoğana, który przywołał artykuł 14 konstytucji, przewidujący sankcje karne za podważanie unitarnego charakteru państwa tureckiego. Przeciwko samemu Demirtaşowi wszczęto w tej sprawie śledztwo. Nerwowość rządu wzmogła wizyta Demirtaşa w Moskwie 23 grudnia. Podczas spotkania z ministrem spraw zagranicznych Siergiejem Ławrowem przywódca HDP otwarcie skrytykował zestrzelenie przez Turcję rosyjskiego Su-24. W rewanżu turecki premier Ahmet Davutoğlu, który wcześniej planował rozmowy dotyczące reformy konstytucyjnej z przedstawicielami wszystkich zasiadających w parlamencie partii politycznych, odwołał spotkanie z kierownictwem HDP.

 Turcja się miota

Zaostrzenie stosunków z Rosją przysporzyło Turcji poważnych problemów zarówno w kraju, jak i na arenie międzynarodowej. W 2016 roku Ankara będzie musiała poradzić sobie z trudnościami gospodarczymi oraz spróbuje zachować pozycje w kwestii syryjskiej. Mijający rok był trudny dla Turcji, ale w 2016 roku raczej nic się nie zmieni pod tym względem. Jak pisze turecka gazeta „Hurriyet”, większość wewnętrznych i zewnętrznych problemów nie rozwiązano, Turcja będzie się nimi zajmować w najbliższych miesiącach.„Hurriyet” jako jeden z głównych tureckich problemów wymienia wojnę w Syrii i ograniczone możliwości wpływania na sytuację z powodu obecności Rosji, z którą Ankara teraz ma bardzo napięte stosunki. Tureckie władze miotają się z tego powodu, zwłaszcza wobec sukcesów ugrupowania  syryjskich Kurdów Partia Unia Demokratyczna (PYD). Władze Turcji mogą uregulować sytuację zamykając 98-kilometrowy odcinek granicy z Syrią, by zapobiec przenikaniu na jej terytorium bojowników Państwa Islamskiego. Jednak oznacza to „koniec tureckiej polityki wobec Syrii z ostatnich czterech lat”. Wojna domowa w Syrii najprawdopodobniej będzie kontynuowana mimo prób uregulowania. Działania Turcji w ramach amerykańskiej koalicji do walki z Państwem Islamskim w Syrii będą ograniczone obecnością Rosji — po tym, jak (Turcja) zestrzeliła samolot – jeśli tylko prezydent Erdogan nie znajdzie sposobu na porozumienie się z rosyjskim prezydentem Władimirem Putinem – pisze gazeta.Wśród innych problemów „Hurriyet” wymienia kwestię kurdyjską, prace nad nową konstytucją oraz trudności gospodarcze, które pojawiły się m.in. w wyniku zaostrzenia relacji z Moskwą. Rosyjski embargo zaszkodzi branży turystycznej i budowlanej. Turcja próbuje rekompensować straty poprzez zainteresowanie sobą krajów Zatoki Perskiej. Jednak może okazać się, że to za mało. Ankara coraz bardziej liczy na Europę oraz nawiązuje stosunki z Izraelem.  

 Solana: Turcja musi pogodzić się z Rosją

Pogorszenie stosunków z Moskwą nie tylko zaowocowało sankcjami wobec Turcji, ale i osłabieniem pozycji Turcji w Syrii. Takiego zdania jest Javier Solana, który opisuje obecną sytuację Turcji jako „splątany kłębek”. Javier Solana, gensek  NATO w latach 1995-1999, w artykule dla Project Syndicate, wyjaśnił, dlaczego Ankara musi w przyszłości pogodzić się z Rosją. Jego zdaniem, dla Unii Europejskiej, która zacieśniła współpracę z Ankarą z powodu kryzysu migracyjnego, walka z Państwem Islamskim jest podstawowym priorytetem. To, że będzie ona wymagała współpracy z Moskwą, kraje członkowskie wspólnoty już przyznały. Po listopadowych atakach terrorystycznych w Paryżu nasilono próby umocnienia współpracy  w walce z terroryzmem, w tym między Francją a Rosją. Jeśli Turcja chce, by jej stosunki z UE polepszyły się, będzie musiała się przyłączyć – pisze Solana. Były sekretarz generalny NATO zaznaczył, że właśnie Turcja z powodu sąsiedztwa z Syrią mogłaby odegrać ważną rolę w formowaniu procesu pokojowego w regionie, gdyby nie gwałtowne pogorszenie stosunków z Rosją po tym, jak Ankara zestrzeliła rosyjski bombowiec. Napięte stosunki z Rosją zaowocowały nie tylko sankcjami gospodarczymi ze strony Moskwy, ale i zachwiały pozycję Turcji w Syrii. Rosja uzbroiła swoje samoloty w regionie w rakiety klasy powietrze-powietrze, co, zdaniem Solany, może osłabić wpływy Ankary na północno-wschodniej granicy z Syrią. Obecną sytuację Turcji hiszpański polityk ocenia jako „splątany kłębek”. Ankara poradzi sobie z nią, jeśli będzie stosować się do „strategicznego podejścia”, m.in. uzna konieczność stabilizacji sytuacji w Syrii i raz na zawsze wyjaśni swoją rolę w walce z Państwem Islamskim. Zdaniem byłego sekretarza generalnego NATO, Turcja niedawno zademonstrowała, że potrafi poradzić sobie z poważnymi kryzysami. Biorąc to pod uwagę, Ankara nie może uchylać się od pogodzenia się z Rosją. – Takie podejście, bez wątpienia, ułatwi zarządzenie wieloma zagrożeniami, nasilającymi się na tle syryjskiego konfliktu – podsumowuje Solana.

Die Welt: bliska recesja w USA

Gospodarkę Stanów Zjednoczonych w najbliższych latach czeka spadek, który dotknie również Europę, prognozuje niemieckie pismo. Do 2017 roku USA czeka gospodarczy spadek, który zgubnie wpłynie na światową gospodarkę, a szczególnie mocno dotknie Europę, prognozuje publicysta gospodarczy niemieckiej „Die Welt”  Holger Zschäpitz. USA są ósmą gospodarką świata pod względem wzrostu. „Ekonomiczny wzrost trwał w amerykańskiej historii maksimum 9 lat, dlatego najpóźniej w 2017 roku znów nastąpi recesja” – uważa publicysta, zauważając, że średnio cykl ekonomicznego wzrostu trwał pięć lat, po czym następował spadek. Według najbardziej pesymistycznych prognoz, problemy w amerykańskiej gospodarce już się zbliżają. Wcześniej znany inwestor i finansista Mark Faber oświadczył, że recesja w USA już się zaczęła i doradził inwestowanie w 10-letnie obligacje państwowe Stanów Zjednoczonych, pisze niemiecki ekonomista. Szczególnie recesja gospodarki Stanów Zjednoczonych niebezpieczna jest dla Europy, gdzie oprócz problemu uchodźców, istnieje ogromne prawdopodobieństwo wystąpienia z Unii Europejskiej co najmniej jednego państwa.  „Prawdopodobieństwo wyjścia Finlandii ze strefy euro wzrosła o 4 % i osiągnęło maksymalny wynik od kryzysu euro w 2012 roku” – pisze Die Welt. Nie mniej ważna dla inwestorów pozostaje kwestia wystąpienia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Uświadamiając sobie zbliżające się problemy, Bruksela witała Nowy Rok bez szczególnego optymizmu, podsumował ekspert. 

 USA nie zakłada zniszczenia Daeszu

Państwo Islamskie nie uda się zniszczyć w 2016 roku – powiedział doradca Baracka Obamy ds. bezpieczeństwa Ben Rhodes. Państwo Islamskie będzie istnieć. Nie uda się zniszczyć ISIL w tym roku  - oświadczył  Rhodes na briefingu w Białym Domu. Porównał on ugrupowanie do Al-Kaidy, która „nadal istnieje, choć na znacznie mniejszą skalę”. Stany Zjednoczone liczą, że uda się im pozbawić PI znacznej liczby „bezpiecznych stref”, co powinno doprowadzić do utraty kontroli przez islamistów nad częścią terytorium w Iraku i Syrii. Rhodes wyraził również nadzieje na „polityczne uregulowanie” konfliktu w Syrii i na to, że Syryjczycy zobaczą dla siebie „bardziej stabilną i pokojową przyszłość”. CBS News wspomina grudniowe wystąpienia Baracka Obamy, podczas którego amerykański prezydent zapewnił, że USA nigdy dotąd tak silnie nie biły w PI, jak teraz. Prezydent dodał, że ISIL nie jest organizacją, którą mogą zniszczyć USA. Koalicja pod wodzą Stanów Zjednoczonych bombarduje pozycje Państwa Islamskiego w Syrii (bez zgody lokalnych władz) i Iraku. Około 90% nalotów przeprowadzają amerykańskie siły powietrzne.

 Strzelanina w Tel-Awiwie

Co najmniej dwie osoby zginęły, a pięć zostało rannych w wyniku strzelaniny w barze w Tel Awiwie. Motywy napastnika nie są znane. Izraelska policja poinformowała, że udało mu się zbiec. Do zdarzenia doszło w piątek w jednym z barów w centrum Tel Awiwu. Trwa śledztwo, które ma ustalić, czy chodzi o atak terrorystyczny czy sprawę kryminalną. Jak na razie niewiele poszlak wskazuje na atak terrorystyczny.  W mediach pojawiły się spekulacje sugerujące wątek osobisty. W Izraelu rezerwiści mają broń w domach i wolno im nosić ją na ulicach.

 Bunt uchodźców w Koryncie

Do incydentu doszło w sobotę wieczorem. Grupa około 30 osób splądrowała jeden z budynków i podpaliła materace. Nielegalni imigranci sprzeciwiali się pobytowi w ośrodku. Grupa nielegalnych imigrantów zorganizowała zamieszki w ośrodku dla uchodźców w Koryncie, protestując przeciwko repatriacji, jak poinformowała ANA. W sobotę wieczorem ok. 30 osób, które rozmieszczono w starym obozie piechoty w Koryncie, wszczęło bunt. Imigranci obrzucali pracowników ośrodka kamieniami, splądrowali jeden z budynków i podpalili materace. Udało się szybko zaprowadzić porządek. Obyło się bez ofiar.

 Alarm bombowy w Moskwie

Z dwóch dworców kolejowych w Moskwie ewakuowano w piątek około 1000 osób po tym, jak policja otrzymała informacje o podłożonych tam bombach. Jak poinformowała agencja RIA Novosti, z Dworca Kurskiego ewakuowano około 450 osób, a z Pawieleckiego – ponad 500. Na dworcach nie znaleziono ładunków wybuchowych. Trwa śledztwo w celu wykrycia osób które wywołały alarm.

 Turcja zraża sojuszników

Tajne operacje Turcji, w rodzaju wspierania przez nią powstańców w Syrii, niosą ze sobą wiele ryzyka, w związku z czym jej dotychczasowi zachodni partnerzy już jej nie ufają, pisze analityk Egemen Bezci. Turcja od dawna prowadzi tajne operacje w sąsiednich państwach, lecz o ile podczas zimnej wojny Ankara miała poparcie NATO, to teraz nie jest skooperowana ze swoimi zachodnimi partnerami, pisze „War on the Rocks”. „Tureckie tajne operacje mogą doprowadzić do dyplomatycznej izolacji państwa zarówno w stosunku do tradycyjnych sojuszników, jak i wobec sąsiednich państw. Jeszcze większe zaniepokojenie wywołuje to, że mogą one doprowadzić do bezpośredniego konkfliktu wojskowego” – pisze autor artykułu, analityk Egemen Bezci, badający współpracę Turcji i Zachodu w kwestiach wywiadu. Według jego słów, po tym jak tureckie lotnictwo zestrzeliło rosyjski samolot nad Syrią, prezydent Recep Tayyip Erdoğan „automatycznie przyznał” tajne wsparcie Ankary dla syryjskich powstańców, stając po stronie syryjskich Turkmenów. Jednak, jak zauważa Bezci, to daleko nie pierwszy raz, kiedy Turcja ma problemy tego rodzaju. Powołując się na szereg odtajnionych dokumentów w zachodnich archiwach autor twierdzi, że Turcja od bardzo dawna przeprowadza tajne operacje w sąsiednich państwach. Jako przykład podaje on wydarzenia z lat 1950-ych, kiedy ważnym celem dla wywiadu Turcji i strefą ważnych interesów jej zachodnich partnerów była Bułgaria. Po tym jak w 1878 roku Bułgaria zdobyła niezależność od Imperium Osmańskiego, turecka mniejszość opuściła to państwo i przeniosła się do Małej Azji (Anatolii). Podczas wojen bałkańskich 1912 i 1913 roku odpływ ludności tureckiej z Bułgarii sięgnął szczytu. Problemy w stosunkach między Ankarą i Bułgarią trwały po tym, jak ta ostatnia poparła nazistów i przyłączyła się do Trójprzymierza w 1941 roku. W 1947 roku sama Bułgaria zaczęła stanowić zagrożenie dla Turcji wchodząc w skład bloku radzieckiego. W 1950 i 1951 roku bułgarski rząd komunistyczny ustalił  dla tureckiej mniejszości zasady wyjazdu z państwa. W wyniku tego Bułgarię opuściło około 250 tysięcy Turków. Mniej więcej w tym czasie Pakt Północnoatlantycki zdecydował się wykorzystać Turcję i Grecję dla swoich planów na Morzu Śródziemnym. Te państwa pozwoliły NATO przeprowadzić na swoich terytoriach szerokie manewry jeszcze zanim przystąpiły do Paktu. W odtajnionych dokumentach NATO z 1951 roku mowa jest o obawach sojuszu z powodu obecności wśród migrantów z Bułgarii komunistycznych agentów. Jednak brytyjski wywiad zapewnił sojusz, że turecka służba bezpieczeństwa MAN zareagowała na sytuację w należyty sposób. Nie tylko odfiltrowała komunistów wśród migrantów, ale i zwerbowała wśród nich własnych agentów. W 1952 roku po wstąpieniu Turcji do NATO turecki wywiad wojskowy G-2 połączył się ze służbą bezpieczeństwa narodowego MAN, aby odpowiadać wymogom NATO. W technicznym sensie turecki wywiad zależał od NATO, jednak przeprowadzał on i swoje własne operacje przeciwko radzieckiemu blokowi, składając relacje NATO. Na przykład, werbowanie agentów wśród tureckich migrantów w Bułgarii w połowie lat 50-ych pomogło Ankarze otrzymać tajną informację o programie jądrowym bloku radzieckiego, między innymi o wydobyciu uranu w Bułgarii. Bezci przytacza jeszcze jeden przykład. W latach 1960-ych Turcja i jej sojusznicy próbowali otrzymać dane o systemach rakietowych, mieszczących się w obwodzie Łudogorie w północno-wschodniej części Bułgarii. Na wniosek NATO Ankara powinna była wyjaśnić dokładne rozmieszczenie systemów rakietowych i ich właściwości. Turecki wywiad w rezultacie ściągnął do akcji migrantów z Bułgarii. Oni potajemnie dostali się na bułgarskie terytorium,  zdobyli niezbędne informacje, po czym powrócili do Turcji i przekazali otrzymane dane do NATO i G-2. Autor odnotowuje, że tajne operacje Ankary ograniczały się nie tylko do wywiadu. Tureccy szpiedzy podtrzymywali działalność opozycyjnych grup, wzywających do powrotu bułgarskich Turków. W brytyjskim archiwum Bezci odkrył odtajnione dokumenty, zgodnie z którymi w 1956 roku major tureckiego wywiadu Kamil Bey zawerbował w nadgranicznym mieście Kirklareli grupę Turków migrantów, aby prowadzili w Bułgarii działalność dywersyjną. Wszystko to wskazuje na to, że Turcja dysponuje bogatym doświadczeniem tajnych operacji za granicą, jednak o ile podczas zimnej wojny Ankara miała poparcie NATO, to teraz „gra samotnie”. Obecne tajne operacje, takie jak uzbrajanie powstańczych grup w Syrii, są główną oporą tureckiej polityki na Bliskim Wschodzie, a to pociąga za sobą wiele zagrożeń, dlatego zachodni sojusznicy Turcji już jej nie ufają, uważa autor. W wyniku tego, Turcja staje się coraz bardziej izolowaną, szczególnie w tym, co dotyczy jej działań w Syrii. Bezci zakłada, że Turcja w przyszłości „otrząśnie się z obecnych niepowodzeń” i jej „niewidzialna ręka” znów będzie mogła działać tak samo, jak i podczas zimnej wojny, przy wsparciu Zachodu i bez bezpośredniej konfrontacji z sąsiadami. 

 Daesz pozostanie

W 2015 roku wszelkie działania islamistów powodowały wybuch paniki na Zachodzie. Jednak, jeśli spojrzymy na sytuację pod innym kątem, to PI nie będzie już wydawać się „egzystencjalnym zagrożeniem”.  Ugrupowanie Państwo Islamskie w rzeczywistości nie będzie stanowiło poważnego zagrożenia w 2016 roku – pisze brytyjski The Independent. Jeśli przyjrzymy się sytuacji z perspektywy Zachodu, 2015 rok był rokiem okrucieństw islamistów. Rozpoczął się od ataku na redakcję „Charlie Hebdo”, a zakończył się zamachami terrorystycznymi w Paryżu. Między tymi incydentami wydarzyło się bardzo wiele, m.in. katastrofa rosyjskiego samolotu pasażerskiego nad Synajem. Każda nowa zbrodnia Daesh powodowała nowy wybuch paniki, a 2016 rok rozpoczyna się „z nowymi barbarzyńcami u naszych bram, a nawet naszych murów. Jednak zagrożenie ze strony Państwa Islamskiego jest wyolbrzymiane. „The Independent” proponuje spojrzeć na sytuację pod innym kątem.  Zwłaszcza z perspektywy niedawnych sukcesów w Iraku. Pod koniec 2015 roku iraccy żołnierze przy wsparciu Zachodu z powietrza wyparli islamistów z Ar-Ramadi. Sytuacja w mieście była na tyle bezpieczna, że przyjechał do niego premier. Brytyjski dziennik zaznacza, że nie można zawyżać znaczenia jednego zwycięstwa, twierdzić, że „wielki potok PI na Bliskim Wschodzie zawrócono”. Jest na to jeszcze za wcześnie. Wyprzeć islamistów z innych miast, zwłaszcza z Mosulu, będzie znacznie trudniej. Ponadto, biorąc pod uwagę imponującą szybkość rozprzestrzeniania się PI, „bezlitośnie genialną propagandę” i potworne nagrania egzekucji, Zachód nie zauważył słabych miejsc ugrupowania. Po pierwsze – ideologia PI. Według  „The Independent”, jest ona na poziomie Średniowiecza, a metody islamistów są zbyt barbarzyńskie dla współczesnego świata, dlatego ugrupowanie nie utrzyma się zbyt długo. Po drugie – PI nie wyróżnia się spójnością. Brytyjski dziennik poddaje w wątpliwość zakres i możliwości ugrupowania. Sukcesy organizacji rzucają światło na ograniczenia władzy bojowników. – W Iraku PI odniosło wiele sukcesów dzięki porażkom Zachodu. Stany Zjednoczone i Wielka Brytania, obalając Husajna, sprowokowały chaos w kraju. Przyszło PI i zaproponowało bezpieczeństwo, choć w prymitywnej formie. USA i Zjednoczone Królestwo wygnali niegdyś dominujących sunnitów, PI umożliwiło im powrót – pisze „The Independent”. Zwolennicy islamistów potrzebują nie tylko fanatyzmu religijnego, ale i określonego porządku. Jeśli PI nie będzie w stanie go utrzymać, jego władza zachwieje się. Niekoniecznie dojdzie do tego metodami militarnymi. Paranoja w stosunku do PI wyrządza poważne szkody Zachodowi. Z tego powodu kraje zachodnie nie widzą innych „regionalnych roszad” na Bliskim Wschodzie. Ponadto Wielka Brytania i Francja przywykły obwiniać innych o swoje problemy, które są związane z integracją muzułmanów w europejskim społeczeństwie.

 Francja: takiego jak Putin!

Rankingi rosyjskiego prezydenta mogą spowodować, że „pozielenieją z zazdrości” przywódcy innych państw – pisze były deputowany Zgromadzenia Narodowego Francji Christian Vanneste. Polityk podkreśla, że Francja powinna zmienić swój stosunek do Rosji. Rosyjski prezydent jest skoncentrowany na rozwiązaniu ważniejszych problemów. Zdecydowana większość Rosjan widzi w nim przywódcę, którego bardzo brakuje Francji – pisze były deputowany Zgromadzenia Narodowego Francji Christian Vanneste na łamach „Boulevard Voltaire”. Francuzi powinni spojrzeć na Władimira Putina z nostalgią i nadzieją. Właśnie człowiek takiego kalibru jest potrzebny naszemu krajowi, jeśli chcemy, by się podniósł. W każdym razie Francja powinna zmienić stosunek do Rosji – podkreśla Vanneste. Francuski polityk dodaje, że rosyjski prezydent nie boi się stawić czoła faktom. Właśnie pragmatyzm i realizm, jego zdaniem, wyróżniają go z grona większości polityków, którzy mogą jedynie pozazdrościć mu rankingów. Vanneste podkreśla, że już najwyższy czas, by Francja zmieniła stosunek do Rosji, bo oba kraje mają ze sobą wiele wspólnego. Wzajemne dopełnianie się rosyjskiej Eurazji i Europy Zachodniej jest oczywiste. Rosja i Francja mają wspólną kulturę (chrześcijańską) i interesy. Czas najwyższy to zrozumieć – zaznaczył Vanneste.

 Korea: próby bomby wodorowej

Korea Północna prawdopodobnie prowadzi prace nad stworzeniem broni jądrowej na poligonie prób jądrowych Punggye-ri – poinformowała agencja Yonhap, która powołuje się na raport południowokoreańskiego Ministerstwa Obrony. W raporcie zaznaczono, że Pjongjang prawdopodobnie już produkuje tryt (izotop wodoru) potrzebny do stworzenia zaawansowanej technologicznie broni jądrowej. Nie możemy wykluczyć, że nowy tunel w pobliżu poligonu Punggye-ri został zaprojektowany dla testów termojądrowych – czytamy w raporcie. W dokumencie zaznaczono, że „na podstawie badań technologii jądrowych Korei Północnej, historii podziemnych doświadczeń i testów pocisków, a także biorąc pod uwagę czas, jaki upłynął od rozpoczęcia programu jądrowego, KRLD posiada bazę do tworzenia broni jądrowej”. Jako przykład podano kraje rozwinięte, które testowały bardziej skomplikowaną broń jądrową po upływie 10 lat od pierwszych doświadczeń jądrowych. Korea Północna w ciągu 15 lat mogła rozwinąć badania nad bombą wodorową i inną bronią jądrową. Wcześniej  przywódca Korei Północnej Kim Dzong Un oświadczył, że KRLD posiada bombę wodorową, której może użyć do obrony suwerenności państwowej.

Nowe sankcje na Iran?

Administracja prezydenta USA Baracka Obamy przygotowuje sankcje wobec prawie dziesięciu spółek i osób prywatnych w Iranie, Hongkongu i ZEO za pomoc z rozwoju programu rakietowego Teheranu - poinformował The Wall Street Journal, powołując się na amerykańskich urzędników. Sankcje Departamentu Skarbu państwa mogą zostać między innymi wprowadzone wobec biznesmena Hosseina Pournaghshbanda, założyciela dubajskiej firmy Mabrooka Trading Co., a także jej córki w Hongkongu Anhui Land Group Co. za sprzyjanie kupnu przez Iran włókna węglowego, wykorzystywanego w produkcji sprzętu rakietowego. Ponadto na liście zgodnie z oczekiwaniami znajdzie się pięciu irańskich urzędników, pracujących w Ministerstwie Obrony i zajmujących się dostawami materiałów do programu opracowania pocisków balistycznych. W ramach sankcji amerykańskie władze wprowadzają zakaz zawarcia przez obywateli i osoby prawne jakichkolwiek transakcji z osobami z listy. Znajdujące się w amerykańskiej jurysdykcji aktywa tych osób mają być zamrożone. Posunięcia, które zgodnie z oczekiwaniami zostaną wprowadzone przez Departament Skarbu, będą pierwszymi sankcjami wobec Iranu po zawarciu  w lipcu porozumienia w sprawie programu jądrowego z światowymi mocarstwami.

 MFW nie uratuje Ukrainy

Nad Ukrainą zawisła groźba bankructwa, inflacja postępuje, a kredyty zagraniczne nie ratują gospodarki. Kijów musi wreszcie przyznać, że jego plany wstąpienia do Unii Europejskiej nie powiodły się, pisze Deutsche Wirtschafts Nachrichten. Międzynarodowy Fundusz Walutowy dołożył wielkich starań, aby zrehabilitować Ukrainę, jednak zagrożenie hiperinflacją w ukraińskiej gospodarce nadal się utrzymuje, a państwo zbliża się do bankructwa, pisze Deutsche Wirtschafts Nachrichten. Bank Narodowy Ukrainy oświadczył, że inflacja w państwie w tym roku wzrosła o ponad 44 %, podczas gdy w zeszłym roku wyniosła 24,9 %. Nieudana polityka gospodarcza, korupcja i wojna domowa na wschodzie państwa postawiły Ukrainę na krawędzi bankructwa, podkreśla gazeta. Przy pomocy kruczków prawnych Międzynarodowy Fundusz Walutowy starał się powstrzymać zniszczenie ukraińskiej gospodarki. Aby spłacenie długu wobec Rosji nie wisiało jak miecz Damoklesa nad głową ukraińskiego rządu, MFW w szybkim tempie zmienił swoje zasady i teraz może udostępniać pożyczki państwom niewypłacalnym, pisze  Deutsche Wirtschafts Nachrichten. Tylko w tym roku Ukraina otrzymała około dziesięciu miliardów dolarów pod postacią pożyczek od MFW i innych organizacji międzynarodowych, które niemniej jednak okazały się niezdolne do ulepszenia gospodarki państwa. Jeśli dewaluacja będzie postępować nadal w takim tempie, to już wkrótce Kijów wyczerpie nie tylko kredyty finansowe, ale i kredyt zaufania, pisze gazeta. W danej chwili Ukraina faktycznie żyje za kredyty europejskich i amerykańskich podatników, których władze ich państw nie pytały, czy chcą oni „przerzucić” swoje pieniądze państwu nie rokującemu nadziei z gospodarczego punktu widzenia, pisze autor artykułu. Na tle katastrofalnej sytuacji ekonomicznej, perspektywa członkostwa w Unii Europejskiej, o którym tyle mówi ukraiński rząd, poniosła fiasko. Wstąpienie do Unii Europejskiej jest próbą przewyższającą siły i Ukrainy, i samej struktury europejskiej, pisze DWN. 

 Urojenia Poroszenki

Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko zamieścił na Twitterze fotografię okładki amerykańskiego czasopisma „The Economist”, gdzie stoi w gronie światowych liderów. Oryginalna okładka wygląda nieco inaczej. Ukraiński prezydent Petro Poroszenko pochwalił się na Twitterze niecodziennym prezentem. Opublikował on okładkę specjalnego wydania amerykańskiego czasopisma „The Economist”, którą wcześniej obrobiono w Photoshopie, z prognozą na rok 2017. Na fotografii ukraiński prezydent został przedstawiony w gronie światowych liderów. W oryginale prognoza dotyczyła 2016 roku.​- Niektóre prezenty uważam nie za komplement, ale za osobistą odpowiedzialność. Dołączam do porządku dnia na święta  – napisał Poroszenko na Twiterze. Później twit usunięto. Obrobiona w Photoshopie okładka  z ukraińskim prezydentem w zasadzie kopiuje okładkę listopadowego numeru „The Economist”. Jedyna różnica polega na tym, że w oryginale w gronie światowych liderów zobaczymy rosyjskiego prezydenta Władimira Putina. W „ukraińskiej” wersji zamiast Putina pojawia się Poroszenko.

 Zachód zmęczony Ukrainą

Zachód jest rozczarowany niezdolnością ukraińskich władz do zwalczenia korupcji, a w Kijowie ta pozycja wywołuje rozdrażnienie. Ukraina uważa, że traktuje się ją, jak „bananową republikę”. Jak pisze „The Wall Street Journal”, brak sukcesów w walce z korupcją na Ukrainie rozczarowuje Zachód. Gazeta zaznacza, że zdaniem większości Ukraińców Majdanowi nie udało się ustalić prymatu prawa i odsunąć złodziei od władzy. Niedawno przeprowadzony sondaż pokazał, że jedynie 5% mieszkańców Ukrainy uważa, że nowy rząd zajął się tymi problemami, które doprowadziły do zamachu stanu. — Ta porażka rozczarowuje też zwolenników Ukrainy na Zachodzie, którzy rzucili wszystkie siły, by wesprzeć kolejny rząd po tym, jak obietnica liderów rewolucji z 2004 roku zamknięcia bandytów w więzieniach w zasadzie nie została spełniona – czytamy w artykule. Unia Europejska wprowadziła sankcje wobec niektórych przedstawicieli poprzednich władz na Ukrainie, ale ponieważ Kijów nie wysunął przeciwko nim oficjalnych oskarżeń, sankcje mogą być zniesione już wiosną. – Nowych sankcji nikt nie poprze. Wielu polityków w UE ma już dość Ukrainy – powiedział „The Wall Street Journal” anonimowy zachodni urzędnik. Tymczasem aktywiści, dziennikarze i dyplomaci oskarżają o korupcję nowy rząd, w tym premiera Arsenija Jaceniuka. Podobne zarzuty stawia się prokuratorowi generalnemu Wiktorowi Szokinowi, co może rzucić cień na prezydenta Poroszenkę, który mianował go na to stanowisko. Zachodni dyplomaci często natykają się na silny opór ze strony ukraińskich władz. Amerykański ambasador w Kijowie Geoffrey R. Pyatt wielokrotnie wskazywał na to, że Prokuratura Generalna Ukrainy nie jest w stanie przeprowadzić reformy antykorupcyjnej. Jednak, według anonimowego zachodniego urzędnika, krytyka ze strony amerykańskiego ambasadora wywołuje irytację Kijowa: „Powiedzieli: jak on może tak mówić? Przecież nie jesteśmy bananową republiką, gdzie można mówić wszystko, co się chce”.

 Rezuni maszerują

W centrum Kijowa 1 stycznia odbył się marsz z pochodniami z okazji 107. rocznicy urodzin przywódcy Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów Stepana Bandery. W maju 2015 roku prezydent Ukrainy Petro Poroszenko podpisał ustawę, która nadaje organizacjom OUN-UPA status „bojowników o niepodległość” Ukrainy i daje prawo jej członkom do gwarancji socjalnych. Gloryfikacja UPA, a także jej przywódców Stepana Bandery i Romana Szuchewycza, jest powszechnie krytykowana, ponieważ banderowcy współpracowali z nazistami. Wielu nawołuje, by nie zapominać o okrucieństwie OUN-UPA podczas i po wojnie, m.in. o rzezi na Wołyniu w 1943 roku. Według historyków, w szczególnie okrutny, sadystyczny sposób wymordowano wówczas od 100-200 tys. osób Polaków, przeważnie na wsiach: mężczyzn, kobiet i dzieci.

 Amerykanizacja policji na Ukrainie

Malowniczy ukraińscy policjanci w nowych mundurach zajmują się drobnymi przewinieniami: paleniem w niedozwolonych miejscach i kierowcami, którzy niewłaściwie parkują samochody. Tymczasem skorumpowani wysokiej rangi funkcjonariusze są bezkarni. Odnowiona w amerykańskim stylu policja w Kijowie, Odessie i Lwowie zmaga się z mało istotnymi problemami i ukrywa pod malowniczą fasadą podstawowe problemy – pisze Erica Marat z amerykańskiego Uniwersytetu Obrony Narodowej w artykule dla  Foreign Policy.— Sukces zewnętrzny ukrywa istotne braki, które mogą go podważyć w najbliższych miesiącach i latach – uważa Marat.  Nowi policjanci są uprzejmi, zdyscyplinowani, dobrze wyszkoleni i nie biorą łapówek. Wywołuje to zachwyt zagranicznych ekspertów, co Marat uważa za całkowicie logiczne, bo reformę głównie sfinansował Departament Stanu USA, a także Kanada i Japonia. Jednak sama reforma jest mało przejrzysta. Międzynarodowi sponsorzy – jak pisze autorka — powtarzają na Ukrainie powszechny błąd: pomagają skorumpowanym elitom politycznym, ściśle związanym z wywiadem i strukturami siłowymi. Licząc na szybki rezultat, Departament Stanu może wzmocnić represyjny aparat władzy na Ukrainie. Policjanci zajmują się mało istotnymi sprawami, m.in. paleniem w niedozwolonych miejscach, bezdomnymi, którzy śpią w strefach dla turystów, a także nieprawidłowo zaparkowanymi samochodami. Reforma nie dotyczy wysoko postawionych funkcjonariuszy. Właśnie oni, zdaniem Marat, przyzwyczajeni są do stosowania nadmiernej siły do tłumienia pokojowych demonstracji i kierowania grupami przestępczymi. Plany tworzenia nowych jednostek specjalnych na wzór SWAT przy wsparciu  Drug Enforcement Administration (DEA), amerykańskie straży granicznej i Biura ds. Narkotyków i Międzynarodowego Egzekwowania Prawa również budzą wątpliwości. Nowe jednostki specjalne miały zastąpić Berkut, który wsławił się brutalnym tłumieniem protestów na Majdanie. Działacze obawiają się, że przyjęcie amerykańskiego modelu zmilitaryzowanej policji umożliwi w przyszłości ukraińskim przywódcom korzystanie z brutalnych metod podczas antyrządowych demonstracji – pisze Marat.

Hrywna cieniutko

Hrywna już drugi rok z rzędu znalazła się w rankingu najgorszych walut na świecie, który sporządza agencja Bloomberg. Liderem dewaluacji w 2015 roku został manat azerski, waluta Azerbejdżanu. Agencja Bloomberg sporządziła ranking walut, które najbardziej straciły na wartości w 2015 roku. Ukraińską hrywnę, która zajęła pierwsze miejsce w ubiegłorocznym rankingu, w tym roku wyprzedziło pięć innych walut. Pierwsze miejsce zajął manat azerski, który stracił na wartości prawie o 50%. W nienajlepszej kondycji są również kazachski tenge, kwacha zambijska, rubel białoruski i peso argentyńskie. Niektóre instrumenty inwestycyjne Ukrainy również nie wypadły najlepiej. Najgorzej – indeks ukraińskiej giełdy, który spadł o 56%. Tymczasem wysoki wzrost odnotowały nowe euroobligacje Ukrainy. 

 Uchodźcy wolą Rosję

Ponad 400 tys. obywateli Ukrainy spośród tych, którzy zostali zmuszeni do opuszczenia kraju z powodu działań zbrojnych w Donbasie, chce stać się częścią rosyjskiego społeczeństwa – informuje Federalna Służba Migracyjna Rosji. Według danych ONZ, ofiarami konfliktu na Ukrainie padło już  ponad 6,8 tys. osób. W związku z tym zwiększył się napływ ukraińskich uchodźców do Rosji. W pewnym momencie było ich tak dużo, że należało wprowadzić zmiany w rosyjskim prawie migracyjnym. Według resortu, istotnie wzrosło zainteresowanie państwowym programem wspomagania dobrowolnego przesiedlenia rodaków zza granicy, co świadczy o tym, że Ukraińscy nie tylko chcą opuścić strefę konfliktu, ale i na stałe przenieść się do Rosji. Obecnie w Rosji przebywa około 2,6 mln obywateli Ukrainy, w tym około 1,1 mln uciekinierów z południowego wschodu kraju. Wobec kiepskiej sytuacji demograficznej w Rosji tacy imigranci są mile widziani: mówią po rosyjsku i najczęściej czują się etnicznymi Rosjanami.

 Zdejmą sankcje z Janukowycza?

Istnieje możliwość, że urzędnicy z gabinetu byłego prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowycza otrzymają dostęp do swoich aktywów na Zachodzie – pisze „Wall Street Journal”. Unia Europejska może znieść sankcje wobec byłego prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowycza i urzędników z jego gabinetu już wiosną 2016 roku, bo Kijów do tej pory nie wysunął przeciwko nim oficjalnych oskarżeń kryminalnych – informuje „Wall Street Journal”, powołując się na anonimowego zachodniego urzędnika. Według rozmówcy gazety, „w ciągu roku otrzymają oni dostęp do swoich aktywów na Zachodzie”. Po tym, jak ograniczenia zostaną zniesione, nikt z europejskich polityków „nie poprzez sankcji”. Majątek 18 byłych ukraińskich urzędników był zamrożony przez UE w 2014 roku. Inicjatorem była Prokuratura Generalna Ukrainy, która podejrzewa ich o przywłaszczenie mienia państwowego.

 Ukraina: embargo na import z Rosji

Trwa szaleństwo „ekonomii politycznej” na Ukrainie, która wprowadziła embargo na niektóre rosyjskie produkty. Podniosła również cła na towary sprowadzane z tego kraju. Ukraina wprowadziła ograniczenia w odpowiedzi na zawieszenie przez Rosję  funkcjonowania umowy o strefie wolnego handlu w ramach WNP i zablokowanie importu części ukraińskich produktów.  Moskwa od 1 stycznia w celu ochrony swojego rynku wprowadziła dla Ukrainy cła i embargo na produkty spożywcze analogiczne do obowiązującego w stosunku do państw, które poparły sankcje wobec Rosji. Ograniczenia są związane z przystąpieniem Ukrainy do strefy wolnego handlu z Unią Europejską. Zgodnie z postanowieniem Rady Ministrów Ukrainy, ukraińskie sankcje wchodzą w życie dzień po sankcjach ze strony Rosji. Ukraina przestanie sprowadzać z Rosji m.in. wódkę, słodycze, mięso, ryby, piwo, mleko, serki topione, żywność d

Licznik odwiedzin
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło