replica watches for sale: fake hublot watches and replica cartier.
Klub Dyskusyjny Myśli Politycznej W Ursusie - Artykuł 75
O nas


Czym jest klub

-Regulamin

-Skład zarządu

-Założyciele Klubu

-Historia Klubu

-Kontakt
   
Działalność

-Cele Klubu

-Artykuły

-Archiwum - spotkania

-Archiwum inne rzeczy
Artykuł 75

JPII

Jest 16 października 1978 roku popołudnie  – wróciliśmy właśnie z ćwiczeń w polu – myjemy się (co rzadkie bo woda reglamentowana) i będziemy szli na kolację – miejsce akcji - Wrocław WSOWZ ZMECH 1 pluton III kompanii SOR. Między 18 a 19 nagle (ni z tego ni z owego) zza okien dochodzi dźwięk dzwonów bijących (jak się wtedy zdawało wszędzie w mieście) – „umarł kto !?” pyta się jeden z kolegów – odpowiedzi brak. Idziemy, absolutnie nic nie przeczuwając do stołówki. Kolacja podana, „menu” standardowe: herbatka z bromem, chlebek (nie pierwszej świeżości – jak zwykle zresztą), jakaś kiełbasa no i tradycyjnie „pierniki Jaruzelskiego” czyli suchary ogólnowojskowe, na których połamałem sobie zęby. Rzekłbym nic szczególnego. W trakcie jedzenia tych specyjałów wchodzi kolega, który był tak zwanym „uchem” lub po prostu „kapustą” – zastępca dowódcy kompanii do spraw politycznych – tak się złożyło, że był to mój znajmy z roku ze studiów na UW, porządny gość. Stanął na środku i z niemądrą miną zaczął: „muszę was poinformować, że właśnie Wojtyła został Papieżem”. Cisza, cisza przez kilka, kilkanaście sekund. Ilu nas tam akurat siedziało (było pewno ze 100 facetów) wszyscy zamilkli. Jak napisałem nie wiem ile ta cisza trwała. W pewnym momencie, ktoś coś wrzasnął – zaczęliśmy walić w stoły rzucać „zastawą”, krzyczeć jak opętani. Było i „niech żyje”, było o tym co w co „czerwonym”, było „sto lat”. Kompletny chaos, gonitwa myśli. Nie było to do opanowania w jakimkolwiek stopniu. Świat nagle przyspieszył, z tego co pamiętam, to to , że ścisnęło mi gardło i łzy zaczęły mi płynąć z oczu (mam to zresztą do dzisiaj, gdy przypominam sobie tamten czas i chwilę), nie byłem zresztą w tym wzruszeniu sam. Potem już po kolacji niesieni entuzjazmem pognaliśmy (jak nigdy) na obowiązkowy „dziennik telewizyjny” obejrzeć to co niemożliwe, a się stało. Zdawało się nam , że jednym „habemus Papam” wypowiedzianym w Rzymie zostaliśmy nagle i zupełnie niespodziewanie wyzwoleni z opresji i ciężaru prl/owskiego życia (każdy, kto przeżywał wtedy to co się wokół niego działo w sposób świadomy będzie wiedział o czym piszę). Wrażenie i uczucie zupełnie nie do opisania – zda się nie powtórzyło się później w tym wymiarze ani razu.  Potem przez jakieś dwa trzy tygodnie było inaczej, nie dawali sobie rady, a myśmy im tego nie ułatwiali. Nadchodził koniec szkolenia i czas „praktyk” – „wylądowałem w Warszawie (prawdę mówiąc do dziś nie bardzo wiem jak to się stało) w NJW MSW jako dowódca plutonu. Na wczesne miesiące roku 1979 zapowiadano wizytę nowowybranego Ojca Świętego w Polsce. Oprócz innych struktur miało ja zabezpieczać wojsko – tuż przed wizytą zrobiono nam (praktykantom – podchorążym oraz kadrze zawodowej) szkolenie. Prowadzili je oficerowie, którzy powrócili z zagranicznych placówek dyplomatycznych i musieli w jakiś sposób mieć do czynienia z Janem Pawłem II podczas jego podróży. Jeden szczególnie bredził o zachowaniach Ojca Świętego co wywoływało złośliwe komentarze jego kolegów zawodowych wojskowych – musiało go to nieźle wkurzyć bo znalazł sobie parę ofiar, które zaczął odpytywać ze swojego „wykładu” jedną z nich byłem ja – nie jest tu istotne co się działo później – ważne było tylko to , że okazało się iż nie jestem godny miana przyszłego oficera LWP i nie nadaję się na wychowawcę socjalistycznej młodzieży. Dodam tylko, że po zamordowaniu Księdza Jerzego Popiełuszki widywałem tego oficera (paru innych też) po cywilnemu w kościołach , w których odprawiano msze ofiarne za zabitego kapłana (był niewątpliwie wyposażony w sprzęt nagrywający), a po 1989 roku maszerującego w stronę (istniejących jeszcze wówczas koszar na Podchorążych) – był „pełnym” pułkownikiem – ale to tylko dygresja pokazująca wielkoduszność III RP wobec etatowych sbeków. Wróćmy jednak do roku 1979 – otóż przywieziono nas do Warszawy (z poligonu w Raduczu) zakwaterowano we wspomnianych koszarach na Podchorążych, zorganizowano kolejną nasiadówkę podczas, której zakazano wystawiania w oknach świętych  (i wogóle jakichkolwiek symboli mających związek z wizytą JPII) obrazków, uczestnictwa w uroczystościach związanych z wizytą i na samym końcu poinformowano o tym, że wojsko otrzyma milicyjne mundury, w których będzie występować podczas zabezpieczania pielgrzymki. „Lekko zirytowany” podałem tę informację swoim elewom sugerując, że przyszli do wojska może niekoniecznie z własnej woli ale na pewno nie szli do MO. Skończyło się to tym, że w efekcie mocnego oporu chłopaków z poboru zrezygnowano z tej durnej przebieranki i żołnierze stali na ulicach w swoich mundurach. Samej wizyty nie będę opisywał wszyscy wiedza jak wyglądała i jak się skończyła mimo usilnych działań władzy, by Polaków zniechęcić do uczestniczenia w niej. „Zstąpił duch i odnowił…” – „odnowił” na tyle, że władza nie potrafiąca poradzić sobie z rosnącą podmiotowością społeczeństwa Polski postanowiła tę podmiotowość rozwalić. „Normalizacja” po stanie wojennym wprowadzonym przez Jaruzelskiego i przedstawianym dziś jako „mniejsze zło” nie przebiegała tak jak sobie to wyobrażano. Korzystając z dążenia Ojca Świętego do ulżenia doli znajdujących się pod komunistyczną opresją rodaków postanowiono zgodzić się na kolejną Jego pielgrzymkę do Polski, która miała się odbyć w czerwcu 1983 roku. Wspominam o niej bo wiążą się z nią trzy zdarzenia, o których trzeba przypomnieć i podzielić się wspomnieniem o tychże zdarzeniach z czytelnikiem - nosiły one bowiem ślad mistycyzmu tak wyraźny w wydarzeniach z pierwszego dnia pontyfikatu Karola Wojtyły, które opisałem na początku tekstu. Pierwsze z tych zdarzeń to wizyta Ojca Świętego w Belwederze u Jaruzelskiego. Oglądałem to wydarzenie w telewizji i pamiętam trzęsącego się dygoczącego jak osika szefa WRON w trakcie spotkania z Janem Pawłem II. „Dziwnym” trafem żadne z mediów teraz (jak i wcześniej) budujące legendę bohaterskiego obrońcy Ojczyzny, wybierającego „mniejsze zło” i równocześnie błagającego ZSRR o pomoc w interwencji wewnętrznej w Polsce, a potem każącego mordować księży i swoich współrodaków nie pokazuje tych scen. W sposób wyraźny Jaruzelski przyznawał się (jak to się teraz mówi) „mową ciała” do słabości, nieuczciwości zbrodni wobec Polski, świętość, którą nosił w sobie Papież wymusiła na komuniście to swoiste wyznanie. Nic dziwnego, że apologeci Wolskiego nie chcą tego pokazać – z ich narracji nie pozostałoby wtedy nic – a nie wszyscy tę scenę pamiętają. Przypominam ją zatem Potem była msza papieska na niestniejącym już dzisiaj Stadionie X lecia. Pamiętam wjazd Ojca Świętego na pełen ludzi stadion. Z tunelu, którym normalnie podczas Wyścigu Pokoju wjeżdżali kolarze najpierw pojawiły się pojazdy telewizyjne, ochrony w końcu Czajka, w niej Jan Paweł II. Pamiętam to jak dziś, samochód jechał w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara. Początkowo był tylko szmer, szum – w momencie kiedy auto znalazło się na bieżni na wysokości trybun po prawej stronie od wjazdu ludzie automatycznie wstawali wyglądało to jak to co dziś obserwujemy na stadionach sportowych , a nazywane jest „meksykańską falą”. Różnica była tylko taka, że wraz z tymi wstającymi ludźmi i skandowanymi okrzykami „niech żyje Papież” pojawiła się w niecce stadionu jakaś nieprawdopodobna siła, której nie sposób opisać. Pojawiła się i pozostała do końca mszy. Wracaliśmy do domu w „innym” stanie ducha. Tej iluminacji w sposób oczywisty nie doświadczyły władze, które urządziły pod wyłączonym z ruchu kołowego Mostem Poniatowskiego (gdy część uczestników mszy zeszła z mostu na Powiśle skandując „Solidarność, i „nie ma wolności bez Solidarności”) ostre pałowanie nieposłusznych. W sposób wyraźny z wcześniejszego dygotu Jaruzelskiego pozostały już tylko paroksyzmy wściekłości i nienawiści do pragnących swobody Polaków. Podczas tej pielgrzymki „spotkałem” Ojca Świętego raz jeszcze, krótko chciałbym to przypomnieć, bo było to kolejne zupełnie mistyczne „spotkanie”. Należy tu przypomnieć, że każdemu przejazdowi Papieża (w tym czasie w Warszawie i w innych miastach Polski) towarzyszyły tłumy ludzi. Trzeba było zjawiać się z dużym wyprzedzeniem, by zobaczyć tę gigantyczną postać. Wiedząc, że Jan Paweł II będzie wracał z Placu Zwycięstwa zająłem sobie miejsce niedaleko rogu Królewskiej i Krakowskiego Przedmieścia. Ludzi było sporo, a miało to i ten pozytywny skutek, że nadjeżdżający papieski pojazd sygnalizowany był narastającym szumem i wzmagającym się gwarem i okrzykami przybyłych. Tak było i tym razem – miało mi to pomóc zrobić dobre zdjęcie – musiałem przygotować starawy aparat (rosyjski Zenit), który miał tę niewątpliwą wadę, że w istotnych momentach (jak to zwykle z przodującą techniką radziecką bywało) odmawiał współpracy. Tak więc przygotowałem się do „strzału” i czatowałem na sygnalizowany przez tłum przejazd „Papamobile”. Jechał wolno na tyle, że mogłem spokojnie zrobić zdjęcia. Problem pojawił się w momencie, gdy auto znalazło się na mojej wysokość (to było 2 do 3 metrów) – biła z niego tak nieprawdopodobna siła, że o mały włos nie zleciałem z miejsca, w którym stałem. Było to coś zupełnie niebywałego i tak jak zdarzenia na stadionie oraz te w roku 1979 nie doświadczyłem czegoś takiego już nigdy potem w jakiejkolwiek sytuacji. Po kilkunastu sekundach doszedłem do siebie nie wiedząc czy w rzeczywistości zrobiłem zdjęcie czy też nie. Samochód z rozmodlonym Janem Pawłem II jechał dalej spokojnie w kierunku Kościoła Wizytek i pomnika Ks Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Oszołomiony zrobiłem kolejne zdjęcie. Później okazało się, że pstryknąłem także i to wcześniejsze, a obok papieskiego auta (to już ciekawostka) szli przyszły szef BOR i osobisty ochroniarz Lecha Wałęsy, ale jak napisałem to tylko nic nie znacząca ciekawostka wobec tego z czym miałem okazję się „spotkać”. Przypomina sobie te i inne zdarzenia z naszego społecznego życia i zastanawiam się nad tym jak daleko jesteśmy od tamtych czasów , daleko we wszystkich możliwych wymiarach.

 

Piotr Łysakowski 

Licznik odwiedzin
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło