replica watches for sale: fake hublot watches and replica cartier.
Klub Dyskusyjny Myśli Politycznej W Ursusie - Artykuł 48
O nas


Czym jest klub

-Regulamin

-Skład zarządu

-Założyciele Klubu

-Historia Klubu

-Kontakt
   
Działalność

-Cele Klubu

-Artykuły

-Archiwum - spotkania

-Archiwum inne rzeczy
Artykuł 48

Na rok przed wyborami do Parlamentu Europejskiego wspólna frakcja brytyjskiej Partii Konserwatywnej i Prawa i Sprawiedliwości w kwestiach programowych nie ma się zupełnie czym pochwalić. Targani wewnętrznymi sprzecznościami Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy stanowią jeszcze jedną unijną maszynkę do wyciskania pieniędzy z unijnych instytucji.

Wszystko zaczęło się jeszcze przed ostatnimi wyborami do Parlamentu Europejskiego. Wtedy brytyjska Partia Konserwatywna (do tej pory we frakcji Europejska Frakcja Ludowa - Europejscy Demokraci), oraz Prawo i Sprawiedliwość (do tej pory we frakcji Unia na Rzecz Europy Narodów) postanowili powołać nową frakcję w Parlamencie Europejskim - pod nazwą Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy. Powołanie frakcji było szumnie zapowiadane zarówno przez brytyjskich jak i polskich partnerów jako przełom w europejskiej polityce, a Jarosław Kaczyński zapowiadał ówcześnie, że nowa grupa, choć relatywnie mała, będzie w Parlamencie Europejskim odgrywać bardzo ważną rolę, stanowić „języczek u wagi”.

Miało być groźnie i skutecznie

Zapowiadana jako trzecia siła polityczna w Parlamencie Europejskim grupa dziś jest piątą na siedem istniejących frakcji politycznych. Program nowej frakcji został nakreślony w Deklaracji Praskiej przyjętej w 2009 roku. Oprócz liberalizmu ekonomicznego, który brzmi tak staroświecko w momencie gdy Europa przeżywa swój kryzys i obserwujemy olbrzymi nawrót do narodowych polityk protekcjonistycznych,  można w niej wyczytać m.in., że frakcja uznaje rodzinę jako fundament społeczeństwa, popiera "Integralność i suwerenność państwa narodowego" przy poszanowaniu i równym traktowaniu wszystkich krajów UE, nowych i starych, dużych i małych. Według zapowiedzi miała stanowić nową jakość w Parlamencie zdominowanym przez zwolenników jednego europejskiego superpaństwa, a zamiast tego stała się kolejną maszynką do robienia pieniędzy. Założona do tego specjalna partia polityczna na poziomie europejskim otrzymała w 2010 roku ponad 1 mln euro, w 2011 - 1,140 mln euro, w 2012 - 1,2 mln euro a w 2013 ma do wydania 1,4 mln euro. Powstała przy partii fundacja New Direction - Foundation for European Freedom otrzymała następująco: w 2010 - 659 tys. euro, w 2011 - 747 tys. euro, w 2012 - 841 tys. euro a w tym roku ma do wydania 798 tys. euro. Łącznie europejscy konserwatyści,gdzie Polacy odgrywają razem z Brytyjczykami rolę lidera, dostali prawie 7,8 mln euro.

Skuteczność finansowa nie idzie niestety w przypadku Europejskich Konserwatystów i Reformatorów ze skutecznością w kwestiach politycznych. Portal VoteWatch zajmujący się analizą skuteczności posłów do Parlamentu Europejskiego pod względem wygranych głosowań ocenia, że EKiR jest grupą relatywnie słabą w parlamentarnych rozgrywkach. Dość dobrze radząc sobie w sprawach wspólnej polityki rolnej EKiR jest raczej izolowane jeśli chodzi o wolności obywatelskie, a więc w kwestiach promowania konserwatywnego światopoglądu. Ze wszystkich frakcji najgorzej wypada jeśli chodzi o skuteczność w dziedzinie kultury i edukacji oraz budżetu i kontroli budżetowej jest za to niekwestionowanym liderem jeśli chodzi o skuteczność zgłaszanych petycji.

Europejska wspólnota partii trudnych

W składzie frakcji oprócz europosłów PiS i brytyjskiej Partii Konserwatywnej znaleźli się też m.in. członkowie czeskiej Obywatelskiej Partii Demokratycznej (ODS), belgijskiej Listy Dedeckera, Węgierskiego Forum Demokratycznego, łotewskiej partia Dla Ojczyzny i Wolności oraz holenderskiej Unii Chrześcijańskiej. - To są partie znane w Europie, odpowiedzialne, mające jednocześnie poglądy w wielkiej mierze zbliżone do naszych - mówił wtedy prezes PiS. Rzeczywiście niektórzy z partyjnych partnerów EKiR są szeroko znani w całej Europie, ale należy wątpić czy dziś lider PiS powtórzyłby swoje słowa o programowym powinowactwie.

Ot, choćby taka łotewska partia, która w 2011 przekształciła się w Zjednoczenie Narodowe "Wszystko dla Łotwy!", znana jest z tego, że corocznie jej przedstawiciele uczestniczą w marszu łotewskich weteranów Waffen SS. Sami Łotysze uważają swoje formacje zbrojne (15 i 19 Dywizja Grenadierów SS) walczące po stronie hitlerowskich Niemiec przede wszystkim jako formacje antykomunistyczne. Przez dwa lata na Łotwie obchodzono nawet święto państwowe 16 marca w rocznicę bitwy stoczonej przez łotewskich SS-manów z oddziałami Robotniczo-Chłopskiej Armii Czerwonej na rok przed końcem wojny. Z polskiej perspektywy chwalenie łotewskiej formacji jest o tyle problematyczne, że w 1945 roku w trakcie walk o Wał Pomorski w miejscowości Podgaje łotewscy żołnierze z grupy bojowej "Elster" żywcem spalili w stodole 32 polskich jeńców - żołnierzy 1 Dywizji Wojska Polskiego.

Z kolei dla Jana Zahradila z czeskiego ODS, wiceprzewodniczącego frakcji, Polacy w okresie negocjacji Czech i Polski o przystąpieniu do UE byli "ogromną kulą u nogi". Ten sam polityk w czasie gdy Czechy negocjowały konkordat uznał umowę za zbędną, trudno go jednak o to winić zważywszy, że Zahradil ma liberalne stanowisko w sprawie legalizacji związków homoseksualnych.

Dla Prawa i Sprawiedliwości pewną trudność sprawia na pewno też współpraca z przedstawicielem Węgierskiego Forum Demokratycznego (były koalicjant Fideszu) - Lajosem Bokrosem z powodu jego -powtarzających się ataków na wielkiego politycznego przyjaciela PiSu czyli węgierskiej partii Fidesz, którą lubi oskarżać o autorytarne zapędy i próby wchłonięcia jego partii.

Polsko-brytyjskie homopotyczki

Relacje między głównymi partnerami frakcji - Brytyjczykami i Polakami - od początku naznaczone były wzajemną nieufnością. Po pierwsze dlatego, że nie wszyscy posłowie konserwatyści byli przekonani co do słuszności decyzji Camerona o wystąpienia z grupy Europejskiej Partii Ludowej- Europejscy Demokraci i powołaniu nowej frakcji z Polakami, a po drugie, ponieważ konserwatyści na wyspach spotykali się z krytyką ze strony liberałów i partii pracy za współpracę z polską prawicą. Było to widać już przy organizowaniu prac nowo wybranego parlamentu - początkowo to europoseł Michał Kamiński został zgłoszony w imieniu EKiR na wiceprzewodniczącego Parlamentu Europejskiego, jednak w głosowaniu przegrał z Edwardem McMillan-Scottem - zgłoszonym bez konsultacji Brytyjczykiem z Partii Konserwatywnej. McMillan-Scott należał do grupy najbardziej sprzeciwiających się powołaniu nowej frakcji a za swoją niesubordynację został wykluczony z partii. Kamiński na osłodę dostał funkcję przewodniczącego frakcji za co jednak spotkał go frontalny atak brytyjskiej prasy. Media na Wyspach Brytyjskich próbowały udowodnić, że Kamiński jest antysemitą, homofobem i rasistą. Brytyjska prasa pisała wtedy tak: "Paranoja wobec świata zewnętrznego, głębokie uprzedzenia i dyskryminacja wobec homoseksualistów, fundamentalistyczny katolicyzm, zaprzeczanie zmianom klimatycznym i wrogość wobec Niemiec to tylko niektóre z poglądów przyjętych przez partię Kaczyńskiego". Na partię Kaczyńskiego spadały też gromy za współpracę z Ojcem Tadeuszem Rydzykiem, którego brytyjska prasa tradycyjnie oskarżała o antysemityzm i ekstremizm polityczny.

Konserwatyści co prawda bronili Kamińskiego i kolegów z Prawa i Sprawiedliwości przed zarzutami o antysemityzm, pomimo iż do zerwania kontaktów z Polakami wzywał jeden z liderów brytyjskiej wspólnoty żydowskiej - Rabbi Barry Marcus - jednocześnie jednak wzięli sobie głęboko do serca zarzuty o homofobię. Problem z przywództwem we frakcji jednak powrócił w 2011 roku gdy Michał Kamiński (wtedy już w PJN) pod naciskiem PiSu zrezygnował z funkcji przewodniczącego grupy. Tym razem brytyjscy Konserwatyści nie zgodzili się na to, aby kolejny Polak - prof. Ryszarda Legutko - został nowym przewodniczącym frakcji, wybierając na to miejsce Martina Callana. Pod adresem prof. Legutki znowu posypały się oskarżenia o homofobię, która dla Brytyjczyków zdaje się być kwestią ważniejszą od spraw ekonomicznych czy politycznych; a anonimowi Torysi zapowiadali, że  "wybór Legutki, którego otwarte poglądy na homoseksualizm są dobrze znane, postawiło PiS na kursie kolizyjnym z Cameronem".

Konserwatywna gejrewolucja i jej efekty

Trzeba bowiem pamiętać, że ostatnie kilka lat to dla brytyjskiej Partii Konserwatywnej prawdziwa gejrewolucja. Pierwszym konserwatywnym lordem, który zaliczył "coming out", czyli publiczne przyznanie się do homoseksualizmu był Guy Black, członek Izby Lordów. Lord Black od 2006 roku jest w związku z Markiem Bollandem, byłym wicesekretarzem księcia Walii. Natomiast pierwszym konserwatywnym członkiem Izby Gmin który przyznał się do swojego homoseksualizmu był Alan Duncan i czynił to w 2002 roku na łamach poczytnego dziennika "The Times". Od tego czasu brytyjscy Konserwatyści poszli znacznie dalej. Evan Davis pisząc dla Guardiana artykuł "Cieszę się, że jestem gejem, cieszę się, że jestem Torysem" ze zdziwieniem konstatuje, że kiedy w 2012 roku spotkał się z "ParliOut", grupą LGBT pracowników brytyjskiego parlamentu, to około 80 proc. z nich pracowało dla Konserwatystów. Dzisiaj brytyjscy Konserwatyści otwarcie popierają legalizację małżeństw homoseksualnych a kwestie szerzenia tolerancji dla homoseksualizmu poza granicami własnego państwa jest jednym z priorytetów Torysów. Sam Cameron powiedział, że "popiera małżeństwa gejów nie pomimo tego, że jest konserwatystą, ale właśnie dlatego, że nim jest" wielokrotnie też zaznaczając, że nie widzi żadnej różnicy pomiędzy związkiem mężczyzny i kobiety a związkiem dwóch mężczyzn.

Jeszcze w 2010 roku na fali narastającej krytyki ze strony liberałów i partii pracy David Cameron zdecydował się wysłać do Polski Nicka Herberta, rzecznik swojej partii, który miał przekonywać ludzi z PiS-u do zmiany swojego nastawienia wobec homoseksualistów. Wtedy David Cameron powiedział też pamiętne słowa: "Nie przystąpilibyśmy do partii, których poglądy są dla nas nie do przyjęcia. Uznajemy jednak, iż szczególnie w Europie Środkowej i Wschodniej są partie, które wciąż mają przed sobą drogę do przebycia, zanim uznają pełne prawa dla gejów. Pomożemy im w tej podróży". Herbert skończył jako atrakcja Parady Równości, ale Polacy musieli przełknąć gorzką pigułkę pouczeń z Wysp Brytyjskich. Dla Brytyjczyków polski konserwatyzm okazał się nie wsparciem, ale przeszkodą we współpracy.

Być może ze względu na te konflikty posłowie PiS i PJN w ramach EKiR nie mają żadnych znaczących funkcji w Parlamencie Europejskim, które powinny im przypaść ze względu na liczebność. Teoretycznie Polakom powinna przypaść funkcja przewodniczącego oraz wiceprzewodniczącego jakiejś komisji parlamentarnej. Tymczasem jedynie poseł Janusz Wojciechowski ma pozycję czwartego wiceprzewodniczącego komisji rolnictwa. Problemy ze stosunkiem do homoseksualizmu to jednak nie jedyne kontrowersje pomiędzy Brytyjczykami i Polakami. Partie Kaczyńskiego i Camerona podzielił też stosunek do wielkości budżetu UE i nakładów na wspólną politykę rolną (Polacy chcieliby widzieć duży budżet i wysokie wydatki na rolnictwo, Brytyjczycy odwrotnie); kwestii przeznaczenia funduszy europejskich na badania na komórkach macierzystych, in vitro czy aborcji (Brytyjczycy są za); zainteresowania wobec inicjatyw dotyczących problemu prześladowania chrześcijan na świecie (Polacy są za takimi rezolucjami), czy w końcu wsparcia Podkarpacia - wyborczego bastionu PiS - z Europejskiego Funduszu Dostosowania do Globalizacji w 2011 roku, kiedy Brytyjczycy byli przeciw a Zahradil z ODS wstrzymał się od poparcia wniosku.

W 2011 roku z grupy ECR wystąpiła czwórka europosłów Solidarnej Polski i przystąpiła do eurosceptycznej grupy politycznej Europa Wolności i Demokracji, której liderem jest Nigel Farage. Szef UKIP nadaje obecnie ton brytyjskiemu eurosceptycyzmowi i niewykluczone, że po przyszłorocznych wyborach do Parlamentu Europejskiego to on i jego europejscy partnerzy będą stanowić prawdziwą konserwatywną alternatywę dla liberalno-lewicowej większości w parlamencie.

O tym, czy frakcja konserwatystów i reformatorów przetrwa zdecydują brytyjscy konserwatyści, którzy sami znajdują się w głębokim kryzysie. Szczególnie po ostatnich wyborach samorządowych, w których zostali pobici nie tylko przez Partię Pracy, co było przewidywalne, ale też przez UKIP, co było czerwoną kartką dla formacji kierowanej przez Davida Camerona. Warto pamiętać, że Brytyjczycy głosowali na UKIP nie tylko z powodu eurosceptycyzmu partii (tylko nieco ponad połowa. wyborców UKIP akceptuje wyjście Wielkiej Brytanii z UE), ale przede wszystkim jako sprzeciw wobec istniejącego establishmentu. Ten antysytemowy trend tylko się pogłębia, według ostatnich sondaży do Parlamentu Europejskiego UKIP może liczyć na 27 proc. głosów, podczas gdy Partia Konserwatywna tylko na 21 proc., przy czym ponadto 39 proc. osób, które w 2010 roku poparły konserwatystów, w wyborach europejskich zagłosowałoby na konserwatywny UKIP.

Od czasu gdy w 2005 roku liderem Konserwatystów został David Cameron ciągle spada liczba członków tej partii, podczas gdy jeszcze w 2003 roku partia liczyła 300 tyś. członków dziś ostało się ich tylko 130 tys. Jakby tego było mało po przegranych wyborach nowy skandal z udział Nigela Evansa, wiceprzewodniczącego Izby Gmin, stał się pożywką brytyjskich mediów. Konserwatywny poseł, znany ze swojego eurosceptycyzmu i sprzeciwu wobec wprowadzenia euro, został oskarżony o to, że zgwałcił jednego i napastował drugiego mężczyznę. Evans, który swój gejowski "coming out" zaliczył w 2010 roku jak na razie nie zamierza rezygnować z mandatu, co dostarczy konserwatystom tylko kolejnych wizerunkowych kłopotów. Partia Camerona zalicza więc kolejne wpadki a scenariusza na poprawę sytuacji na razie brak.

W jednym z wywiadów Bernard Jenkins, były wiceprzewodniczący Konserwatystów stwierdził: "To nie jest kryzys rządu, ale sposobu rządzenia. Żyjemy w kraju gdzie politycy mówią o rozwiązaniu takich problemów jak imigranci, nadmierna regulacja, wysokie podatki, ale są bezsilni żeby zająć się tym skutecznie". Jak na razie to najlepsze podsumowanie działalności "konserwatystów", i tych brytyjskich i tych europejskich.

 

Daniel Pawłowiec



artykuł ukazał się w najnowszym numerze Urze
Licznik odwiedzin
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło