replica watches for sale: fake hublot watches and replica cartier.
Klub Dyskusyjny Myśli Politycznej W Ursusie - Artykuł 55
O nas


Czym jest klub

-Regulamin

-Skład zarządu

-Założyciele Klubu

-Historia Klubu

-Kontakt
   
Działalność

-Cele Klubu

-Artykuły

-Archiwum - spotkania

-Archiwum inne rzeczy
Artykuł 55

USA – wielka rozterka narodowców

 

Zapytano mnie ostatnio, jak widzę sprawę stosunków Polska – Stany Zjednoczone. Moja odpowiedź była tak boleśnie prosta, że aż – wydawało mi się – banalna i oczywista. Niemniej kiedy usłyszałem po chwili głosy najpierw bezkrytycznych wielbicieli, a potem zaprzysięgłych wrogów – umówmy się na cudzysłów – „strategicznej przyjaźni polsko-amerykańskiej”, postanowiłem przelać kilka zdań w tym temacie na papier. Oto one.

 

Co ciekawe, podział na szczerze nienawidzących Stany i rozkochanych w nich nie przebiegał wzdłuż żadnej linii politycznej. Wszyscy wypowiadający się deklarowali bowiem te same poglądy! Podobne zresztą do moich własnych… Przypomniały mi się wtedy słowa Kazimierza Pawlaka z „Kochaj albo rzuć” – „Kiedyż wam zaświta historyczne myślenie, że Polacy nie dzielą się na krajowych i resztę, a prosto na mądrych i głupich”.

 

Ad rem! Zacząć wypada od tego, że w spojrzeniu na stosunki międzynarodowe staram się być realistą, a więc, jeśli trzeba, wypieram się własnych sympatii i antypatii na rzecz chłodnej kalkulacji nastawionej na jeden cel – interes mojego narodu i państwa. W pierwszej kolejności uważam zatem, iż – co do zasady – kluczem do podniesienia pozycji Polski na arenie światowej jest zbudowanie naszej własnej siły gospodarczej, militarnej i politycznej w oparciu o czynniki endogeniczne. Dopiero wtedy staniemy się faktycznym podmiotem relacji międzynarodowych.

 

Jednak – i tu przechodzę do sedna – dopóki się to nie stanie, w interesie Polski jest utrzymywanie dobrych stosunków z USA, ponieważ:

 

a)       Stany są i w przewidywalnej przyszłości będą najpotężniejszym krajem na świecie;

b)       nie ma i nigdy nie było między nami istotnych konfliktów interesów, za to jest sporo pól, na których pozostają one ze sobą zbieżne.

 

Oczywiście oba wątki wymagają osobnego rozwinięcia, ale to może już innym razem.

 

Będąc realistą nie mam jednak złudzeń, że jako kraj póki co stosunkowo słaby, dla Waszyngtonu przedstawiać będziemy jakąkolwiek wartość jedynie o tyle, o ile wspieranie i zabezpieczanie nas – bo na to przecież liczymy – zmieści się w strategii amerykańskiej polityki zagranicznej. Ta na szczęście nie zmienia się często, a jej naczelnym założeniem jest, jak chyba powszechnie wiadomo, utrzymanie przez Stany pozycji światowego hegemona poprzez (na odcinku, który nas interesuje) m.in. neutralizację (w miarę potrzeb i możliwości) rosnących wpływów Rosji i subtelne zapobieganie nadmiernej (w sensie głębokości procesu, a nie jego rozmiarów geograficznych) integracji Unii Europejskiej. Czy Polska ma tu z perspektywy USA jakąkolwiek rolę do odegrania? Owszem. Aczkolwiek nie najważniejszą. Z tego też trzeba sobie zdać sprawę.

 

Ponadto, warto pamiętać o starej geopolitycznej regule, która choć w epoce satelitów, lotniskowców i naddźwiękowych myśliwców zdążyła się już nieco zdewaluować, to jednak nie straciła zupełnie na aktualności. Mówi ona, że przyjaciół lepiej mieć blisko, a wrogów daleko. Dlatego zbudowanie i utrzymywanie na własną rękę, jeśli to tylko możliwe, poprawnych relacji z innymi partnerami, nie wyłączając Rosji, również uważam za zdecydowanie wskazane. I nie widzę tu żadnej sprzeczności wobec postulatu ścisłych związków z USA. Co więcej, jestem pewien, że pragmatyczni Anglosasi zza Oceanu, wolą mieć do czynienia z partnerem suwerennym i rozważnym, a przez to przewidywalnym, po prostu takim, który rozumie zasady gry.

Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony

Zaloguj się , żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?
Licznik odwiedzin
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło