replica watches for sale: fake hublot watches and replica cartier.
Klub Dyskusyjny Myśli Politycznej W Ursusie - Artykuł 77
O nas


Czym jest klub

-Regulamin

-Skład zarządu

-Założyciele Klubu

-Historia Klubu

-Kontakt
   
Działalność

-Cele Klubu

-Artykuły

-Archiwum - spotkania

-Archiwum inne rzeczy
Artykuł 77

Rec. Pracy Piotra Zychowicza “Opcja niemiecka”

To kolejna z cyklu książek Zychowicza mieszcząca się w zbiorze publikacji prezentujących historię alternatywną lub jak nazywają to niektórzy “rewidujących” w sposób publicystyczny “heroiczne i głupie” (wg. Autora) zarazem postawy Polaków wobec otaczającego ich świata i wydarzeń decydujących o ich (naszej) przyszłości. W kilkudziesięciu szkicach zamieszczonych w “Opcji...” Zychowicz przedstawia ludzi i zdarzenia, które jego zdaniem mogły (gdyby wcielono je w życie, a wcześniej słuchano przewidywań analityków, pisarzy i polityków) zmienić los Polski okupowanej przez Niemców i zapobiec rozprzestrzenianiu się sowieckiej zarazy na zachód Europy. Tą drogą i receptą była niemiecko – polska współpraca skierowana przeciwko rosyjsko / bolszewickiemu niebezpieczeństwu – współpraca dodajmy możliwa, czy może niemożliwa – no właśnie to główny problem Autora nie może się on bowiem zdecydować czy Polacy nie współpracowali z Niemcami bo byli za głupi i zbyt honorowi nie rozumiejąc przy tym zagrożeń nadciągających ze wschodu wraz z oddziałami “Krasnoj Armii” i korzyści jakie można było wyciągnąć ze współpracy z niemieckim okupantem, czy też może Niemcy nie do końca chcieli tego współdziałania widząc w Polakach tylko i wyłącznie wroga i dużo gorszą od siebie etniczną grupę niewolników stojącą zaraz po Żydach w kolejce „do rozwałki”  !? Jak napisałem wyżej Autor nie może się zdecydować jak było “w rzeczywistości” z jednej strony miota gromy na Rząd RP na wychodźctwie za to, że bezmyślnie we współpracy z zachodnimi aliantami pchał Polskę i Polaków w objęcia Stalina, oskarża dowództwo AK o bzdurne decyzje (takie jak “Operacja Ostra Brama” i szerzej “Burza”) skutkujące morzem wylanej polskiej krwi i dekonspiracją struktur podziemia przed Rosjanami, z drugiej zaś strony pokazując elementy współpracy polskiego podziemia z Niemcami sam zauważa, że ci ostatni prowadzili wobec okupowanej polski politykę, która de facto nie była przemyślaną “polityką polską” lecz błądzeniem, które określa mianem “Zick Zack Kurs”. Warto w tym miejscu przytoczyć dwa fragment z tekstu pracy pokazujące to, że Autor widzi i rozumie niemieckie wygibasy w kwestii polskiej – zmiana polityki wobec Polski rozpoczyna się wg. Zychowicza w drugiej połowie roku 1944, a właściwie pod jego koniec  “[...] Czyli to co okazało się niemożliwe w 1940 roku, gdy upadła Francja, w 1941 roku, gdy wybuchła wojna niemiecko – sowiecka i w roku 1943, gdy odkryto groby w Katyniu stało się możliwe pod koniec 1944 roku, gdy Warszawa rzuciła się do walki z okupantem. Był to więc moment najmniej odpowiedni” (s. 343) wynika z tego ni mniej ni więcej to, że wcześniej poważna reorientacja niemieckiego postępowania wobec okupowanej Polski i jej mieszkańców nie była możliwa – można więc zapytać złośliwie skąd wzmiankowane wyżej pretensje do polskich władz wychodźczych z kim miały rozmawiać i wchodzić w układy i alianse skoro najważniejszy czynnik decyzyjny w strukturach władzy III Rzeszy czyli Hitler ział nienawiścią do “słowiańskich podludzi”, a tę nienawiść przekładał na eksterminację i prześladowanie Polaków !? I drugi fragment  “[...] Trudno jednak uwierzyć w szczere intencje Niemców. Próba stworzenia Polnische Wehrmacht została podjęta w 1944 roku nie dla tego, że Niemcy nagle zapałali miłością do Polaków, ale dla tego, że znaleźli się w rozpaczliwej sytuacji. [...]” (s. 359) , skoro zależność między położeniem na frontach, a stosunkiem Niemców do Polaków widzi dziś Autor czy trudno się domyślić, że widziały ją wówczas czynniki decydujące o polskiej polityce i kształcie życia społecznego okupowanego kraju, a tym samym nie jest trudno znaleźć odpowiedź na pytanie dla czego (pomijając wspominany wyżej niemiecki terror w GG i kwestie możliwych oskarżeń o kolaborację ze zbrodniczą III Rzeszą, które mogły służyć później Rosjanom w walce propagandowej z Polską) nie chciano wchodzić w bliższe związki z Niemcami !? “Polski Londyn” i polskie podziemie znalazły się w sytuacji “musowej”, z której nie było dobrego wyjścia i ile by ich (ostatecznie) nie było każde z nich pociągało za sobą koszmarne konsekwencje - tego Zychowicz nie chce dostrzec bo wie lepiej. To swoisty paradoks bo cytatów jak dwa powyższe podkreślających z jednej strony niechęć niemieckich czynników decyzyjnych do współpracy z Polakami, a z drugiej przymusowe położenie władz polskich  znajdziemy w Jego pracy dużo więcej, a przytaczane przez niego przykłady współpracy (w rzeczywistości lokalnej) polsko – niemieckiej skierowanej przeciwko wschodniej satrapii  zdają się tylko potwierdzać powyższe uwagi. Równocześnie nie bacząc na powyższe Autor w swej polemice zastawia na swoich polemistów zasadzkę heurystyczną zestawia kilka (kilkanaście) tysięcy osób uratowanych przez “kolaborantów” z niemieckich rąk (a także i z rosyjskich) z setkami tysięcy ofiar polskiego heroizmu, których (jak twierdzi) nie byłoby, gdyby nie wspomniana “polska głupota”, której emanacją było Powstanie Warszawskie. „Zasadzka” Zychowicza jest jednak z założenia nieuczciwa intelektualnie. Któż bowiem powie, że nie warto ratować „choćby jednego życia”, równocześnie i przy okazji, niejako, poświęcając setki, tysiące innych. Otóż pozwolę sobie stwierdzić, że wspomniana ułomność polega na tym, że sowieckie i niemieckie mordy na Polakach miałyby miejsce (bo miały miejsce) tak czy owak i pozostaje tylko pytanie (zda się paradoksalne) czy nie byłyby większe, gdyby nie na przykład Powstanie – takie pytanie jest w pełni uzasadnione jeśli przyjmiemy optykę i logikę wywodu Autora budującego swoje tezy na bazie tego czego nie było (n.p. porozumienia polsko – niemieckiego). Stawiamy je więc budując podobnie do Zychowicza fundament, który nie zaistniał i nie zaistnieje. Powstanie zresztą (idąc dalej tropem „alternatyw” historycznych) i tak by wybuchło, wywołane przez komunistów udających patriotów polskich – taka była wtedy w Warszawie atmosfera „wrzącego kotła”, który po prostu musiał eksplodować i to jest jeden z elementów dramatu, których Autor nie dostrzega (lub nie chce dostrzec) w swoich rozważaniach – powtórzmy to raz jeszcze - bo wie lepiej. Nie pyta też (nawet nie próbuje zadać takiego pytania) jak na przykład ze wschodu Polski ewakuowano (czy może ratowano by przed Rosjanami), nieujawnionych żołnierzy podziemia, gdyby przyjąć, że współpraca z Sowietami nie weszłaby nawet w stadium teoretyczne, czy obyłoby się bez ofiar i rosyjskiej zdrady - śmiem wątpić - o tym w pracy nie ma ani słowa. Zasadniczo Autor nie wspomina też o tysiącach ludzi uratowanych z sowieckiego piekła przez Sikorskiego (jeśli to kogokolwiek interesuje to nie znoszę tego polityka – będę się trzymał poetyki, w której jest pisana omawiana książka) zawierającego układ z Majskim, a przecież to też był pragmatyzm tak bliski Zychowiczowi i przy uwzględnieniu wszystkich przesłanek można powiedzieć, że niewiele różny od tego, którzy prezentowali tak hołubieni przez Zychowicza „kolaboranci”. Gdyby chcieć być złośliwie przewrotnym można powiedzieć (napisać), że szczytową emanacją tego „pragmatyzmu” a rebours i przy uwzględnieniu wszelkich różnic była współpraca polskich komunistów z ZSSR i to zupełnie niezależnie od tego jak ich w swojej pracy określa Autor. Oprócz wskazanej wyżej luki logicznej i wynikającej z niej szamotaniny narracyjnej i logicznej Zychowicza „[…] Dla tego właśnie >>opcja niemiecka była korzystniejsza dla sprawy polskiej niż >>opcja aliancka<<. Ponieważ z powodu oporu Hitlera, Himmlera i innych […] zbrodniarzy ugoda Polski z III Rzeszą okazała się jednak niemożliwa, […] Dlatego należało przyjąć ofertę tajnego zawieszenia broni, którą składali nam pragmatyczni Niemcy. […]” (s.428)  wyraźną słabością książki jest też pewnego rodzaju arogancja Autora, który wie „najlepiej” i wystawia arbitralne oceny poważnym badaczom stawiając równocześnie samego siebie w rzędzie „wielkich niezrozumianych, atakowanych i opluwanych”  (s. 81) razem z Mackiewiczem (s. 178), Studnickim (s. 74/75), Skiwskim, Burdeckim i innymi rzeczywiście wielkimi postaciami dramatu. Postawa „ja mam rację a wszyscy inni to stado nierozumiejących wielkości idei współpracy polsko – niemieckiej baranów” nie służy nawet w publicystyce, a co dopiero w ważnej publicystyce historycznej o takiej wadze jaką chce uprawiać Autor. Pędzi więc tak Zychowicz ze swoimi tezami przez historię wojny stosując i krzywdzące i po prostu niemądre uogólnienia „[…] Przez czterdzieści pięć lat komunistycznej tresury, a potem ćwierć wieku patriotycznie poprawnej propagandy wbito nam bowiem do głowy, że kolaboracja z Sowietami była przejawem patriotyzmu, a kolaboracja z Niemcami – zaprzaństwa. Że Władysław Sikorski, podpisując pakt ze Stalinem, był dalekowzrocznym mężem stanu, a opowiadający się za podpisaniem takiego samego paktu z Niemcami Adam Ronikier był brunatną świnią. […]” (s.430). Chciałoby się Autora przy okazji powyższego zapytać komu „wbijano do głowy” – odpowiem za siebie mając te doświadczenia jakie mam, że nic mi nie wbijano, a jeśli usiłowano to robić to skutki były bardzo mizerne, by nie rzec żadne wystarczyło myśleć a tego nawet w PRY/lu nikt nie zakazywał – do kogo więc „ta mowa” zapytam jako warszawiak od co najmniej pięciu pokoleń !? Drogi Autorze Pan tego wszystkiego nie musi wiedzieć korzysta Pan bowiem z przywileju „późniejszego urodzenia” wystarczy jednak tylko pomyśleć, zapytać starszych i powiedzieć sobie „[…] Dość już tych niedorzeczności.[…]” (s. 430) – tego życzę, będzie to z korzyścią dla Pana i czytelnika Pana książek. Na kilkuset, z górą, kartach „Obłędu” poczyniłem około 220 uwag dotyczących stylu, logiki (uciążliwe powtórzenia oraz wykluczające się logicznie oceny poszczególnych osób dramatu – n.p. Hans Frank s. 158/159/169/ 323/410) i (może nieistotnych ale zawsze) błędów typu „Zellenbaum” (s. 200), „niemieckie pestki” (s. 286), „[…] specjalna komórka >>Kurt Eggers<<[…]” (s.303), „orzeł ze swastyką widniejący na otoku czapki” (.307), „otok hełmu” i „karabiny maszynowe Bergmann” (s.357), „[…] boczne drzwi […]” samolotu Heinkel 111 (s.397). Dobrze byłoby też gdyby Autor nie popadał w „publicystyczny entuzjazm” pisząc w rozdziale „Polacy w białoruskich mundurach”, że „[…] nie można wykluczyć, że na ulicach stolicy Polacy strzelali do Polaków […]” (s. 232) w moim rozumieniu było to akurat w „konfiguracji”, o której pisze Zychowicz (przeczący zresztą stronę dalej swoim przypuszczeniom) wykluczone. Warto też głębiej przypatrzeć się niemieckiej propagandzie w odniesieniu do Powstania Warszawskiego myślę, że wnioski byłyby istotnie różne od tych, które Autor artykułuje na stronie 348 swej pracy. Myślę też, że nie jest prawdziwy przedstawiany w „Obłędzie” obraz „rycerskiego” Wehrmachtu - dziwnie przypomina to niemiecką narrację. Chciałbym w tym miejscu przypomnieć (Zychowicz ma w tej kwestii istotne zaniki historycznej pamięci bo o brak wiedzy Go nie posądzam)  tylko, że żołnierze tej formacji złamali we wrześniu 1939 roku absolutnie każde z 10 „przykazań niemieckiego żołnierza” a liczba ofiar ich „humanitarnego” uprawiania wojny i administrowania (do 25 października 1939) okupowanymi polskimi terytoriami to około 17/18 tysięcy wymordowanych cywilów i poddających się żołnierzy (porównywalna z ofiarami Rosjan w tym samym czasie). Przy omawianiu kwestii „katyńskich” Autor stroni od istotnego przypomnienia antysemickiego nurtu niemieckiej propagandy w tej kwestii (nie pasuje to do ogólnej linii pracy i wcześniejszych jego publikacji !? I nawet nie pyta co stałoby się z Żydami zgromadzonym przez Niemców na ziemiach okupowanej Polski, gdyby doszło do współpracy polsko – niemieckiej), a jak wiemy polskie podziemie doskonale odczytywało intencje ProMi w Berlinie odnośnie tej kwestii. Wydaje się, że  podobnie nie dostrzega (lub dostrzega w niewystarczającym stopniu) Zychowicz antysemickiego wymiaru niemieckiej propagandy wizualnej, gdy prezentuje czytelnikowi ciekawy zbiór niemieckich plakatów – z wielu z ich wyziera wykrzywiona szatańsko twarz „Żyda” i bolszewika stanowiącego emanację zła wszelkiego – komentarz dotyczący tej kwestii pojawia się mimo to tylko w jednym miejscu i ta akurat tam gdzie plakat jest szczegółowo opisany. Wątek „żydowski” umyka też (s. 245) tam gdzie Autor pisze o wymordowaniu mieszkańców wsi Koniuchy i staje się wątkiem „bolszewickim” – dla czego – tego mogę się tylko domyślać !? Prymas Hlond to dla Zychowicza niezbyt „[…] udany, bo w 1939 roku dał drapaka z kraju, zostawiając swe owieczki na łaskę okupantów.[…]”  - w ogóle Kościół Katolicki jest dla Autora pracy zasadniczo marginesem kwestii okupowanej Polski, a myślę, że w okupacyjnej postawie księży i Kościoła właśnie znalazłoby się wiele elementów podważających tezy Zychowicza – mimo, że Kościół jak mało kto wołał o ochronę substancji narodowej. Tego typu niedopowiedzeń i błędów jest w omawianej pracy więcej. Mam zresztą wobec „Opcji” i poprzednich książek Zychowicza jeszcze jedno bardzo poważne zastrzeżenie – nie nazwę go jednak w tym tekście - postaram się natomiast opisać je szczegółowo w przygotowywanych recenzji i tekście poświęconym niemieckiej propagandzie wobec Powstania Warszawskiego do jednego z naukowych periodyków.  I może jeszcze na koniec cytat dotyczący twórczości Zychowicza z tekstu Macieja Świrskiego zamieszczonego w elektronicznych witrynach Salonie 24 i W Polityce (Zychowicz czyli hitleryzm niedoceniony) „[…] Teorie Zychowicza są ahistoryczne, bo jest to opisywanie historii z wykorzystaniem spojrzenia ex post, z którego punktu widzenia bohaterowie historyczni mieć nie mogli, bo nie mieli cudownych właściwości jasnowidzenia przyszłości. Jest to transponowanie współczesnego spojrzenia, z naszą dzisiejszą wiedzą o okolicznościach w których działali ówcześni ludzie w opisywanych czasach.[…]”.

 

dr Piotr Łysakowski

 

 

Licznik odwiedzin
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło