replica watches for sale: fake hublot watches and replica cartier.
Klub Dyskusyjny Myśli Politycznej W Ursusie - W mediach 2
O nas


Czym jest klub

-Regulamin

-Skład zarządu

-Założyciele Klubu

-Historia Klubu

-Kontakt
   
Działalność

-Cele Klubu

-Artykuły

-Archiwum - spotkania

-Archiwum inne rzeczy
W mediach 2

Gospodarczy fenomen

Niech Kościół wypełnia swoją misję za murami – wara księżom od polityki, wara od mediów – nawołują coraz głośniej lewicowi politycy, a hasła te zyskują posłuch u wielu Polaków. Zapomniano, że były takie czasy, gdy Kościół współtworzył polską tkankę narodową, ratował wieś i polski stan posiadania, wydobywał z nędzy robotników – pod zaborami. Nie ograniczając się do działalności charytatywnej, budował od podstaw instytucje oraz struktury, które przetrwały do odrodzenia Polski w 1918 r. i funkcjonowały w kraju dla dobra powszechnego.

W II Rzeczypospolitej Kościół nadal organizował społeczną aktywność, ciesząc się jako uczestnik życia publicznego wielkim autorytetem. Rozpowszechniającym się od końca XIX w. rewolucyjnym ideom socjalizmu przeciwstawiał wizję wspólnoty, która zbiorowym wysiłkiem, mądrze kierowana, sama wydobywa się z upadku materialnego oraz duchowego.

Tytani pracy

Od końca XIX w. trwała w zaborze pruskim wytężona praca duchownych nad przedsięwzięciami mającymi przeciwstawić się metodami ekonomicznymi akcji germanizacyjnej. Walka z polskością w kulturze i szkolnictwie, by wspomnieć strajk dzieci we Wrześni z 1901 r., szła w parze z niszczeniem materialnych podstaw bytu Polaków. Rozpoczęła się zatem wojna – bronią w niej były kasy oszczędnościowo-pożyczkowe, towarzystwa przemysłowe, setki stowarzyszeń i kółek oświatowych, spółdzielnie rolnicze i czytelnie ludowe. Działanie to – rozważne, konsekwentne, zgodne z prawem – obliczone było na pokolenia.

Drogę w Wielkopolsce wskazywał i torował ks. Piotr Wawrzyniak. W Śremie, gdzie od 1872 r. był przez 26 lat wikariuszem, zreformował miejscową kasę oszczędności i pożyczek, przekształcając ją w ciągu roku w prężną instytucję – dość powiedzieć, że w tym czasie 30-krotnie zwiększył kapitał i liczbę członków. Inspirowany przez przyjaciela, przywódcę ruchu spółdzielczego w Galicji, dr. Franciszka Stefczyka, przekształcił kasę w Bank Ludowy w Śremie.

Kolejnym krokiem na drodze wzmocnienia polskiej wspólnoty interesów było przyłączenie Banku do Związku Spółek Zarobkowych i Gospodarczych – pierwszego zrzeszenia polskich banków i najróżniejszych spółdzielni. Ksiądz Wawrzyniak stanął na czele Związku w 1891 roku i kierował nim przez 19 lat, do śmierci w 1910 roku. Kiedy zaczynał swoją misję, do Związku należało 76 spółek z ponad 26 tys. członków i kapitałem 18 mln marek – gdy odchodził, spółek było 248, a aktywa wzrosły trzykrotnie.

Co konkretnie zmieniły jego dokonania w życiu polskiego chłopa i rzemieślnika? Z kredytów, nieobciążonych lichwiarskim procentem, korzystać mogło prawie 117 tys. chętnych – rzesza ludzi, którzy stawali na własne nogi, dorabiali się przedsiębiorstw, kupowali nowoczesny sprzęt do gospodarstw.

Ponieważ chłopi zmuszeni byli sprzedawać swoje produkty przedsiębiorstwom niemieckim po bardzo niskich cenach, ks. Wawrzyniak zaczął organizować „Rolniki” – polskie spółdzielnie skupujące te produkty po cenach wyższych. Powstanie pierwszej w Poznaniu w 1901 r., a później kolejnych w wielu wsiach, dało Polakom do ręki oręż w walce o handel.

„Jak o pancerze polskiej szlachty rozbiły się szable Krzyżaków, tak pięćset lat później przed zagrodą chłopa wielkopolskiego stanęły bezsilne pruskie ustawy – Ulrykowi von Jungingen odpowiedziała szlachta, Ottonowi von Bismarck chłop polski” – pisał po śmierci ks. Wawrzyniaka jego współpracownik ks. Kazimierz Zimmermann. „On znosił wszystko. Posilić się mógł rano na zapas, mógł także wyspać się naprzód”. I tak zapewne było, skoro współtworzył pierwszą w Prusach polską instytucję kredytową „Skarbona” z siedzibą w Berlinie, zakładając równocześnie polskojęzyczną gazetę „Dziennik Berliński”; otwierał biblioteki i czytelnie, włączone później do Towarzystwa Czytelni Ludowych – polskiej organizacji oświatowej w Prusach. Jakby tego było mało, urządzał obchody rocznic narodowych.

Słynna zakopiańska „Księżówka”, postawiona w 1907 r. jako dom wypoczynkowy dla duchowieństwa, gdzie w 1997 r. Jan Paweł II spędził kilka dni, swoje powstanie również zawdzięczała ks. Wawrzyniakowi.

Dzieło budzenia ducha wspólnoty kontynuował pod zaborem pruskim, a później w II Rzeczypospolitej ks. Stanisław Adamski, młodszy od swego poprzednika o pokolenie. Przyszły biskup katowicki przejął po śmierci ks. Wawrzyniaka na 17 lat kierowanie Związkiem Spółek Zarobkowych i Gospodarczych.

„Zdrowe zasady moralności”

W odróżnieniu od ks. Wawrzyniaka, który robił jedynie notatki z bieżącej działalności, ks. Adamski pozostawił po sobie wspomnienia. „Dzięki zgodnej i zręcznej propagandzie polskiej spółdzielczość polska stała się głównym czynnikiem jednolitej i zwartej ekonomicznej siły i obrony polskiej przeciw agresji niemieckiej – wyjaśniał. – Patron [prezes] spółdzielni stał z natury rzeczy na czele frontu walki ekonomicznej społeczeństwa polskiego przeciw naporowi rządu pruskiego”. I na dowód skuteczności takiego postępowania przytaczał przykład: „Przybywszy jako gimnazjalista do Poznania w 1886 r., policzyłem polskie sklepy na Starym Rynku. Naliczyłem ich tylko sześć. W roku 1913 r. sytuacja tak się odwróciła, że na Starym Rynku stwierdzono tylko sześć sklepów niemieckich i żydowskich; inne przeszły w ręce polskie”.

Spółdzielczość była dla ks. Adamskiego najważniejszym – po obowiązkach kapłańskich – polem aktywności. Pojmował ją jako budowanie więzi „na zaufaniu do ludzi, na miłości bliźniego, na wzajemnej życzliwości i na uczciwości sumiennego człowieka, to znaczy na etycznych wartościach Zachodu, czyli na moralności chrześcijańskiej”. Takim przekonaniem kierował się również ks. Wawrzyniak – obaj dostrzegali wymiar wychowawczy przedsięwzięć wspólnotowych i ten jej aspekt był bodaj głównym motorem ich działań.

Bez moralnych podstaw zespołowa inicjatywa nie ma szans powodzenia – argumentował ks. Adamski – ponieważ „sama forma spółdzielni nie obroni nas przed krzywdą i oszustwem, jeżeli zdrowe zasady moralności i sumienności członków i pracowników nie zapewnią nam bezpieczeństwa”.

Po nastaniu niepodległości walczył o wprowadzenie ustawodawstwa ułatwiającego funkcjonowanie spółdzielni, przekonując, że poszerzają one wiedzę ekonomiczną członków i pozwalają szerokim warstwom zrozumieć potrzebę oszczędzania. Podkreślał praktyczne korzyści płynące ze spółdzielczości dla kraju, jako że bogatsi obywatele płacą regularnie podatki, a siła państwa pochodzi z ich zamożności.

Nie wadziła nikomu w międzywojennej Polsce jego księżowska sutanna ani w Sejmie, do którego został wybrany w 1919 r., ani w Senacie, gdzie zasiadał od 1924 r. jako przywódca powołanej przez siebie partii – Polskiego Stronnictwa Chrześcijańskiej Demokracji. Nie zarzucano mu, że „miesza się” do polityki, gdy premier Władysław Grabski wezwał go w 1923 r. do pomocy w ratowaniu państwa przed szalejącą inflacją i przygotowaniu wielkiej reformy walutowej.

Po zamachu majowym w 1926 r. ks. Adamski odszedł od polityki. Kierował diecezją katowicką do śmierci w 1967 r., wypędzony z niej po raz pierwszy przez Niemców w 1941 r. za wrogość wobec III Rzeszy, a później w 1952 r. przez władze PRL na 5 lat za „wojujący antykomunizm”.

Rzeczpospolite parafialne

Działalność księży na wsi czyniła cuda. W zapadłych zakątkach Polski zakasywali rękawy i rzucali się w wir pracy – jak ks. Antoni Tyczyński w Albigowej koło Łańcuta czy ks. Wacław Bliziński w Liskowie. Obaj swoją misję zaczęli jako 30-latkowie bez doświadczenia społecznikowskiego.

Ksiądz Antoni Tyczyński objął w 1886 r. probostwo we wsi Albigowa pod Łańcutem, gdzie małe galicyjskie gospodarstwa nie były w stanie wyżywić licznych rodzin. Z każdego kąta wyzierały nędza i zaniedbanie, a nauk w jednoklasowej szkole udzielał gminny pisarz. Spośród wszystkich naglących potrzeb ks. Tyczyński za najważniejszą uznał budowę szkoły. Zanim powstała nowa, czteroklasowa, z nauczycielem z prawdziwego zdarzenia, prowadził edukację w ramach duszpasterstwa.

Rady na postępujący podział niewielkich poletek między liczne potomstwo szukał w wysyłaniu młodzieży do nauki w zawodach rzemieślniczych, które pozwoliłyby jej prowadzić warsztaty i podnosić poziom cywilizacyjny osady lub dałyby zatrudnienie w mieście. Trzymając się idei rozpowszechniania na wsi rzemiosła, zorganizował 4-letnią szkołę koszykarską i krawiecką pracownię strojów ludowych.

Idąc śladem innych księży społeczników, powołał do życia Kółko Rolnicze, a także Czytelnię Towarzystwa Oświaty Ludowej, gdzie uczył chłopów historii.

Zarażony bakcylem spółdzielczości przekonał opornych mieszkańców do założenia spółki oszczędności i pożyczek – później przyłączonej do Kasy Stefczyka. Kolejna spółka produkowała cegły, dachówki i dreny w cegielni – powstałej też z jego inicjatywy, a jeszcze inna zdrenowała przed I wojną światową połowę gruntów. Ksiądz Tyczyński często sięgał do skromnej księżowskiej kieszeni: najbiedniejszym dzieciom opłacał naukę, sam wykształcił nauczyciela do szkoły koszykarskiej, wreszcie z własnych pieniędzy postawił w 1902 r. budynek mleczarni.

Gdy po 20 latach pracy w Albigowej przeniesiono go w 1906 r. do Leżajska, zostawiał po sobie wieś przemienioną od podstaw. Zmarł w 1925 r., kiedy młodszy od niego o kilkanaście lat ks. Wacław Bliziński otwierał właśnie głośną na całą Polskę wystawę dokonań Liskowa pod Kaliszem.

Temperament i styl działania obu kapłanów zasadniczo się różniły: ks. Tyczyński, bardziej zakorzeniony w duchu XIX-wiecznego pozytywizmu, wypracowywał wszystko powoli i systematycznie. Ksiądz Bliziński parł do przodu w tempie zawrotnym, wykorzystując do ratowania Liskowa opinię publiczną. Dziś powiedzielibyśmy, że był specem od public relations, z polska – „pijaru”.

Twórca gospodarczego fenomenu i patron moralnego odrodzenia w Liskowie powtarzał swoim parafianom: „Gromada to wielka siła”. Urodzony w Warszawie ks. Bliziński przybył w 1900 r. do Liskowa w Królestwie Polskim i jako „miastowy” został przyjęty niechętnie. Pod swoją pieczę dostał wieś, o której jego poprzednik mówił: „Źli ludzie. Nic tu zrobić nie można”. Wrażenia ks. Blizińskiego zdawały się potwierdzać tę opinię: powszechne pijaństwo i awanturnictwo, całkowity analfabetyzm i nieufność do zmian – oto, z czym przyszło mu się zmierzyć. „Na 100 lichych chałup jedna tylko była murowana, kryta słomą, reszta drewniana, walące się strzechy, bez płotów” – wspominał.

„Spółka setkami tysięcy operować będzie”

Swoje pierwsze kazanie zaczął od słów: „Przyszedłem Wam przychylić Nieba i chleba”. Zakasał rękawy, by wydźwignąć osadę z nędzy. Dzieło to zajęło mu kilkanaście lat, ale efekty przerosły wszelkie oczekiwania. Zaczął od nauki pisania i czytania w ochronkach – tajnych szkółkach – w 5-tysięcznej parafii. Po 10 latach tylko jeden na 30 dorosłych był analfabetą.

W 1902 r. udało mu się namówić 35 osób do podjęcia ryzyka: założyciele spółki „Gospodarz” złożyli się po 10 rubli. „Zaledwie 12 wykazało rzeczywiste oddanie i zrozumienie, reszta – ano proboszcz naciskał, trudno było odmówić, toteż ich oczy mówiły: masz, proboszcz, te 10 rubli, ale już ich więcej oglądał nie będę”. „Ani ja – wspominał ks. Bliziński – ani nikt z udziałowców nie przewidywał, że stworzyliśmy podwaliny pod potężny kompleks placówek gospodarczych i kulturalnych, że spółka kiedyś setkami tysięcy operować będzie, że zatrudni 100 pracowników”.

Aby nauczyć ludzi rzemiosła, zorganizował w 1905 r. warsztaty tkackie, a później zabawkarskie. Prowadził kursy dla chłopów, budząc ich zainteresowanie wiedzą rolniczą. Od kursów niedaleko już było do powołania Szkoły Rolniczej z laboratorium mleczarskim, mleczarnią i internatem. Kolejne dzieło, Gimnazjum im. ks. Piotra Skargi, mieściło się w budynku z elektrycznym oświetleniem i kanalizacją. Powstał sierociniec, a przy nim szpital, brukowane drogi i chodniki.

Zdobywał pieniądze, prowadząc umiejętnie akcję reklamowania swoich osiągnięć. Z rozmachem urządził w 1925 r. wystawę „Wieś Polska Lisków” pod protektoratem premiera Władysława Grabskiego. Zaprosił prezydenta Stanisława Wojciechowskiego, nadał sprawie rozgłos i doczekał się 42 tys. zwiedzających, w tym uczestników Międzynarodowego Kongresu Rolniczego z całego świata. Wieś prezentowała dorobek – trudno było gościom dać temu wiarę – zaledwie 25 lat. Wystawa pomogła zdobyć środki na dalsze przedsięwzięcia, m.in. pismo „Liskowianin”, docierające do rodaków za granicą i przynoszące dotacje.

Nominowany w 1938 r. przez prezydenta Ignacego Mościckiego na senatora ks. Bliziński był aktywny w komisjach administracyjno-samorządowej i budżetowej. Wojna wygnała go z Liskowa – zagrożony aresztowaniem ukrywał się przed Niemcami do śmierci w 1944 roku.

Przez prawie pół wieku komunizmu wymazano z powszechnej świadomości wiedzę o tym, co było w międzywojniu oczywiste: o zasługach duchowieństwa dla odrodzenia Rzeczypospolitej. Nic nikomu nie mówiły nazwiska księży: Augustyna Szamarzewskiego, Floriana Stablewskiego czy wspomnianych powyżej. I to nie dziwi.

Dziwi natomiast i oburza fakt, że niechlubną kontynuatorką PRL stała się III RP, zniesławiając i niszcząc kościelne inicjatywy wyrosłe z tradycji obowiązku Kościoła wobec narodowej wspólnoty.

 

Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony

Zaloguj się , żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?
Licznik odwiedzin
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło