replica watches for sale: fake hublot watches and replica cartier.
Klub Dyskusyjny Myśli Politycznej W Ursusie - W mediach 1
O nas


Czym jest klub

-Regulamin

-Skład zarządu

-Założyciele Klubu

-Historia Klubu

-Kontakt
   
Działalność

-Cele Klubu

-Artykuły

-Archiwum - spotkania

-Archiwum inne rzeczy
W mediach 1

Trzy mity o unijnym budżecie

Utworzono: 03 grudzień 2012

Z napisaniem tego komentarza celowo odczekałem ponad tydzień od posiedzenia Rady Europejskiej (tzw. szczytu), poświęconego ramom finansowym Unii w perspektywie 2014-2020, które odbyło się 22 i 23 listopada.

ogólnonarodowa debata wokół tej sprawy, składająca się głównie z kolejnych komunikatów rządu i błyskawicznych reakcji opozycji, stała na tak karczemnie niskim poziomie, że postanowiłem się w nią nie wpisywać. Dziennikarze – prawie bez wyjątku niekompetentni, komunikaty rządu – wzajemnie niespójne, reakcje opozycji – najczęściej niedorzeczne.

Nie mam zamiaru wymądrzać się na temat samego przebiegu rozmów premierów, kanclerzy i prezydentów dwudziestki siódemki ani nawet na temat polskiej strategii negocjacyjnej. Primo – nie było mnie tam. Secundo – wolę oceniać po owocach.

Chcę natomiast spróbować obalić trzy – jak sądzę – najpaskudniejsze i najszkodliwsze mity o finansach Unii Europejskiej, które jak mantrę powtarzają niemal wszystkie „gadające głowy”, i którymi niestety zdążył już chyba przeniknąć zbiorowy umysł naszej opinii publicznej. Oto one:

Mit I – Byle więcej

Podobno wykłócamy się właśnie o jakichś naście „kluczowych” miliardów euro. Tymczasem, przepraszam za frazes – diabeł naprawdę tkwi w szczegółach. Bo nawet jeśli ten siedmioletni budżet wyniósłby nie bilion, a dwa biliony euro, ale uzgodniono by, że wkład własny samorządów do inwestycji to minimum 30%, a nie jak obecnie 15%, to większości przypadających nam środków i tak nie bylibyśmy w stanie wydać. A im więcej byśmy z nich korzystali, w tym większą zapaść wpędzalibyśmy nasze finanse publiczne. Inny przykład – planowane wydatki Unii na tak potrzebne Polsce innowacje, badania i rozwój, nowe technologie etc. mają być mniejsze od wydatków na ekologię (w tym tak bijący w nasze interesy pakiet klimatyczny) i Europejski Fundusz Społeczny (czyli głównie szkolenia, co do których sensu ma wątpliwości chyba każdy, kto zetknął się z nimi w praktyce). Naprawdę czasem lepiej dostać mniej, ale na rozsądne cele i na korzystnych zasadach.

Mit II – Skok cywilizacyjny

To prawda, że wzrost naszego PKB był w ostatnich latach napędzany w dużej mierze właśnie pieniędzmi z Brukseli. Z tym, że głównie na zasadzie generowania przez nie dodatkowego popytu wewnętrznego. A co z rozwiązywaniem strukturalnych problemów polskiej gospodarki, poprawą jej efektywności, jak by to ujął ekonomista – pobudzaniem endogenicznych czynników wzrostu? Naprawdę wolimy kupować „ryby” niż „wędki”? Jeśli tak, to musimy sobie uświadomić, że w ten sposób nigdy krajów wysokorozwiniętych nie dogonimy, a jedynie uzależnimy się od ich pomocy. Zupełnie jak postkolonialna republika bananowa. W polskim sektorze produkcji i usług nadal pracuje tylko 14 mln ludzi, w niemieckim – 40. Dopłaty do rolnictwa już dziś sprowadzają się do roli świadczenia socjalnego, pozwalającego polskiej wsi co najwyżej na jaką taką wegetację. I tak dalej. A co się stanie, gdy pieniądze z Unii się skończą? Kto utrzyma tysiące zatrudnionych dziś przy ich rozdzielaniu urzędników? Co zrobią firmy, które istnieją tylko po to, by pozyskiwać eurodotacje?

Mit III – Płatnik netto vs. beneficjent netto

Nie mogę już słuchać, jak to Niemcy i inni tzw. płatnicy netto „dokładają” do unijnego budżetu, a my nic tylko wyciągamy rękę po tę jałmużnę. Nasi politycy nie doszli jeszcze tylko do zgody, czy należy nam się ona za powstanie warszawskie i Jałtę, czy tylko wynika z sympatii, jaką darzy Polskę frau Merkel. No to odpowiem wyliczeniem, które podał ostatnio Johannes Hahn, komisarz UE ds. polityki regionalnej – 89 centów z każdego niemieckiego euro, które dostajemy w ramach unijnych funduszy i wydajemy na inwestycje infrastrukturalne, wraca za Odrę w postaci zleceń dla niemieckich firm na ich realizację. 89 centów!

Czy to tak trudno zrozumieć?

 

dr Marian Szołucha- ekonomista, wykładowca akademicki, z-ca redaktora naczelnego kwartalnika "Myśl.pl".

 

Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony

Zaloguj się , żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?
Licznik odwiedzin
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło