replica watches for sale: fake hublot watches and replica cartier.
Klub Dyskusyjny Myśli Politycznej W Ursusie - Artykuł 66
O nas


Czym jest klub

-Regulamin

-Skład zarządu

-Założyciele Klubu

-Historia Klubu

-Kontakt
   
Działalność

-Cele Klubu

-Artykuły

-Archiwum - spotkania

-Archiwum inne rzeczy
Artykuł 66

 

 

Niemcy o Powstaniu Warszawskim

 

 

Pierwszego sierpnia wybuchło w Warszawie Powstanie wywołane przez tak znienawidzone przez Niemców „demony polskiego patriotyzmu”. Jego historyczna ocena jest przedmiotem ciągłych polemik i różnic poglądów. Nie zajęto się jednak do tej pory i nie przeprowadzono pełnej analizy stosunku niemieckiej propagandy do kwestii Powstania. Najbliżej tego celu znalazł się Eugeniusz C. Król w wydanej ostatnio książce poświęconej hitlerowskiej propagandzie wobec Polski w latach 1933 – 1945 .Niniejszy tekst będzie też zaledwie próba przybliżenia czytelnikowi kierunków myślenia Niemców w ważnej dla nas Polaków kwestii. Chcąc ją odczytać zajrzałem do takich niemieckich gazet, których relacje dotyczące Powstania chciałbym tu przytoczyć zainteresowanemu czytelnikowi. Nim jednak przejdziemy do tego chciałbym zauważyć, że bez obawy popełnienia większego błędu można stwierdzić, że wysocy urzędnicy aparatu państwowego „III Rzeszy” zdawali sobie sprawę z nadchodzącego wybuchu. Niezależnie od celów jakie zakładało dowództwo podziemia Powstanie zostało ono powitane przez Niemców jak zrządzenie losu. Otrzymali bowiem możliwość rozprawienia się z niepokornym i wiecznie frondującym miastem, sercem polskiego ruchu oporu. Z drugiej strony był to dla Niemców spora komplikacja, planowali bowiem stworzenie z Warszawy, wobec zbliżającej się sowieckiej ofensywy, miejsca oporu na wzór Stalingradu. Ważne jest tu także i to, że w ostatnich dniach lipca 1944 roku Niemcy skutecznie opanowali panikę i rozprężenie aparatu biurokratycznego wynikające z szybkiego marszu Sowietów na zachód i zajmowaniu przez nich kolejnych miejscowości przy drogach w kierunku do Warszawy , a do Stolicy Polski wróciły ewakuowane z niej poprzednio silne oddziały formacji SS i policji.  27 lipca ogłoszono też przez megafony polecenie stawienia się dzień później stu tysięcy Warszawiaków w wieku od 17 do 65 lat do robót przy budowaniu umocnień nad Wisłą. W niedzielę 30 lipca na przedpolach Pragi (Okuniew, Radzymin, Wołomin) pojawiły się ,  sowieckie czołówki pancerne. Wszystko to wyglądało, z niemieckiego punktu widzenia, mimo wspomnianego wyżej ogarnięcia paniki we własnych szeregach, źle.

Niemcy nie zakładali jednak dramatycznie wrogiej wobec Polski i Warszawy, postawy ZSRR i jego wodza Stalina, którego plany polityczne w żadnej mierze nie zakładały jakiegokolwiek wsparcia dla polskich aspiracji niepodległościowych, a tak przecież należało rozumieć Powstanie Warszawskie. Tak więc na opisywane przez niemiecką prasę zdarzenia z sierpnia, września i października 1944 roku trzeba patrzeć także i z tej perspektywy, z perspektywy sowieckiej gry. Dnia pierwszego sierpnia jako, że Powstanie wybuchło po południu nie mogły znaleźć się w niemieckich gazetach jakiekolwiek wzmianki na ten temat. Nie znaleźlibyśmy jednak w żadnym z tytułów jakichkolwiek śladów, narastającego w Stolicy okupowanej Polski napięcia, gorączki przedpowstaniowej. A według naocznego świadka wyglądały one tak: „ […] Ulica Sienna, na której mieszkałem, była spokojna i cicha […] jednak uderzył mnie niezwykły widok. Przed niektórymi domami zajętymi przez Niemców stały sterty skrzyń i mebli, wokół których gromadziły się grupy ludzi milczące i przyglądające się drwiąco. Niemieccy żołnierze […] zdawali się nic nie widzieć. […] Na Placu Żelaznej Bramy kobiety […]. Pokazując żołnierzy obrzucały ich – śmiejąc się – obelgami, których oni zdawali się nie słyszeć.[...] Robili wrażenie nieobecnych, typowy wygląd pobitych żołnierzy, którzy stracili zaufanie zarówno we własne siły, jak i do sowich dowódców. […] armia niemiecka, która nagle zamieniła się w nieszczęsne stado maruderów […]”. Nie wzmiankowano też , co zrozumiałe wobec powyższego, o działaniach sowieckich i polskich komunistów z drugiej strony Wisły adresowanych do polskiego podziemia,

a mających wzmagać stan wrzenia, już wtedy gdy decyzja o zatrzymaniu frontu była niewątpliwa. W czasie w Moskwie zjawił 30 lipca 1944 roku Stanisław Mikołajczyk – liczący na to, że Powstanie będzie silnym argumentem w rozmowach ze Stalinem. Ten jednak, jak już wyżej zauważyliśmy miał zupełnie inne od polskich plany odnoszące się do przyszłości naszego kraju. Tę wizytę gazety niemieckie odnotowały z dużą uwagą już 2.08.1944 roku. Charakteryzowano w tych doniesieniach, głównie, głosy prasy zagranicznej towarzyszące tej wizycie odnoszące się do nacisków Sowietów na zmiany wewnątrz: „ […] polskiego komitetu emigracyjnego [...]” jak określano Rząd RP i legalne struktury Państwa Polskiego funkcjonujące w Wielkiej Brytanii. Dodać tu trzeba, że te działania Stalina wobec suwerennego narodu opisywano trafnie. Niemcy, jak widać umieli dobrze zdefiniować i opisać rzeczywistość jaka ich otaczała. Problem polegał na tym, że nie potrafili tych diagnoz w odpowiedni sposób wykorzystać. Generalnie twierdzono, że Mikołajczyk pojechał do Moskwy nie dyskutować tylko słuchać i ewentualnie się podporządkować, jeśli chciałby dalej odgrywać jakąkolwiek rolę na politycznej scenie. Formułowano to niezwykle brutalnie i niestety, jak się, później, okazało, w 100 % słusznie. Nie szczędzono tu gorzkich słów brytyjskiemu sojusznikowi Polski. Biadano także i nad tym, odwołując się do prasy portugalskiej, że Polska w 1939 roku nie poszła razem z Niemcami na Rosję. Było to wyraźne odniesienie do antyrosyjskiego ostrza Powstania, które, niewątpliwie, musiało być Niemcom znane. 4 sierpnia 1944 roku nadal próżno było szukać w którejkolwiek niemieckiej gazecie wzmianki o rozwijającym się dynamicznie w Warszawie Powstaniu. „Der Angriff”na stronie tytułowej pisał o odpartych w „łuku Wisły” sowieckich atakach i wielkich stratach Armii Czerwonej . Kontynuowano wątek wizyty Mikołajczyka w Moskwie wspominając o narastającej zależności naszego kraju od ZSRR. Podkreślano też rolę petenta, o bardzo słabej pozycji, w jakiej występował Mikołajczyk w Moskwie. Wspominano nawet o tym, że podróż tę odbywał na klęczkach. Dnia 6 sierpnia niemiecka prasa koncentrowała się ciężkich walkach pancernych w Normandii dalej nie widząc jakiegokolwiek problemu w Warszawie. Tymczasem w mieście zaczynały się, oprócz szalejących tam ciężkich walk grabieże i mordy na mieszkańcach  miasta. Dnia 4 sierpnia zamordowano około200 cywilnych osób przy ulicy Olesińskiej. Była to jednak dopiero przygrywka do tego co zaczęło się dzień później na Woli. O tych zdarzeniach, których próżno by szukać w niemieckich gazetach. Informowano też w sposób niczym nie zawoalowany o możliwej próbie tworzenia „ […] polskiej republiki rad […] „. Jakiekolwiek wzmianki na temat Powstania nadal się nie pojawiały. Sygnalizowano też postępujące fakty dokonane i Sowietów na wschodnich terenach Rzeczpospolitej. Miało to uzmysławiać Polakom, a może bardziej Niemcom jaka czeka ich przyszłość w przypadku zwycięstwa Sowietów . Jest rzeczą oczywistą, że jeśli starano się zamilczeć Powstanie to tym bardziej nie wspominano na łamach niemieckiej prasy o dramacie ludności cywilnej mordowanej masowo w pierwszych dniach niepodległościowego zrywu przez Niemców i ich sojuszników. Pod koniec pierwszej dekady sierpnia niemieckie gazety nadal (w odniesieniu do spraw polskich) koncentrowały się one na działaniach Sowietów wobec naszego kraju i polskiego podziemia. Informowano o rozbrajaniu polskich oddziałów podziemnych przez Rosjan i zamiarach tych ostatnich wobec Polski, które dawało się streścić w krótkich słowach: „[…] unicestwienie narodu polskiego i zbolszewizowanie państwa polskiego […]” jak donosiła Berliner Boersen Zeitung z 10 sierpnia. Warto, w aspekcie późniejszych zdarzeń, w tym miejscu przypomnieć, że w tym właśnie, mniej więcej, czasie (9.08.1944 roku) na Kremlu Stalin obiecywał Premierowi Mikołajczykowi pomoc lotniczą dla Warszawy. W dniu 15 sierpnia 1944 roku niemieckie gazety informowały o wielu walkach na frontach wspominając o zagrożeniu Warszawy przez nacierające ze wschodu jednostki „rosyjsko – bolszewickie”. Tylko dzięki wspaniałemu morale niemieckich żołnierzy nie udało się wrogowi uchwycić przyczółków mostowych na wschodnim brzegu Wisły a zachodni brzeg pozostał też we władaniu niemieckich sił zbrojnych. Czytelnik odkryje tu pierwszą informację o tym, że w mieście dzieje się coś niezgodnego z interesami III Rzeszy. Bo jakie uzasadnienie miały mieć wzmianki o „zachodnim” brzegu rzeki skoro oddziały Armii Czerwonej i Ludowego Wojska Polskiego nacierały ze wschodu i by osiągnąć brzeg rzeki miały jeszcze trochę do przejścia. Kto więc zagrażał podejściom do opanowanego przez Niemców lewego brzegu Wisły !? Odwołując się do stereotypu pokazującego Polaka jako pijaka niemiecka prasa opisywała spotkanie Anthony Edena z premierem Mikołajczykiem, którzy przy alkoholu złatwiali trudne sprawy związane ze stosunkami polsko – sowieckimi – wspominano o tym w „Der Angriff” dnia 16.08.

Pierwsza wyraźna wzmianka na temat Powstania ukazała się w analizowanych tytułach dnia 17 sierpnia. W dużym artykule „Idzie o Warszawę – bitwa pancerna wśród bagien i krzaków” zamieszczonym w „Berliner Boersen Zeitung” pisano o ciężkich walkach na wschodnim odcinku frontu i atakach Sowietów likwidowanych przez pancerne jednostki armii niemieckiej i „Waffen – SS”. Podczas czterodniowej bitwy pancernej zniszczono, 189 czołgów, 3 działa pancerne i 45 dział artyleryjskich. Wróg miał w swoich wysiłkach pozostawać w ścisłym związku z: „ […] z powstaniem, które wzniecono (1 sierpnia) w Warszawie […] ”. O ile wzmianka we wspomnianym dzienniku jest „ukryta”, jakby wstydliwie, w tekście, o tyle kolejne dni przynosiły coraz więcej artykułów poświęconych Powstaniu. ”Na początku sierpnia za plecami walczącego niemieckiego frontu wybuchło w mieście Warszawa powstanie, jego inspiratorów należałoby szukać w Moskwie. Zostało już ustalone ponad wszelką miarę, że powstańcy mieli zupełnie fałszywe oczekiwania dotyczące możliwej pomocy z zewnątrz. Brak szans na powodzenie całego przedsięwzięcia stał się jasny bardzo szybko, gdy Wehrmacht  zatrzymał uderzenie sowieckich armii w pewnej odległości od Warszawy […]  po tym jak pomoc dla powstania stała się iluzoryczna, Moskwa natychmiast poprzez radio i agencje prasowe oczyściła się z odpowiedzialności za powstanie i zrzuciła całą odpowiedzialność za nie na rząd emigrantów […] Bolszewicka gra jest bardzo łatwa do przejrzenia […] na przykład w >Izwiestiach< można przeczytać, że >reakcyjna banda emigrantów dała rozkaz do powstania ze swoich cieplutkich gabinetów< […] Jest tu bardzo wyraźnie pokazane, że rządcy Kremla posyłają w pełni świadomie, warszawskich Polaków, którzy nie są bolszewiccy na śmierć”  pisano w Der Angriff dnia 19.08. Teksty te gazety opublikowały odpowiednio 2 i 3 dni po odcięciu się Stalina (miało to miejsce 16.08.1944 roku) od jakichkolwiek związków z Powstaniem, pomocą dlań oraz poprzednio składanymi obietnicami udzielenia tejże. TASS, cytowana przez niemieckie media, komunikowała w tej sprawie: „ Ostatnio ukazały się w prasie zagranicznej doniesienia pochodzące z Radia Polskiego i prasy polskiej o powstaniu, które wybuchło w Warszawie w dniu pierwszym sierpnia […] Prasa i radio emigracyjne rządu w  Londynie oświadczają, że powstańcy warszawscy są w kontakcie z dowództwem sowieckim, lecz dowództwo to nie nadsyła im żadnej pomocy. Agencja […] TASS upoważniona jest do stwierdzenia, że oświadczenia prasy zagranicznej są […] wynikiem nieporozumienia, albo też oszczerstwem pod adresem naczelnego dowództwa sowieckiego. TASS posiada informacje wskazujące na to, że polskie koła w Londynie odpowiedzialne za powstanie w Warszawie, nie próbowały skoordynować tej akcji z naczelnym dowództwem sowieckim. W tym stanie rzeczy odpowiedzialność za wydarzenia w Warszawie ponoszą całkowicie polskie koła emigracyjne w Londynie”. Dla porządku Przypomnijmy tu tylko, że Generał Bór Komorowski otrzymał kilka dni wcześniej depeszę od Generała Kazimierza Sosnkowskiego, w której ten drugi informował o obiecanej Mikołajczykowi przez Stalina pomocy dla walczącej Stolicy Polski. Informowano też o tym , że Powstanie zostało zgniecione, a fakt jego wybuchu i niepowodzenie mogło się stać dla Polski i ludności miasta, o którą niemiecka propaganda zaczęła się nagle bardzo troszczyć, „pośrednim Katyniem”. Bezpośredniej pomocy militarnej od Brytyjczyków walczący Powstańcy nie mogli się spodziewać – to było jasne. Jednakże była przecież inna droga udzielenia im tejże. Były to zrzuty z samolotów. W ślad za szwedzką gazeta „Aftonbladet” , „Berliner Boersen Zeitung” pisze o kuriozalnym „prezencie” zrzuconym dla: „[..] band z Warszawy […]”, z powietrza na teren walczącej Stolicy Polski: „ […] Anglia nie była w stanie udzielić powstańczej Warszawie jakiekolwiek pomocy […] jednakże nad Warszawę poleciał brytyjski samolot, gdzie zrzucił wieniec z napisem > brytyjscy żołnierze swoim walczącym towarzyszom z polskiej armii < […]”. Wątek ten eksponowano także w zrzucanej i kolportowanej przez Niemców, wśród ludności cywilnej i Powstańców  Warszawy ulotce wzywającej do poddawania się i zaopatrzonej zarazem w przepustkę gwarantującą bezpieczeństwo w przypadku wyjścia z miasta. Powoływano się w tej ulotce także na wspominaną przez „Berliner Boersen Zeitung” szwedzką gazetę „Aftonbladet”. W tym czasie niemieckie lotnictwo i artyleria intensywnie atakują broniące się Stare Miasto. Toczą się walki o Politechnikę. Trwają próby przebicia się oddziałów Armii Krajowej z Kampinosu na Żoliborz. Żadnej informacji na ten temat nie znajdziemy w serwisach opisywanych gazet. Warto też zwrócić uwagę na fakt, iż w stosunku do Powstańców użyto słów „Bandy z Warszawy”. W bardzo podobnym tonie wypowiedziała się też „Voelkischer Beobachter” z dnia 19.08. informując o tym, że wybuch w Warszawie został wywołany przez „polskich bandytów”, którzy w większej części byli młodzieńcami. Ich wiek określano na od 15 do 21 lat. Warszawiacy zaś mieli odnieść się do ruchu powstańczego niezwykle negatywnie. Do tej pory unikano takiej frazeologii, „odczłowieczenie” i zrównanie z pospolitymi przestępcami zawdzięczali Powstańcy prawdopodobnie oprócz utrwalonej pogardzie dla Polaków także dyrektywom płynącym z ważnych centralnych urzędów administracji państwowej III Rzeszy w Berlinie. Opierano je na doświadczeniach płynących z przygotowań do agresji na Polskę w 1939 roku. Przypomnijmy, w tym miejscu tylko, że żołnierze Wehrmachtu jak i niemieckich sił specjalnych byli przygotowywani przed wkroczeniem do Polski na to, że ludność cywilna, jak i w ogóle Polacy w swojej masie są podstępni i często będą strzelać zza węgła do wkraczających wojsk niemieckich. Z upływem czasu ukazywało się coraz więcej, mniej lub bardziej, precyzyjnych informacji na temat wybuchu Powstania i przebiegu pierwszych dni jego trwania. Wiadomości te, na ogół, były czerpane z zagranicznych środków masowego przekazu i nie ulega wątpliwości, że były także cenzurowane. Tak więc przekazywany przez nie obraz walk nie był do końca prawdziwy. Na przykład znaczny obszar miasta zajęty przez Armię Krajową określano jako „ […] części miasta i budynki […] „ co miało sprawiać wrażenie ograniczoności ruchu powstańczego. Informacje te podawane były też w trybie warunkowym a często używane słowo „ […] udało się […] „ w odniesieniu do powstańczych sukcesów miało je od razu i z definicji dezawuować. Przyczyna tego stanu rzeczy była jasna „ […] bandy z Warszawy […] „ nie mogły dominować nad heroicznymi niemieckimi żołnierzami, którzy właśnie bronili europejskiej cywilizacji przed bolszewickim najazdem. Przy okazji korzystano tez z okazji, by cytując fragmenty z inspirowanych przez rosyjską agenturę artykułów brytyjskiej prasy (Daily Worker), poniżyć i odebrać honor przywódcom Powstania i polskim liderom na zachodzie. Wspominano w tych enuncjacjach o „ […] półfaszystowskim rządzie polskim w Londynie […] „, który dla własnej satysfakcji i interesów dał rozkaz do wybuchu

Powstania. W tym czasie w mieście trwa uporczywy bój o Stare Miasto. Ruszały ponowne powstańcze  ataki na Dworzec Gdański (22.08.1944) będący próba przebicia się na „Starówkę” z Żoliborza, przez okolice dworca właśnie. Nacierają oddziały majora  Alfonsa Kotowskiego „Okonia”. Kończy się to dramatycznie. Ranni Powstańcy leżący na terenie boiska dzisiejszego stadionu „Polonii” byli masakrowani przez niemieckie pojazdy pancerne. Niemieckie gazety podkreślały też narastające napięcia w łonie Rządu RP w kwestii granic i „współpracy” z ZSRR zupełnie niewiarygodnym aliantem, który przyczynił się przecież w sposób wyraźny do wybuchu Powstania, a teraz wręcz cieszył się z jego stłumienia przez niemiecki garnizon w mieście. Warto zwrócić uwagę na to, że w oczach niemieckiej prasy Powstanie zlikwidował „garnizon”. Abstrahując tu od kłamstwa, Powstanie przecież trwało w najlepsze. Pozornie niemądre propagandowo obniżenie rangi własnego „zwycięstwa” miało w tym przypadku w sposób jednoznaczny dezawuować całe powstańcze przedsięwzięcie. Niejako „przy okazji” dostrzeżono także, za szwedzką prasą, tragedię miasta i jego mieszkańców. Nie wzmiankowano, co jasne, o tym, że Hitler, przebywający w tym czasie w „Wilczym Szańcu”, na wieść o wybuchu Powstania dostał ataku wściekłości i nakazał, by Warszawa została zrównana z ziemią przy użyciu lotnictwa, a potem wraz z Himmlerem postanowili o stłumieniu ruchu za wszelka cenę i wszelkimi środkami: „[…] Nie wolno brać jeńców, należy każdego mieszkańca Warszawy zabić, […]”, w pojęciu „każdy” mieściły się też kobiety i dzieci.

Tragedia Powstania, według niemieckiej prasy nie wynikała jednak z morderczego zachowania się Niemców w zabijanym właśnie mieście lecz z: „ […] samobójczych postaw powstańców […]”.Tak więc zgodnie z obowiązującym stereotypem Polacy byli nieodpowiedzialni aż do granic możliwości. W gazecie „Niemieckiego Frontu Pracy” Der Angriff  z dnia 22.08. cytowano też, słuszne, brytyjskie opinie o tym , ze „ […] sowieckie dowództwo celowo >wyhamowało< swoje wejście do Warszawy po to by Polacy w Warszawie sami dali się zlikwidować poprze swoje wariackie powstanie […] „. Z pełną „schadenfreude” przywitano apel Polek  wysłany do Papieża drogą radiową z walczącej Warszawy, w którym wołały o pomoc dla opuszczonej Stolicy Polski i pytały dla czego „ […] świat nie troszczy się o nasz kraj […]”.Kilka dni później w tej samej gazecie w tym kontekście, ponownie, kilka razy podkreślano, tym razem odwołując się do prasy portugalskiej, kompletny bezsens „[…] samobójczego […]” Powstania i „[…] polskiego wariactwa […]”. Zwracano też uwagę na potężną presję wywieraną na Polaków przez wkraczające wojska sowieckie, by przyjmować „ […] postawy przyjazne komunistom […]”. Powstanie jednak nadal, faktycznie, nie trafiało na pierwsze strony niemieckich gazet. Propagandzie III Rzeszy z wymienianych już wyżej przyczyn nie zależało na pokazywaniu swojej własnej opinii publicznej siły polskiego ruchu oporu.

Pewnego rodzaju grymasem historii jest fakt, że miast o Powstaniu Warszawskim niemiecka prasa epatowała nieporównywalnym, w jakimkolwiek wymiarze, zdarzeniem jakim było „Powstanie Paryskie”, które wybuchło w sierpniu 1944 roku w stolicy Francji. Warto w tym momencie odwołać się do refleksji Tadeusza Bora Komorowskiego w odniesieniu do tej kwestii: „[...] Ale było coś, co nas poruszyło […] komunikat, który donosił, że Resistance podjęła walkę o Paryż i że Sprzymierzeni pospieszyli bezzwłocznie na pomoc […] Jak się później okazało, Resistance rozpoczęła walkę […] bez porozumienia z dowództwem Sprzymierzonych. […] Mimo woli narzucało nam się wówczas porównanie. Jakże inny byłby los Warszawy, gdyby amerykańskie i brytyjskie wojska stały u jej wrót”. Problem polegał jednak na ty, że u bram Warszawy stali nie alianci zachodni ale Sowieci.

Z końcem sierpnia wspominano znów o ich zdradzie wobec Polski i innych mniejszych państw Europy. Nie wspomniano jednak (abstrahując tu od ogólnego stosunku Churchilla do Powstania i spraw polskich), że premier Wielkiej Brytanii, dnia 25.08.1944 roku, wystąpił do Franklina D. Roosevelta z żądaniem wysłania nad walczącą Warszawę samolotów z pomocą wojskową i lądowania na lotniskach znajdujących się na terenie ZSRR bez zgody władz tego kraju. Ten ostatni, dwa dni później, odmówił podkreślając, że pomoc dla Powstania może być udzielona, wyłącznie po uzyskanej uprzednio akceptacji, na to posunięcie ze strony ZSRR. To zdarzenie miało miejsce w obliczu dochodzących licznych informacji o trwających aresztowaniach wśród polskiego podziemia dokonywanych przez Sowietów. Miało być to memento dla walczącej czołówki powstańczej. Informacje te czerpano z prasy szwedzkiej i własnych doniesień. I nie zmieniało tu nic podjęte przez rządy USA i Wielkiej Brytanii postanowienie (dnia 29.08.1944 roku) o przyznaniu żołnierzom Armii Krajowej statusu kombatantów.

Niewątpliwie wiadomości te musiały być echem, wyżej wspominanych, wiarołomnych aresztowań, i rozbrajania oddziałów Armii Krajowej jakich dokonywali Sowieci po wkroczeniu na wschodnie tereny Rzeczpospolitej i początkowej ich (jak się później okazało, podejmowanej w absolutnie złej wierze) współpracy z polskim podziemiem.

„Walka trwa ! Walczycie – i wiem, że walczyć będziecie. Nie macie innej drogi i każde zwątpienie czy załamanie, to nie zwycięstwo, lecz tylko śmierć. A chcecie i macie prawo przetrwać. Zwyciężyć i żyć … Macie prawo do pomocy … Nie dostaliście takiej pomocy, jaka wam się należała, mimo poświęcenia lotników brytyjskich, południowo – afrykańskich i polskich, którzy ostatnio samotnie nieśli wam pomoc … W tym momencie korzystając

z okazji, zwracam się publicznie raz jeszcze do marsz. Stalina prezydenta Roosevelta i premiera Churchilla […] Warszawa czeka, czeka cały naród polski. Czeka opinia publiczna świata [...]” wołał Stanisław Mikołajczyk do wielkich światowej polityki. Kazimierz Sosnkowski zaś w tym samym czasie (1.09.1944) zarzucił aliantom bierność wobec dramatu Powstańców i miasta pisząc w rozkazie nr.19 do żołnierzy Armii Krajowej, że brak pomocy dla walczącej Stolicy Polski to zagadka, której Polacy, rozumujący w polityce kategoriami moralnymi, nie są w stanie pojąć.

W początkach września 1944 roku padły, w niemieckiej prasie, pytania o winnych, awizowanego przez niemiecką prasę, porażki warszawskiego zrywu, a między wierszami informowano o ciężkich walkach na terenie miasta. Wspominano przy tym o zakazie lądowania na sowieckich lotniskach samolotów alianckich wracających z misji pomocowych dla Warszawy. Sowieci zresztą nie pozostawali, według relacji, niemieckiej prasy strona bierną w tej dyskusji, obciążając winą za dramat „ […] polską militarystyczną klikę z Sosnkowskim na czele […]”. Można to było w szerokim wymiarze wiązać z wyartykułowanym, pod adresem Sowietów, dnia 4 września 1944 roku brytyjskim żądaniem udzielenia Powstaniu pomocy. Dzień wcześniej „Der Angriff” pisał o tym, że w dniu 3 września 1944 roku według dzienników bojowych Wehrmachtu Stare Miasto zostało: „ […] oczyszczone […]” przez jego oddziały. Jak w tym wszystkim znajdowała się ludność Miasta Stołecznego narażona przecież na niesłychane cierpienia powodowane, przecież tylko, przez toczące się walki, porzucona zarazem przez zachodnich aliantów!?. Otóż tysiące mieszkańców Warszawy „ […] byłej polskiej stolicy […]”, którzy: „ […] do tej pory, pod niemiecką ochroną, kosztowali spokojnego i pokojowego życia, stali się teraz pozbawieni ojczyzny. Beznadzieja i niewypowiedziane przerażenie będące efektem wywołanego przez Londyn i Moskwę zdarzenia wyzierają z ich twarzy […] Niezliczeni mieszkańcy Warszawy, którzy mieli niewiele wspólnego z kliką bezmyślnych politycznych graczy musieli poświęcić swoje życie […] a Warszawa zawdzięcza swoje unicestwienie […]” pisano 8.09.w Voelkischer Beobachter.  Odnotowywano z dużą i niekłamaną satysfakcją konflikty między Stanisławem Mikołajczykiem a Kazimierzem Sosnkowskim wynikające ze stosunku do Powstania, przy okazji przypominając, że Polska już wcześniej miała szansę współpracy z Niemcami, która to współpraca zaoszczędziłaby, niewątpliwie, naszemu krajowi wielu nieszczęść i problemów. „ […] Warszawa martwe miasto […]” taka informacja, przekazana dnia 11 września 1944 roku przez „Deutsche Zeitung im Ostland” dotyczyła wyjątkowo ciężkich walk w północnej części miasta. Twierdzono nawet w tekście, że „ […] nieprzerwane uderzenia niemieckich grup bojowych wywołały takie piekło jakiego żadne milionowe miasto nie przeżyło do tej pory […]”. Powstańcy zaś w sposób karygodny ignorowali niemieckie próby porozumienia. Von dem Bach 9 września wydał rozkaz kilkugodzinnego zawieszenia ognia w celu wypuszczenia z Miasta ludności cywilnej. Oprócz „gestu dobrej woli” miało to na celu ograniczenie możliwych źródeł pozyskiwania przez Powstańców ludzi do walki. Z przedstawionego tekstu wyłania się, pewno nawet wbrew intencjom piszącego go korespondenta wojennego, obraz heroizmu Powstańców i ich wola walki oraz życia w wolnym mieście, w wolnym kraju. Opisany jest też udział różnych rodzajów niemieckiej broni w tłumieniu Powstania, co ukazywało rozmiar walk i polskiego oporu, który jest określany przez niego jako „[...] bezsensowny [...]”. Pojawiło się nawet stwierdzenie, że walki były prowadzone w sposób „[...] podstępny [...]”. Po pewnym czasie powrócono do kwestii zakazu lądowania alianckich samolotów lecących z Brindisi we Włoszech, i dostarczających pomoc dla walczącej Warszawy, na terenach zajmowanych przez ZSRR. Zajęto się tu argumentami Stalina który uzasadniał tę decyzję: „[…] Po pierwsze polskie powstanie w Warszawie zostało za wcześnie wywołane i militarnie było nieużyteczne i wręcz szkodliwe dla armii sowieckiej. Po drugie polscy powstańcy w Warszawie podlegają rządowi, którego Związek Sowiecki nie traktuje jako legalnego przedstawicielstwa polskiego narodu […] Po trzecie z tego właśnie powodu Związek Sowiecki odmówił prawa wykorzystywania baz lotniczych na swoim terytorium [...]” , cytaty te pochodzą z Voelkischer Beobachter z dnia 13.09.  W oświadczeniu przytaczającym argumenty „Generalissimusa” oczywiście nie było ani słowa o tym, że sowiecka artyleria potrafiła ostrzeliwać lecące z pomocą dla Warszawy samoloty, a zdarzały się też ataki myśliwców na te lotnicze wyprawy. Próżno, by o tym szukać wzmianek w niemieckich mediach, po prostu nie miały one na ten temat wiedzy, trudno bowiem przypuszczać , by taką propagandową „gratkę” przepuściły. Informowano też, zgodnie z prawdą, o tym, że Moskwa była też, wbrew temu co uparcie twierdziła, powiadomiona o Powstaniu przez Stanisława Mikołajczyka. Choć polskie sprawy zajmowały istotne miejsce jej serwisach, Powstanie nie było głównym tematem, aż do 29 września 1944 roku. Wtedy to trafiło ono na pierwsze strony. „Der Angriff” informował tego dnia „Kolejni powstańcy w Warszawie kapitulują” i była to najważniejsza wiadomość. Był to jeden z nielicznych niemieckich sukcesów w tym czasie  i prawdopodobnie dla tego znalazł się tak ważnym miejscu. Konkretnie zaś ta informacja dotyczyła poddania się Powstańców, którym należały się prawa kombatanckie takie jak żołnierzom regularnej armii. W tekście „”Warszawa symbol i ostrzeżenie” zamieszczonym w „Voelkischer Beobachter” reasumowano opinie dotyczące Powstania. Podkreślano bezsens zrywu, który nie konsultowany z aliantami, a na dodatek sprzeczny z sowieckim interesem politycznym był z góry skazany na niepowodzenie. Na oczach współczesnych miała miejsce agonia idei suwerennych państw w Europie Wschodniej popchniętych, tak jak Polska do wojny przez Brytyjczyków, a teraz zostawionych Sowietom na pastwę losu i na dodatek pozbawionych, tak istotnej przecież, niemieckiej opieki. Klasycznym przykładem potwierdzającym te tezy byli właśnie Powstańcy Warszawscy, którzy jako ostatni mieli płacić rachunek za brytyjską zdradę wobec Europy. Ślady skali trudności prowadzenia walk z jakim zetknęli się Niemcy w konfrontacji z Powstańcami znajdujemy w krótkim doniesieniu powielonym w wielu niemieckich gazetach: „walka w kanałach”. Dowiedzieliśmy się z niego też o 25 tysiącach cywilów, wyzwolonych przez Niemców, po zdobyciu Żoliborza, którzy to ludzie: „[...] przez tygodnie ukrywali się w piwnicach i bunkrach tej zniszczonej dzielnicy [...]”, życie zaś ocalili dzięki niemieckiej propozycji kapitulacyjnej: „[...] odrzuconej wcześniej dnia 27.9. [...]”.  Szczególnego smaku słowom o „ cywilach wyzwalanych przez Niemców” nadaje fakt, że krótko po tym jak Erich von dem Bach zapewnił powstańczych parlamentarzystów o tym, że Powstańcy mają być traktowani według zasad i regulacji konwencji genewskiej przy ulicy Dworkowej wymordowano 120 osób, które powróciły ze Śródmieścia na Mokotów kanałami. 6.10.1944 gazeta NSDAP „Voelkischer Beobachter” informowała: „[...] twardy i zacięty polski opór został złamany, a warszawski sen został zakończony przy pomocy najnowocześniejszych niemieckich środków do walki w mieście i dzielnie walczące jednostki Waffen-SS, piechoty, policji, wspierane na bieżąco przez Luftwaffe [..]”. Dziś, z perspektywy czasu, można by było zapytać, skoro polski opór był tak nieistotny to po co używano tych środków do jego tłumienia. Nim jednak pojawiły się, niebywałe na stronach tejże, słowa o dzielności żołnierzy Armii Krajowej padły także i inne – hołdujące stereotypom o polskim braku rozsądku, pisano o tym pokazując obraz wymarszu polskich oddziałów po kapitulacji z Warszawy: „[...] Kompania za kompanią maszerują milczące kolumny […] To są ludzie zdradzeni i okłamani. Ich twarze są naznaczone niedostatkiem, na wielu widać wątpliwości, a na niektórych płynące po policzkach łzy […] to jest tragedia narodu, któremu nie zbywa na odwadze ale na lepszym rozeznaniu i politycznej mądrości.”  Pisano 6.10.1944 roku w Voelkischer Beobachter. Końcem całej powstańczej historii było oddanie się do niewoli Generała Tadeusza Bora – Komorowskiego wraz ze sztabem. Po raz pierwszy dnia 7.10. w Voelkischer Beobachter bez szczególnie złośliwego komentarza cytowano głosy zachodniej opinii publicznej, w tym szczególnie Winstona Churchilla, mówiącej o „[...] heroicznej ludności [...]”, „[...] wielkim szacunku [...]” i „[...] wiecznej pamięci [...]” dla Polaków, których umiłowanie wolności znane było w całym świecie. Z upływem czasu, okazywało się, że w Warszawie nie walczyła tylko garstka szaleńców wrogo ustosunkowana do mieszkańców Warszawy ale zdecydowanie szersza grupa. Dowiadujemy się o tym przy okazji przekazanej dnia 8.10.1944 przez „Der Angriff” informacji dotyczącej umów kapitulacyjnych, z której wynikało, że dzięki wielkoduszności Wehrmachtu uwzględniono w nich także obecne i schwytane lub kapitulujące z bronią w ręku kobiety i dziewczynki – czyżby także i one padły ofiarą zbiorowego szaleństwa Polaków- musiał i powinien pytać uważny czytelnik.  Tak kończył się opis powstańczego zrywu w niemieckiej prasie. Jak widać z powyższego pierwsze informacje o Powstaniu pojawiły się w prezentowanych gazetach dopiero po 2 tygodniach jego trwania i prawdopodobnie dopiero wtedy, gdy Niemcy mieli przekonanie graniczące z pewnością, że zakończy się ono klęską Powstańców. Był też jeszcze jeden element, oprócz ogólnie złego położenia Niemców na wszystkich istotnych frontach oraz lipcowego zamachu na Hitlera, bardzo szeroko opisywanego w analizowanych gazetach, który mógł spowodować opóźnienie w informowaniu o wybuchu i przebiegu Powstania. Otóż pojawiły się wśród niemieckich notabli pomysły, by wykorzystać polski ruch do walki z Bolszewizmem i wstrzymania jego marszu na zachód. Podkreślano wiarołomność aliantów, którzy zostawili Warszawiaków osamotnionych w walce i Sowietów którzy z kolei starali się za wszelką cenę doprowadzić do stłumienia Powstania niemieckimi rękoma, odmawiając między innymi możliwości lądowania alianckim samolotom niosącym pomoc walczącemu miastu na sowich lotniskach, przy okazji długo udając, że nic nie wiedzieli o wybuchu powstańczego zrywu i planach go dotyczących. Generalnie bagatelizowano, lub starano się bagatelizować polski ruch. To z kolei uniemożliwiało docenienie odwagi Powstańców, a tym samym pisanie o heroizmie i bohaterstwie żołnierzy Armii Krajowej  . Polacy tak przecież nie odpowiedzialni, nie mogli być przecież bohaterscy. Ta cecha była zarezerwowana tylko dla żołnierzy niemieckich. W analizowanych fragmentach gazet nie pisano, co zresztą zrozumiałe, szczegółowo o liczbie wymordowanej ludności cywilnej Warszawy i stratach powstańców. Nie zająknięto się także ani słowem o poległych żołnierzach niemieckich. Za te dramaty jednak w myśl przedstawianych tekstów byli odpowiedzialni przywódcy Powstania z Generałem Borem na czele i władze Rzeczpospolitej na wychodźctwie. To właśnie byli ci, którzy wywołali tę „awanturę” w porozumieniu ze Stalinem, który ostatecznie i tak wszystkich ostatecznie oszukał, i aliantami, w końcu  zostawili i Powstańców i Warszawiaków samym sobie.

Podsumowując upadek Powstania, nieunikniony przecież w określonej sytuacji polityczno – militarnej, Josef Goebbels mówił: „[...] Można los Warszawy uznać nieomalże za zrządzenie Opatrzności. Miasto zostało po raz drugi w tej wojnie całkowicie zniszczone

a przecież tutaj zaczęła się wojna”.

W tych słowach, właśnie, zawarta była kwintesencja opisywanych wyżej opinii niemieckiej prasy  dotyczących Powstania Warszawskiego.

 

 

Piotr Łysakowski

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Licznik odwiedzin
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło