replica watches for sale: fake hublot watches and replica cartier.
Klub Dyskusyjny Myśli Politycznej W Ursusie - Artykuł 44
O nas


Czym jest klub

-Regulamin

-Skład zarządu

-Założyciele Klubu

-Historia Klubu

-Kontakt
   
Działalność

-Cele Klubu

-Artykuły

-Archiwum - spotkania

-Archiwum inne rzeczy
Artykuł 44

Zbrodnia w Ciepielowie 8/9 września 1939 roku

 

 

Już pierwsze dni po napaści Niemiec na Polskę w 1939 roku unaoczniły współczesnym , że trwająca wojna przeradzająca się powoli w konflikt światowy nie będzie podobna do poprzedniego konfliktu, który zakończył się w 1918 roku. Zdobycie przewagi / pokonanie przeciwnika miało dokonać się w myśl założeń doktryny Wehrmachtu i pomysłów „Fuehrera” przy pomocy wszystkich dostępnych „sił i środków”. Wśród ich arsenału znajdowało nie tylko porażenie wroga potęgą militarną ale także paraliżowanie go strachem wywoływanym brutalnością działania niemieckich oddziałów. Atakowano więc nie tylko zwarte formacje Wojska Polskiego. Obiektem napastniczej furii niszczenia i mordowania stawała się bardzo często ludność cywilna, jeńcy wojenni, obiekty oznaczone jako cywilne, szpitale (Wieluń 1.09.39 roku - atak lotniczy o kilkanaście minut wcześniej niż salwy na Westerplatte). Warto przypomnieć, że w dniach od 1 września 1939 do 25 października tegoż roku (okres niemieckiej administracji wojskowej – P.Ł.) na zajmowanych terenach Rzeczpospolitej odnotowano ponad 700 mordów popełnionych przez zorganizowane oddziały niemieckie. Ich ofiarą padło prawie 16 336 obywateli polskich – większa część tych przestępstw została popełniona w trakcie trwania Kampanii Wrześniowej – czyli w pierwszym miesiącu wojny (84% egzekucji i 75% ogólnej liczby zabitych). W tym „nurcie” mieści się mord popełniony na polskich jeńcach wojennych wojennych dniu 8 września 1939 roku przez żołnierzy 11. kompanii 15. pułku 29. Dywizji Pechoty Zmotoryzowanej Wehrmachtu na wziętych do niewoli Polakach – żołnierzach 74 Pułku Piechoty.

Zbrodnia ta ujawniona została przez jednego z jej świadków (lub, co możliwe, wręcz wykonawców) poprzez przekazanie Polskiej Misji Wojskowej w Berlinie (1950 rok) dokumentów wśród, których znajdowały się zdjęcia (przed i po egzekucji) oraz nie podpisany (liczący dwie strony) i nie datowany tekst opisujący utrwalony na zdjęciach dramat.

Nim jednak przejdziemy do opisu tych krwawych zdarzeń z 1939 roku chcielibyśmy pokazać czytelnikowi jak ideologicznie wyposażony przystępował do wojny przeciwko Polsce niemiecki żołnierz. Otóż każdy z nich w książeczce żołdu noszonej przy sobie miał wklejone do niej  „10 przykazań prowadzenia wojny przez niemieckiego żołnierza”. „Towarzyszyły” mu one w boju jak i na popasach, a także podczas zbrodniczych wyczynów.  Pomijając tu wyraźne nadużycie uczuć religijnych poprzez nawiązanie do 10 Przykazań Bożych,  warto je przytoczyć In extenso :

 

1)    W walce o zwycięstwo żołnierz niemiecki będzie przestrzegał zasad rycerskiego prowadzenia wojny. Okrucieństwo i bezmyślne niszczenie są poniżej jego godności,

2)    Walcząc będzie nosił mundur albo specjalnie wprowadzone i z daleka widoczne oznaki. Nigdy nie będzie walczył w ubraniu cywilnym i bez tych oznak,

3)    Nigdy nie zabije nieprzyjaciela, który się poddał, ani nawet partyzantów i szpiegów – ci karani będą we właściwy sposób przez sądy,

4)    Nie będzie maltretować ani znieważać jeńców wojennych. Odbierze im broń, mapy, dokumenty, ale nie tknie rzeczy osobistych,

5)    Nie będzie używać kul dum – dum ani przerabiać innych na dum – dum,

6)    Instytucje czerwonego Krzyża są nienaruszalne. Z rannym nieprzyjacielem obchodzić się będzie po ludzku. Nie będzie przeszkadzał sanitariuszom i kapelanom w niesieniu pomocy lekarskiej i duszpasterskiej,

7)    Ludność cywilna jest nietykalna. Żaden żołnierz nie będzie grabić ani złośliwie niszczyć. Szanować będzie zwłaszcza pomniki historyczne, gmachy służące celom religijnym, sztuce, nauce albo dobroczynności. Od ludności będzie żądać świadczeń w naturze albo w usługach tylko na rozkaz przełożonego i tylko za opłatą,

8)    Nie wkroczy na terytorium neutralne, nie będzie nad nim przelatywał samolotem ani go ostrzeliwał, terytorium neutralne nigdy nie stanie się obiektem jakichkolwiek działań wojennych,

9)    Gdy żołnierz niemiecki dostanie się do niewoli, poda swoje imię i nazwisko oraz rangę wojskową jeżeli go o to zapytają. W żadnych okolicznościach nie wymieni jednostki wojskowej do której należy i nie udzieli żadnych informacji o wojskowej, politycznej i gospodarczej sytuacji w Niemczech. Ani obietnice, ani groźba nie zdołają go do tego skłonić,

10) Wykroczenia przeciwko wymienionym obowiązkom będą karane. O wykroczeniach nieprzyjaciela przeciwko wyżej podanym zasadom 1 – 8 należy składać raport. Stosowanie odwetu dopuszczalne jest tylko na rozkaz wyższych dowódców.

 

Dla otrzymania pełnego obrazu sytuacji musimy tu przypomnieć, że wkraczający do Polski Wehrmacht miał przygotowany przez niemiecką propagandę obraz Polaków jako urodzonych partyzantów i spiskowców, którym nie wolno nigdy zawierzać. W związku z tym w wielu przypadkach agresywne reakcje napastników wobec ludności cywilnej i jeńców wojennych mogły być pewnego rodzaju transmisją lęków i i fobii potęgowanych jeszcze przez stres pola walki. Tak jednak niewątpliwie (jak się przekonamy) nie było w przypadku mordu ciepielowskiego.

Zacznijmy od relacji wspomnianego wyżej świadka, który dostarczył swój pamiętnik i zdjęcia do placówek mających reprezentować Polskę w strefach okupacyjnych Niemiec:

[...] w lesie ciepielowskim, niedaleko od Zwolenia [...] Słyszę ogień karabinów maszynowych. Szpica jest pod ogniem [...] Skradam się razem ze wszystkimi [...] nie widzę żadnego Polaka. Strzelec strzela jak wściekły z karabinu maszynowego. Brzęczą rykoszety. [...] Polacy także strzelają. Gwizd przy prawym uchu [...] upadł kapitan Lewinsky. Postrzał z góry. Strzelcy muszą być na drzewach. Podziwiam ich odwagę. [...] Kompania ma 14 zabitych, łącznie z kapitanem Lewinskym. Dowódca pułku, pułkownik Wessel z monoklem w oku (z Kassel) szaleje. >>Co za bezczelność, chcieć nas zatrzymać – mojego Lewinskyego mi zastrzelili<<. Nie bierze pod uwagę , że są to żołnierze.[...]”. Walka zakończyła się obustronnymi stratami po wyczerpaniu zapasów amunicji, i polskiej próbie uderzenia na bagnety, potem zaś ataku niemieckiej broni pancernej, która ostatecznie rozstrzygnęła starcie na korzyść Niemców.

Wściekłość pułkownika Wessela przełożyła się na traktowanie wziętych do niewoli Polaków. Dla dokonania zemsty za spowodowane straty potrzeba było pretekstu, a to mogło ułatwić upodobnienie wziętych do niewoli do partyzantów – „freischaerler / partisanen” : „ [...] Wessel twierdzi, że ma do czynienia z partyzantami, jakkolwiek każdy z 300 polskich jeńców ma na sobie uniform [...]”. Na polecenie Niemców zdejmują kurtki mundurowe, zostają w koszulach. Do tego obcina się szelki – to ma utrudnić ewentualną ucieczką i przewidywany opór. Choć w danym momencie był raczej trudny do przewidzenia, bowiem niewątpliwie zmęczeni, głodni i zestresowani walką i odniesioną przed momentem porażką ludzie nie chcieliby natychmiast zaatakować zwycięzców. Patrząc na zdjęcie, na którym wspominany pułkownik Wessel władczym gestem ręki pokazuje im kierunek , w którym mają się udać, można chyba powiedzieć, że byli w danym momencie pogodzeni ze swym losem: „[...] następnie jeńcy muszą iść brzegiem szosy, rzędem jeden za drugim. [...] dokąd się ich prowadzi ? W kierunku tyłów, do taborów, skąd zostaną zabrani do punktu zbornego dla jeńców ? [...] pięć minut później słyszę terkot tuzina [...] automatów. Pospieszyłem w tym kierunku – o sto metrów dalej ujrzałem rozstrzelanych 300 polskich jeńców leżących w przydrożnym rowie. Zaryzykowałem zrobienie [...] zdjęć, wtedy przed obiektywem dumnie stanął jeden z tych zmotoryzowanych strzelców, którzy dokonali tego dzieła na rozkaz pułkownika Wessela”.

Zginął  dowódca pułku major Józef Pelc, a jego zastępca kapitan Cyruliński odebrał sobie życie strzelając sobie w głowę widząc co spotkało żołnierzy z podległej mu jednostki, nie uniknęli też śmierci pułkowi lekarze major doktor Józef Cesarz (74GPP) i major doktor Ajzyk Walberg (27 PP).

Sam przebieg zbrodni mimo istnienia kilku relacji nie jest dokładnie znany. Jedna z nich mówi , że do idących w kolumnie w kierunku Lipska jeńców strzelano z karabinów maszynowych z jadącego za nim półciężarowego auta, inne zaś wspominają (jak przytoczona powyżej) o „formalnym” rozstrzelaniu. O tym , że nie był to „wypadek przy pracy” świadczą to tym kolejne relacje o zachowaniu się  żołnierzy Wessela. Sołtys wsi Anusin (Jan Zuba) następnego dnia (9.09.1939) po starciu wybrał się z sąsiadami i swoim synem do lasu, w którym miało ono miejsce, by pochować zabitych lub udzielić pomocy rannym. Według jego słów nie można było doprowadzić „akcji ratunkowej” do końca ponieważ po lesie krążyły tyraliery niemieckich żołnierzy, które rabowały i dobijały: „ [...] rannych polskich żołnierzy i rozstrzeliwali zdrowych [...]”, kilku z nich udało się ocalić dzięki znajomości języka niemieckiego przez Zubę ale po postrzeleniu przez Niemców jego syna zaprzestał on udzielania pomocy i oddalił się do domu.

Mord ten nie dość tego, że był złamaniem wszystkich z cytowanych wyżej zapisów „10 przykazań...”,  wszelkich paragrafów prawa międzynarodowego odnoszących się do traktowania jeńców wojennych a także i konwencji haskich.

Za jego popełnienie nikt z winnych nie poniósł jakiejkolwiek odpowiedzialności. Nie jest też wiadomo, by takie próby w ogóle miały miejsce.

 

 

Piotr Łysakowski

 

Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony

Zaloguj się , żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?
Licznik odwiedzin
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło