replica watches for sale: fake hublot watches and replica cartier.
Klub Dyskusyjny Myśli Politycznej W Ursusie - Artykuł 45
O nas


Czym jest klub

-Regulamin

-Skład zarządu

-Założyciele Klubu

-Historia Klubu

-Kontakt
   
Działalność

-Cele Klubu

-Artykuły

-Archiwum - spotkania

-Archiwum inne rzeczy
Artykuł 45

dr Marian Szołucha

 

10 x nie

 

Wchodzenie przez Polskę do strefy euro w obecnej sytuacji, a ta nie zmieni się jeszcze przez długie lata, to ekonomiczne szaleństwo.

 

Do takiego wniosku dojdzie każdy, kto odłoży przez chwilę na bok światopoglądowe i polityczne tło całej sprawy. Co więc się stanie z naszą gospodarką, jeśli zrezygnujemy ze złotego?

 

Po pierwsze, Polska na trwałe zakotwiczy na ubogich peryferiach Europy. Dotychczasowe doświadczenia eurolandu dowodzą bowiem, że wspólna waluta, zamiast zmniejszać różnice w poziomie rozwoju uboższych i zamożniejszych państw, w większości przypadków pogłębia je. Innymi słowy, w miejsce osławionej realnej konwergencji, pojawia się realna dywergencja.

 

Po drugie, wzrosną ceny podstawowych produktów. Ekonomiści mogliby co prawda długo dyskutować o tym, czy euro wywołuje podwyżki, czy nie i przerzucać się coraz mniej zrozumiałymi pojęciami, jak efekt Balassy-Samuelsona, iluzja euro itp. Tymczasem, wystarczy rzut oka na to, co dzieje się przy naszej południowej granicy. Bo dziś to Słowacy przyjeżdżają do Polski na zakupy, a nie odwrotnie, jak jeszcze kilka lat temu.

 

Po trzecie, pozostaniemy bez tzw. „poduszki kursowej”, czyli jednego z ważniejszych elementów amortyzujących wszelkiego rodzaju wstrząsy ekonomiczne płynące do nas z zewnątrz. Na początku obecnego kryzysu, to właśnie silna deprecjacja złotego, która podniosła konkurencyjność polskiego eksportu, uratowała nas przed załamaniem.

 

Po czwarte, budżet zostanie uszczuplony o wpłaty z zysku NBP, które tylko w roku 2011 wyniosły 8,2 mld zł i uchroniły nas przed przekroczeniem zapisanego w ustawie o finansach publicznych progu 55 proc. długu publicznego w stosunku do PKB.

 

Po piąte, będziemy zmuszeni do dokładania się w znacznie większym stopniu, niż to robimy obecnie, do wszelkich funduszy ratunkowych i stabilizacyjnych eurolandu, a więc de facto do ratowania finansów krajów znacznie od nas bogatszych.

 

Po szóste, jeszcze przed samym przyjęciem euro, bo w ciągu dwóch lat obowiązywania tunelu wahań kursu PLN/EUR w granicach ±15 proc., narazimy się na ryzyko ataków spekulacyjnych.

 

Po siódme, NBP będzie musiał przekazać do Europejskiego Banku Centralnego znaczną część ze 100 mld dolarów polskich rezerw walutowych.

 

Po ósme, rezygnując z możliwości prowadzenia własnej polityki pieniężnej, utracimy ważny instrument wpływania m.in. na poziom inflacji, aktywność gospodarczą Polaków, sytuację na rynku pracy czy ceny papierów wartościowych.

 

Po dziewiąte, jako członek strefy euro, nieporównanie bardziej ucierpimy w przypadku jej rozpadu.

 

Po dziesiąte wreszcie, nie sprawdzą się bodaj żadne przewidywania entuzjastów euro, które mogłyby złagodzić zarysowany wyżej obraz. Nie zostanie zdynamizowana nasza wymiana handlowa, a wiarygodność Polski w oczach zagranicznych inwestorów spadnie. To odważne tezy, więc warto podać kilka dowodów na ich poparcie. Z danych Eurostatu wynika, że w ciągu pierwszej dekady istnienia euro, tempo wzrostu eksportu Belgii spadło dwukrotnie, Francji trzykrotnie, a Włoch zmniejszyło się z 5,6 proc. do 0,3 proc. Z kolei średnie ryzyko gospodarcze na tym obszarze wzrosło, według badania Euromoney Magazine, o ponad 70 proc. Najniższe w całym rankingu było zaś w tych krajach europejskich, które wspólnej waluty nie przyjęły – Norwegii, Szwajcarii, Szwecji i Danii.

 

Bo z euro – jak mawiał Milton Friedman – jest jak z socjalizmem. To piękna idea, która nie sprawdza się w praktyce.

 

 

Źródło: www.mysl24.pl

Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony

Zaloguj się , żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?
Licznik odwiedzin
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło